Przez większość meczu GKS Katowice przeważał i był lepszą drużyną w starciu z Hapoelem Tel-Awiw. Cóż z tego, skoro nad GKSem przeważała nieskuteczność i błędy indywidualne. Choć Gieksa zagrała znakomitą końcówkę i wygrała u siebie z drużyną z Izraela 2:1, to kończy swój udział w europejskich pucharach na 3 rundzie eliminacji Ligi Konferencji.
Pierwsze spotkanie zdecydowanie nie poszło po myśli podopiecznych trenera Rafała Góraka. Już 5 minut po rozpoczęciu spotkania wynik otworzył Stav Turiel, a niecały kwadrans później błąd w rozegraniu popełnił Arkadiusz Jędrych, co wykorzystał Roei Alkoukin, lobując bezradnego Gabriela Kobylaka. Chociaż Gieksa miała swoje szanse, to te dwa szybkie ciosy ustawiły cały mecz. GKS wracał z Węgier z dwubramkową stratą i poczuciem, że da się ją odrobić i zagrać z Atalantą Bergamo o fazę ligową Ligi Konferencji.
Kolejny błąd, kolejny stracony gol
Już od samego początku meczu było widać, że to spotkanie będzie inne od zeszłotygodniowego. Piłkarze Gieksy postanowili wziąć mecz w swoje ręce i już od pierwszego gwizdka starali się grać piłką, wychodzić wysoko i zamykać rywali na ich połowie. To jednak sprawiło, że gospodarze się odkryli, co pozwoliło rywalom na szybką kontrę. Blokowany przez Alana Czerwińskiego Omri Altman wyszedł na pozycję prawie jeden na jeden z bramkarzem i wystawił piłkę Emmanuelowi Boatengowi, który miał przed sobą pustą bramkę, ale Ghańczyka świetnie zatrzymał Lukas Klemenz. W 20. minucie dużo problemów bramkarzowi gości sprawił rzut wolny wykonany przez Bartosza Nowaka – lider GKSu mocno podkręcił piłkę i choć nie uderzył mocno, to kozioł w polu bramkowym sprawił, że Assaf Tzur ledwo odbił na rzut rożny. Z niego dobrze wrzucał Nowak, ale Borja Galan główkował w środek bramki.
Niestety, Gieksa nie poszła za ciosem. Jeden prosty błąd wystarczył, by Hapoel objął prowadzenie. Z zagraną z obrony piłką minął się Czerwiński i został łatwo ograny przez Dorona Leidnera, który świetnie uruchomił Stava Turiela. Skrzydłowy z Izraela stanął oko w oko z Kobylakiem i bez chwili zawahania pokonał polskiego bramkarza. GKS miał już 3 bramki do odrobienia i niewiele ponad godzinę do końca dwumeczu. A trzeba przyznać, że rywale tego zadania nie ułatwiali. Bardzo dobrym strzałem z daleka popisał się Altman, ale Gabriel Kobylak był na posterunku. Minuty mijały, a Gieksa jakby gasła – gospodarze próbowali przechodzić pod bramkę przeciwnika, ale brakowało w tych atakach przebojowości. Jednocześnie piłkarze Hapoelu starali się korzystać z pojawiających się raz po raz błędów defensywy Katowiczan, ale na szczęście bez skutku.
Zabójcza końcówka Gieksy pozostawiła niedosyt
Druga część gry mogła się zacząć od totalnego zamknięcia rywalizacji. Omri Altman dostał piłkę na skraju pola karnego, jego uderzenie odbił jeszcze Emmanuel Boateng i prawie zaskoczył Kobylaka, który końcówkami palców uchronił GKS od straty bramki. Chwilę później dobrą okazję na wyrównanie miał Bartosz Nowak, ale jego uderzenie z rzutu wolnego minęło bramkę. Gieksa miała dobry moment i atakowała, ale jak przez cały mecz – brakowało celności. Dwie minuty później Lukas Klemenz zgrał głową na 11 metr, ale Arkadiusz Jędrych wolejem nie trafił w bramkę, a w kolejnej akcji Ilja Szkurin stanął nawet oko w oko z Tzurem, ale nie dość że bramkarz Hapoelu wybronił uderzenie Białorusina, to sędziowie odgwizdali (niesłusznego) spalonego. Piłkarze trenera Rafała Góraka cały czas atakowali i zamykali rywali we własnej szesnastce, sprawiając wrażenie, że gol, a może nawet i kilka, to tylko kwestia czasu.
Niestety, czas mijał, a wynik nadal pozostawał bezbramkowy. Z dobrej pozycji z rzutu wolnego uderzał Bartosz Wolski, ale przeniósł piłkę ponad bramką. W pewnym momencie wydawało się, że tak jak do sieci nic nie wpadało, tak nie wpadnie – gdy w polu karnym Hapoelu po kilku przypadkowych zagraniach na 12 metrze znalazł się Kacper Łukasiak. Pomocnik uderzył celnie, w róg bramki, ale na jego drodze stanął… Ilja Szkurin. Białorusin zrehabilitował się w 83. minucie, gdy po rajdzie lewą stroną boiska wprowadzonego chwilę wcześniej Mateusza Wdowiaka wykorzystał dośrodkowanie i wyrównał stan rywalizacji. Choć do końca meczu pozostało zaledwie kilka minut, GKS zaczął znów naciskać. Dobrze z daleka uderzył inny zmiennik – Szymon Bartlewicz, po uderzeniu którego piłkę nad poprzeczką musiał przenieść Tzur.
Zdecydowanym MVP po stronie Gieksy był Mateusz Wdowiak. Po szybkiej kontrze gospodarzy na czystą pozycję wyszedł Ened Marković, jednak dobrze blokował go Fernand Mayembo. Kongijczyk spóźnił się jednak z interwencją przy flankującym Wdowiaku i sędzia Tsapalidis podyktował rzut karny. Do niego podszedł kapitan GKSu, Arkadiusz Jędrych i pewnym strzałem wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Do końca spotkania zostało jednak zaledwie 5 minut doliczonego czasu gry, a podopieczni Rafała Góraka potrzebowali jeszcze jednej bramki do dogrywki. Dobrą szansę miał Marković, ale jego uderzenie w środek bramki odbił Assaf Tzur. Mimo gości ewidentnie grających na czas, sędzia postanowił zakończyć spotkanie równo po wspomnianych wcześniej 5 minutach. Gieksa wygrała ten mecz, ale odpadła z Ligi Konferencji – niedosyt po tym starciu pozostał, ale z pewnością Katowiczanie nie przynieśli nam wstydu.
GKS Katowice – Hapoel Tel-Awiw 2:1 (0:1)
Bramki: Szkurin 83′, Jędrych 90′ (k) – Turiel 23′
GKS: Kobylak – Klemenz, Jędrych, Czerwiński – Galan (Wdowiak 81′), Wolski, Kowalczyk (Łukasiak 63′), Wasielewski (Jirka 71′) – Nowak (Marković 81′), Wędrychowski (Bartlewicz 71′) – Szkurin
Hapoel: Tzur – Leidner, Chico, Mayembo, Coco (Piven 78′) – Kraev, Falcao – Alkoukin (Lemkin 73′), Boateng (Ferber 88′), Turiel (Buskila 88′) – Altman (Silva 81′)
Żółte kartki: Czerwiński 80′ – Coco 50′, Leidner 70′
Sędzia: Aleksandros Tsapalidis (Grecja)
Patryk Chyła/fot.