Żegnaj Diego…

Share on facebook
Share on twitter
Maradona

Diego Armando Maradona nie żyje – ta informacja podana przez argentyński dziennik ,,Clarin” zszokowała i zasmuciła cały piłkarski świat. Legenda światowego futbolu zmarła na atak serca. Mistrz świata z 1986 roku, były zawodnik takich drużyn jak Napoli, Barcelona czy Boca Juniors zmarł w wieku 60 lat.

Nie będę was okłamywał, nie pamiętam czasów w których legendarny Diego grał w piłkę. Nie widziałem jego meczów na żywo. O jego geniuszu usłyszałem z książek i filmów, m.in. ze słynnego dodatku o mundialach z ”Rzeczpospolitej”. O ironio, moja przygoda z regularnym śledzeniem piłki rozpoczęła się w momencie, kiedy wydawało się, że Maradona odejdzie z tego świata. Kokaina i nadmierna otyłość doprowadziła go do stanu niemal agonalnego. W 2004 r. doznał zawału serca, później przez 10 dni walczył o życie, a następnie leczył się w klinice na Kubie. Rok później Maradona odmieniony, odchudzony po operacji zmniejszenia żołądka chciał pokazać, że w wielkim stylu wrócił do świata żywych.

Pamiętam jak w jednej z polskich stacji telewizyjnych pokazywano urywek z włoskiego ”Tańca z Gwiazdami”, w którym brał udział. To był cud, że człowiek po takich przejściach mógł dalej cieszyć się życiem. Później przecież dość niespodziewanie objął jako selekcjoner reprezentację Argentyny, z którą pojechał na mundial do RPA w 2010 roku. I choć wielu uważa ten okres za kompletnie nieduany dla ”Albicelestes”, to ja wspominam go…mile, być może ze względu na to, że jeden z najlepszych zawodników wszechczasów mógł pracować z jednym z największych piłkarzy obecnie.

Diego żył tak jak chciał. Alkohol, narkotyki, używki, imprezy, dziewczyny – Maradona wyciskał życie jak cytrynę. Mimo, że na chwilę odciął się od demonów, to później do nich wrócił. Przez ostatnie lata swoją postawą, która wzbudzała wiele kontrowersji irytował i drażnił fanów piłkarskich. Jego niektóre miny, zachowania były później tematem memów, jak choćby ta pamiętna chwila z MŚ 2018 z meczu Argentyna-Nigeria. Diego święty nigdy nie był, ale dla wielu był Bogiem Futbolu.

To on sprawił, że Argentyna już nigdy nie była taka sama. Zwieńczony końcowym triumfem meksykański Mundial w 1986 roku w wykonaniu ”Boskiego Diego” i ”Albicelestes” sprawił, że piłkarz uzyskał status legendarnego, a kraj zjednoczył się jak nigdy wcześniej. Mijają lata, pokolenia, ale zawsze w pamięci ludzi będą dwie pamiętne akcje z tego turnieju – słynne zagranie ręką w ćwierćfinale z Anglikami i legendarny rajd z tego samego spotkania. Gdy myślę o Maradonie, to w pamięci mam tylko i wyłącznie to akcję, gdzie z gracją i łatwością pokonuje rywali jak tyczki. Być może jest to najbardziej ikoniczna akcja w historii futbolu.

W Neapolu poza Bogiem nie ma drugiej tak gloryfikowanej osoby. Włoskie miasto jest pełne murali z wizerunkiem wielkiego Argentyńczyka. W każdym sklepie pamiątkowym można zobaczyć masę koszulek z numerem i nazwiskiem legendarnej postaci światowego futbolu.

Gdy w 1984 roku dołączył do klubu z Barcelony, ”Azzuri” walczyli o utrzymanie. Trzy lata później świętował z Napoli dublet jakim było zdobycie pierwszego Mistrzostwa Włoch, a także trzeciego w historii Pucharu Włoch. W sezonie 1988/1989 neapolitańczycy z Diego w składzie sięgnęli po Puchar UEFA, a w sezonie 1989/1990 zdobyli drugie i zarazem ostatnie w swojej historii klubu Scudetto. Maradona uczynił ze średniaka markę włoskich boisk. Swoją grą odmienił losy klubu. Po śmierci Maradony burmistrz miasta zaproponował nazwanie Stadionu San Paolo imieniem Diego.

Choć mam przyjemność podziwiać magiczną grę Leo Messiego, to żałuję, że nie mogłem na żywo oglądać popisów Diego Maradony. Na archiwalnych filmach widzę jak czarował swoją grą. Rywale mieli trudność z odebraniem mu piłki. Nikt nie był tak nieprzewidywalny jak on. Niestety, ta jego niekonwencjonalność poszła też w parze z życiem osobistym.

Niezwykle symboliczna jest data 25 listopada. Tego samego dnia, 15 lat temu, zmarł George Best – wybitny piłkarz, legenda brytyjskiego futbolu, równie niepokorny jak ”Boski Diego”. Choć Maradony już nie ma z nami, to jego wspomnienie zawsze będzie żywe. Argentyna, Neapol, Świat – wszyscy teraz opłakują zasłużoną postać dla piłki nożnej, ale pamięć o nim nigdy nie zginie. Na zawsze będzie jednym z największych w historii światowego futbolu.

Bartosz Wieczorek