Pierwsza połowa spotkania w Gdańsku była nawet interesująca. Natomiast druga była totalnie beznadziejna, typowa piłkarska kopanina. Kibice marznęli w niej nie tylko z zimna, ale też z powodu głodu bramek. Starcie Lechii z Górnikiem zakończyło się remisem. Zapraszamy na relację prosto ze stadionu w Gdańsku!
Oba zespoły wyszły na ten mecz niemalże w najsilniejszych zestawieniach. W drużynie gospodarzy mecz w bramce od 1. minuty zaczął Dusan Kuciak, co wyraźnie pokazuje, że to on wygrywa na razie rywalizację o miejsce w składzie ze Zlatanem Alomeroviciem. Po kontuzji do składu wrócił też Łukasz Zwoliński. W kadrze meczowej zabrakło jedynie Jarosława Kubickiego i Josepha Ceesaya.
Z kolei trener gości, Jan Urban dokonał jednej zmiany w porównaniu z ubiegłotygodniowym starciem z Wisłą Kraków (0:1) — Piotra Krawczyka w podstawowym składzie zastąpił Bartosz Nowak. Na szpicy wyszli dwaj napastnicy — najlepszy strzelec zabrzan w tym sezonie Jesus Jimenez i Lukas Podolski, któremu na razie bardziej wychodzi polowanie na kości rywali niż na gole w tegorocznych rozgrywkach.
Ciekawa pierwsza połowa na remis
Już od pierwszych minut widać było kto jest faworytem tego spotkania. Lechia już od początku meczu przejęła inicjatywę i rozgrywała piłkę na połowie Górnika, choć nie miała konkretnych sytuacji bramkowych. Swoją przewagę udokumentowała w 10. minucie meczu. Po fatalnym rozegraniu piłki przez Przemysława Wiśniewskiego, futbolówkę przechwycił grający dzisiaj po raz pierwszy w tym sezonie w Ekstraklasie, w podstawowej jedenastce Lechii, Egzon Kryeziu. Młody Słoweniec podał do Paixao, który następnie zagrał do Zwolińskiego, a ten ostatni wygrał pojedynek sam na sam z Sandomierskim. „Zwolak” tym samym zdobył swoją 6. bramkę w tym sezonie. Po zdobytej bramce Lechia od razu szukała kolejnych trafień. Jednakże Kacper Sezonienko uderzył zbyt lekko, by pokonać Sandomierskiego, a Mateusz Żukowski swoim uderzeniem celował bardziej do pobliskiej Motławy niż do bramki gości.
Szósty gol Zwolińskiego w sezonie. Lechia podobnie jak we wcześniejszych meczach po zdobyciu gola nie cofa się tylko chcę zdobyć kolejną bramkę⚽️ #LGDGÓR
— Karolina Jaskulska (@k_jaskulska) October 23, 2021
Górnika wyraźnie przytłoczonego dobrą grą gospodarzy w pierwszych 20 minutach rywalizacji jedyne, na co było stać, to strzał Alassany Manneha. Jednak piłkę po jego uderzeniu prędzej mógł złapać kibic Lechii na trybunach niż Kuciak. Mimo wszystko zabrzanie z każdą minutą prezentowali się coraz lepiej w Gdańsku — w 26. minucie strzał Podolskiego z lewej strony boiska w świetnym stylu obronił Kuciak. Chwilę później słowacki goalkeeper kapitalnie obronił strzał głową z bliskiej odległości Roberta Dadoka. W drugim kwadransie pierwszej części gry lepiej spisywali się goście, którzy wyraźnie obudzili się po niemrawym początku meczu.
W 33. minucie po kolejnym błędzie sobotniego popołudnia Wiśniewskiego (strata i faul ukarany żółtą kartką) okazję na podwyższenie prowadzenia strzałem z dystansu miał Ilkay Durmus. Turek uderzył jednak zbyt wysoko, by strzelić swoją drugą bramkę w tegorocznej kampanii. Pięć minut później pomocnik Lechii miał kolejną szansę z rzutu wolnego, ale minimalnie przestrzelił. Obraz gry w trzecim kwadransie po części przypominał początek spotkania, gdzie wyraźnie na boisku przeważała Lechia. Defensywa Górnika popełniała kolejne błędy dające szanse na kolejne bramki gospodarzom. Jednakże takich błędów nie ustrzegła się gdańska obrona i w 42. minucie rywalizacji Nowak płaskim strzałem w prawy róg bramki Kuciaka wyrównał wynik rywalizacji w Gdańsku. Chwilę po doprowadzeniu do remisu swoją okazję na gola miał Jimenez, ale Kuciak był na posterunku i obronił strzał Hiszpana. Do przerwy w Gdańsku mieliśmy remis po całkiem ciekawych pierwszych 45 minutach rywalizacji.
Po profesorsku zachował się w polu karnym Nowak ale tej sytuacji by nie było gdyby nie błąd Durmusa 😕 #LGDGOR
— Michał Cichowski (@michal29shs) October 23, 2021
Typowa ekstraklasowa kopanina w drugiej połowie
Pierwszą okazję w drugiej części gry miała Lechia — w 48. minucie niewidoczny w pierwszej połowie Maciej Gajos minimalnie chybił strzelając z dystansu. Później gra się wyrównała, toczyła głównie w środkowej części boiska, a tempo tej rywalizacji powoli zaczęło spadać. Aż do 56. minuty, kiedy strzał zza pola karnego Manneha dobrze zablokowali gdańscy stoperzy. W chłodnym Gdańsku w pierwszym kwadransie drugiej połowy nie działo się jednak za wiele, może poza tym, że wielu kibiców zaczęło marznąć z nudów. W 62. minucie piłka po strzale Sezonienki w polu karnym trafiła w rękę piłkarza gości, ale sędzia Tomasz Kwiatkowski nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki dla Lechii. Dwie minuty po tej sytuacji szansę na ustrzelenie dubletu miał Nowak, ale posłał piłkę w trybuny.
Druga połowa zdecydowanie odstawała poziomem od pierwszej, a co jeszcze dziwniejsze żaden z trenerów nie przeprowadził zmiany aż do 70. minuty — pierwszym szczęśliwcem, który mógł przestać marznąć na ławce rezerwowych i oglądać kopaninę, był napastnik Lechii, Bassekou Diabate. Malijczyk zastąpił na murawie Durmusa. Później zamiast okazji bramkowych mogliśmy popatrzeć jak obie ekipy solidarnie, praktycznie co akcje wykopują piłkę na aut po jednej bądź drugiej stronie boiska. Taka nasza typowa Ekstraklasa. Dadok zaczął bawić się w dryblera, a Kuciak spanikowany wybijał piłkę na aut. Niecodzienne wydarzenia zaczęły się dziać w Trójmieście. Później natomiast Górnik tracił piłki na swojej połowie po złym rozegraniu akcji, ale Lechia była jeszcze bardziej nieudolna w wykorzystywaniu takich prezentów. Najbliżej gola był w 89. minucie meczu Kubica, ale jego strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego był minimalnie niecelny.
W doliczonym czasie gry szczęścia po rzucie rożnym próbowała jeszcze Lechia, ale była bardzo nieskuteczna w swoich wysiłkach. Sprawiedliwy remis w tym spotkaniu. Pierwsza połowa była nawet interesująca. W drugiej działo się tyle, co kot napłakał. Taka typowa, nudna, nasza ekstraklasowa kopanina. Passa czterech zwycięstw z rzędu Lechii została zatrzymana. Górnik wywozi z trudnego terenu w Gdańsku cenny punkt, choć nie przeprowadził w tym meczu żadnej zmiany. Ryzyko się opłaciło.
Najgorszy mecz za kadencji Tomasza Kaczmarka. Mnóstwo niedokładności, szybko strzelony gol i żadnych więcej konkretów. Utrzymanie się przy piłce spoko, ale bez przełożenia na kreowanie sytuacji. No i bardzo słabi Zwoliński i Sezonienko w drugiej połowie. #LGDGÓR
— Tymek Kobiela (@T_Kobiela) October 23, 2021
Lechia Gdańsk – Górnik Zabrze 1:1 (1:1)
Bramki: Łukasz Zwoliński 10′ – Bartosz Nowak 42′
Żółte Kartki: Kacper Sezonienko, Bassekou Diabate (Lechia) – Przemysław Wiśniewski, Krzysztof Kubica (Górnik)
Lechia: Dusan Kuciak – Mateusz Żukowski, Mario Maloca, Michał Nalepa, Conrado – Egzon Kryeziu (85′ Jan Biegański), Flavio Paixao (C), Maciej Gajos – Ilkay Durmus (71′ Bassekou Diabate), Łukasz Zwoliński (85′ Miłosz Szczepański), Kacper Sezonienko (77′ Marco Terrazzino)
Górnik: Grzegorz Sandomieski, Przemysław Wiśniewski (C), Rafał Janicki, Adrian Gryszkiewicz – Robert Dadok, Krzysztof Kubica, Alasana Manneh, Erik Janża – Bartosz Nowak – Lukas Podolski, Jesus Jimenez
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Liczba widzów: 10 935
MVP: Dusan Kuciak (Lechia)
Relację prosto ze stadionu Polsat Plus Arena w Gdańsku przygotował Kacper Czuba