fbpx

Zagłębie Sosnowiec spadnie z ligi?! Podsumowanie 31. kolejki Fortuna 1. Ligi

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.04 Tychy
Pilka nozna Fortuna 1 Liga sezon 2019/2020
GKS Tychy - Zaglebie Sosnowiec
N/z Szymon Pawlowski Lukasz Grzeszczyk
Foto Lukasz Sobala / Press Focus

2020.06.04 Tychy
Football Polish Fortuna First League Season 2019/2020
GKS Tychy - Zaglebie Sosnowiec
Szymon Pawlowski Lukasz Grzeszczyk
Credit: Lukasz Sobala / Press Focus

Walka o utrzymanie wciąż toczy się pomiędzy dwunastoma drużynami. Nawet piąta Miedź Legnica wciąż ma matematyczne szanse na pożegnanie się z Fortuna 1. Ligą, a przecież znajduje się w strefie barażowej! Ta sytuacja wzbudza jeszcze więcej rechotów, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że do końca sezonu zostały… trzy kolejki. Póki co, najbliżej degradacji jest Zagłębie Sosnowiec, które przed rokiem walczyło jeszcze o byt w Ekstraklasie. Nie wspominając o Chojniczance Chojnice, która już niemalże pewnym okiem spogląda na II ligę.

Wigry nie walczą

Wigry Suwałki już od kilku kolejek są pogodzone ze spadkiem. Szkoda, że pomimo tego, nie potrafią powalczyć o coś w stylu kilku „honorowych” wygranych. Owszem, ostatnio zwyciężyły w starciu z GKS-em Jastrzębie, ale ta ekipa jest w na tyle kiepskiej formie, że to nawet nie podchodzi pod wyczyn.

W ramach rozpoczęcia 31. kolejki Odra Opole pokonała Wigry, 1:0. Bohaterem gospodarzy został Arkadiusz Piech, który trafił do siatki Jana Balawejdera. 35-latek instynktownie główkował po dokładnym dograniu z rzutu wolnego Krzysztofa Janusa.

Fot: Mateusz Porzucek/PressFocus

Przez resztę czasu Odra postawiła na intensywną obronę i ku zaskoczeniu, udało jej się ten wynik dociągnąć do końca, bez jakichkolwiek zmian. Opolanie zajmują obecnie trzynaste miejsce z jednopunktową przewagą nad szesnastym Zagłębiem Sosnowiec.

Mieleckiej sinusoidy ciąg dalszy

Stal Mielec spisywała się w ostatnim czasie bardzo dobrze, ale niezłe mecze często przeplatała kiepskimi, dlatego jej pozycja w tabeli, choć wciąż bardzo komfortowa, o tyle mogłaby być o wiele lepsza.

Fot: Paweł Andrachiewicz/PressFocus

Mielczanie ponownie spękali przed przeciwnikami i ulegli tym razem w Nowym Sączu, tamtejszej Sandecji. Już początek meczu źle ułożył się dla gości. Pierwsze dwie bramki zdobyli właśnie gospodarze, za sprawą trafienia Michala Pitera-Bucko z rzutu karnego oraz gola 10 minut później Michała Korzyma. Zaliczkę pod koniec pierwszej odsłony zmniejszył Bartosz Nowak i widzowie nie ujrzeli już więcej jakiejkolwiek bramki.

Taka porażka o tyle kompromituje obraz Stali, bo jej piłkarze przegrali z naprawdę kiepskim rywalem – drużyną, która nie zdołała wygrać przed tym spotkaniem ani razu w pięciu ostatnich starciach. Warto dodać, że na swojej drodze nie miała wcale takich silnych przeciwników – między innymi Chojniczanka Chojnice, Zagłębie Sosnowiec, Chrobry Głogów czy Odra Opole. To są mocne drużyny? Na pewno mają jakieś swoje silniejsze punkty, ale tabela mówi jasno i przejrzyście – na tle I ligi, nie są to giganci, a wręcz większość z nich znajduje się w okolicach strefy spadkowej.

Sandecja znajduje się na dziesiątej lokacie z przewagą dwóch punktów nad strefą spadkową.

Grad goli w Chojnicach!

To przykre, że po tak dobrej formie w ostatnim czasie i niezłym starciu, Chojniczanka Chojnice najprawdopodobniej pożegna się z Fortuna 1. Ligą. Tym razem, chojniczanie zmierzyli się z Chrobrym Głogów, a zwycięstwo wymknęło im się z rąk tuż na finiszu.

Po nieco ponad kwadransie od pierwszego gwizdka, Sylwestra Rasmusa, wynik na korzyść gospodarzy otworzył Robert Ziętarski. Równo po pół godzinie gry, stan rzeczy wyrównał jednak Szymon Drewniak. Tak spokojna pierwsza połowa nie zapowiadała tych przeróżnych szaleństw, które odbyły się w drugiej.

Fot: Łukasz Sobala/PressFocus

W tę odsłonę doskonale wszedł ponownie Ziętarski! 27-latek ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, zaledwie 10 minut po wznowieniu gry. Na odpowiedź Chrobrego nie trzeba było jednak długo czekać – 180 sekund później Mikołaj Lebedyński doprowadził do remisu i tyle samo sekund po tym, wydawało się, że Krzysztof Kubica dobił swoich rywali.

Chojniczanka pomimo podtapiania się pokazała, że potrafi wyjść z opresji zwycięską ręką i w 84. minucie gola zdobył Mateusz Kuzimski. Równo 10 minut po tym, w doliczonym czasie do regulaminowego, zwycięstwo swojej drużynie zapewnił Oliver Praznovsky! To kompletnie zdołowało zaskoczonych gospodarzy, którzy wiedzieli, że nie mają już żadnych szans w tym starciu na wygraną.

Najmniejszy wymiar kary

Zagłębie Sosnowiec w ostatnim czasie znajduje się w gorszej formie, czego efektem jest passa czterech meczów bez zwycięstwa. Warta Poznań dobitnie to wykorzystała, pokonując swoich rywali na wyjeździe, 2:0. Poznaniacy grali jednak na tyle dobrze, że taki rezultat to z pewnością najmniejszy wymiar kary.

Wynik w 39. minucie meczu otworzył Łukasz Spławski. 29-latek został jakiś czas temu spławiony, ale tym razem otrzymał szansę od pierwszej minuty i doskonale ją wykorzystał. Po zamieszaniu w polu karnym, piłkę przechwycił równie kiepsko grający z reguły, Mariusz Rybicki, przegrał ją do Spławskiego, a ten wykorzystał nonsensowne wyjście Krystiana Stępniowskiego z bramki i pewnie go przelobował.

Fot: Krzysztof Porębski/PressFocus

W drugą odsłonę ponownie doskonale weszli warciarze. W 50. minucie Mariusz Złotek wskazał na rzut rożny, jeden z poznańskich zawodników posłał mocną, szybką piłkę w pole karne, tam świetnie odnalazł się Aleks Ławniczak, który pewnym strzałem z główki pozbawił jakichkolwiek szans Stępniowskiego na interwencję. W 90. minucie szansę na podwyższenie zaliczki miał Mateusz Kupczak. Były piłkarz Bruk-Bet Termalici Nieciecza nie zdołał jednak wykorzystać „jedenastki”.

Zagłębie Sosnowiec znajduje się w strefie spadkowej. Jeśli „Zagłębiacy” pożegnają się z Fortuna 1. Ligą, będziemy mieli do czynienia z absurdem. Przecież jeszcze przed rokiem występowali na boiskach Ekstraklasy! Warta, z kolei zajmuje trzecie miejsce z niewielką dwupunktową stratą do wiceliderującej, Stali Mielec.

GKS Jastrzębie w coraz większych tarapatach

GKS Jastrzębie to największe rozczarowanie koronawirusowej absencji. Przed nią, dana drużyna miała najmniej porażek w I lidze, co prawda ogrom remisów, ale to wynikało z gubienia punktów w końcówkach spotkań. Jastrzębianie znajdowali się w strefie barażowej i wszystko wskazywało na to, że to właśnie oni z Jarosławem Skrobaczem na czele, będą walczyć do końca o awans do PKO Ekstraklasy. Otóż, nic bardziej mylnego. Trenera Skrobacza już nie ma, bo sam zrezygnował po sześciu meczach bez zwycięstwa z rzędu. Jego obowiązki przejął Paweł Ściebura.

Ściebura do niedawna prowadził Skrę Częstochowa i to on był autorem awansu z III do II ligi, a w tej ostatniej wykręcił z nią całkiem niezły wynik. Częstochowianie ulokowali się w środku tabeli, choć pewni utrzymania nie są, ale to oni uchodzą za rewelację meczów po pandemii – pokonali między innym Widzewa Łódź czy GKS Katowice.

Fot: Rafał Rusek/PressFocus

Debiut dla 35-latka nie był jednak specjalnie udany. Drużyna podejmowała Podbeskidzie Bielsko-Biała, czyli zdecydowanie najlepszą ekipę z Fortuna 1. Ligi, której awans do najwyższej klasy rozgrywkowej jest już niemal przesądzony.

Pierwsze trafienie padło w 39. minucie, kiedy to po serii błędów jastrzębskiej defensywy, piłkę przejął Mateusz Sopoćko, pięknie ograł rywala i niezłym uderzeniem z obrębu pola karnego, pewnie pokonał Grzegorza Drazika. Z przebiegu połowy, 0:1 to był zdecydowanie sprawiedliwy wynik.

Druga odsłona rozpoczęła się dosyć swawolnie, ale inicjatywa wciąż leżała po stronie Podbeskidzia. Następny gol był tylko kwestią czasu i miał on miejsce już w 60. minucie. Po ładnej akcji bielszczan lewą flanką, jeden z piłkarzy dośrodkował wprost na głowę Marko Roginicia. Chorwat ponownie udowodnił, że w takich sytuacjach się nie myli. Marzenia GKS-u o chociażby punkcie pogrzebał Tomasz Nowak. 34-latek pewnie zamienił „jedenastkę” na gola.

Tym samym, GKS przegrał piąty mecz z rzędu, a nie wygrał łącznie od siedmiu spotkań. To fatalna seria, która spowodowała, że jastrzębianie znajdują się obecnie na czternastej lokacie z taką samą liczbą punktów, co szesnaste Zagłębie Sosnowiec.

Wy(Puszcza)ją z siebie swoje najlepsze oblicze

Puszcza Niepołomice to odpowiednik drugoligowej Skry Częstochowa. Obie drużyny pomimo średniej sytuacji w tabeli przed pandemią, tuż po restarcie, radzą sobie doskonale. Na tyle, że istnieje szansa, że Puszcza będzie walczyła do ostatnich chwil w barażach o PKO Ekstraklasę!

Niepołomiczanie podejmowali tym razem GKS Tychy. Ekipę, która przez wiele miesięcy zawodziła, ale po przejęciu sterów na okres tymczasowy przez Tomasza Horwata, zespół odzyskał dawny blask. Kilka lepszych kolejek spowodowało, że nie muszą obecnie martwić się o swoją przyszłość, bo jeszcze przed danym spotkaniem znajdowali się w strefie barażowej, a po porażce z Puszczą są dziewiąci w tabeli.

Poziom i tempo meczu pozostawiało wiele do życzenia, ale wymówką na to mogą być warunki atmosferyczne, przez które, piłkarze obu drużyn grali wręcz w piłkę wodną. I mieli o tyle gorzej, bo taki stan rzeczy utrzymywał się przez cały czas, a nie jak w starciu Śląska Wrocław z Lechem Poznań, kiedy to pogoda w porę się uspokoiła.

Jedynego gola w meczu zdobył Wiktor Żytek z głowy po rzucie rożnym w 72. minucie, co nie powinno dziwić. 26-latek świetnie odnajduje się przy stałych fragmentach gry. To trafienie zapewniło Puszczy trzy punkty.

Fot: Krzysztof Porębski/PressFocus

Rządy Kościelniaka

Ireneusz Kościelniak przejął jakiś czas temu rządy po nieudanym sezonie Miedzi Legnica pod wodzą Dominika Nowaka. 46-latek jak dotąd nie przegrał ani razu, pokonując tym razem Stomil Olsztyn, który także ma nowego trenera, a ten radzi sobie wcale nie gorzej.

Fot: Łukasz Laskowski/PressFocus

Na prowadzenie w tym spotkaniu pierwszy wyszedł jednak Stomil, który spokojnie rozgrywając piłkę od tyłu wzdłuż szerokości boiska, dostał się z nią wyżej, tam kilka metrów od pola karnego znalazł się Szymon Sobczak. 27-latek odwrócił się z piłką i oddał strzał w kierunku Łukasza Załuski, a były bramkarz m.in. Celticu Glasgow czy Darmstadt SV wpuścił przysłowiową „szmatę”. To już niepierwszy raz mu się przydarzyło.

Na wyrównanie kibice czekali aż do drugiej połowy. Wówczas w 60. minucie Miedź rozegrała ładną akcję kombinacyjną, wkrótce została posłana piłka prostopadła do Kacpra Kostorza, a wypożyczony z Legii Warszawa snajper pewnie i z ogromną dozą spokoju przelobował Piotra Skibę. Losy meczu przesądził w 87. minucie Nemanja Mijuskovic. Czarnogórzec na tyle dobrze główkował po rzucie rożnym, że golkiper Stomilu musiał po raz kolejny wyciągać piłkę z siatki.

Stomil plasuje się na dwunastej lokacie z jednopunktową przewagą nad strefą spadkową, z kolei Miedź z dorobkiem 47 punktów jest już niemal pewna gry w barażach o PKO Ekstraklasę, tym bardziej że zajmuje piąte miejsce, niezmiennie od długiego czasu.

Radomiak pewny gry w barażach

Radomiak Radom dzięki zwycięstwu nad Olimpią Grudziądz zagwarantował sobie pewne miejsce w barażach. Już nic nie jest w stanie mu tego zabrać.

Fot: Rafał Rusek/PressFocus

Pierwszego gola w tymże starciu zdobył Dominik Nowak. 28-latek doskonale wykorzystał zamieszanie w polu karnym i pięknym uderzeniem z przewrotki umieścił futbolówkę w siatce.

Przez dalszą część meczu Radomiak przeważał, można wręcz rzec, że tłamsił swojego przeciwnika. Tylko pech powodował, że piłka przez tak długi czas nie znalazła się w siatce. Co wisi, to jednak nigdy nie utonie i w 73. minucie piłka w końcu ponownie wpadła do bramki! Autorem gola został Rafał Makowski, który świetnym dryblingiem wdarł się w pole karne i nie miał problemu z pokonaniem golkipera rywali.

Starcie dwóch beniaminków zakończyło się zwycięstwem tego po prostu mocniejszego, co ma duże szanse na awans do PKO Ekstraklasy. Co ciekawe, Olimpia także do niedawna biła się o baraże, ale kiepska passa spowodowało, że znajdują się obecnie na piętnastej lokacie z taką samą liczbą punktów, jak Zagłębie Sosnowiec. Casus GKS-u Jastrzębie.

Bruk-Bet rozkręca się na nowo

Bruk-Bet Termalica Nieciecza jakiś czas temu zagościła w barażach, lecz potem forma tego klubu pozostawiała wiele do życzenia i dana pozycja wymknęła się z rąk. W ostatnim czasie podopieczni Mariusza Lewandowskiego wrócili jednak w porę do formy, pokonując Stomil Olsztyn 2:0, a teraz taki sam wyrok nałożyli na przeciwników z Bełchatowa.

Fot: Krzysztof Porębski/PressFocus

Pierwsza połowa stała na dosyć kiepskim poziomie. W drugiej połowie tempo nieco się rozkręciło, co zaowocowało golem Romana Gergela w 49. minucie, a w 71. stan rzeczy podwyższył Piotr Wlazło. GKS sam sobie w pewnym stopniu skomplikował życie, bo Damian Warnecki i Emile Thiakane obejrzeli po dwa żółte kartoniki, czyli w konsekwencji czerwone.

GKS, który przez długi czas zmagał się z problemami i większość obserwatorów I ligi spodziewała się walki do końca o utrzymanie, nagle znajduje się w środku tabeli. Ich sytuacja może jednak zmieniać się gwałtownie z kolejki na kolejkę, których zostało już naprawdę niewiele. Termalica wykorzystała słabość swoich rywali i udało jej się powrócić na miejsce gwarantujące baraże do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Wyniki 31. kolejki:

Odra Opole 1:0 Wigry Suwałki

Sandecja Nowy Sącz 2:1 Stal Mielec

Chojniczanka Chojnice 3:4 Chrobry Głogów

Zagłębie Sosnowiec 0:2 Warta Poznań

GKS Jastrzębie 0:3 Podbeskidzie Bielsko-Biała

GKS Tychy 0:1 Puszcza Niepołomice

Stomil Olsztyn 1:2 Miedź Legnica

Radomiak Radom 2:0 Olimpia Grudziądz

GKS Bełchatów 0:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Tak prezentuje się 32. runda gier:

Chojniczanka Chojnice – Zagłębie Sosnowiec, 14.07.2020, 17:00

Wigry Suwałki – Sandecja Nowy Sącz, 14.07.2020, 17:30

Warta Poznań – GKS Tychy, 14.07.2020, 18:10

Stal Mielec – Chrobry Głogów, 14.07.2020, 20:40

Puszcza Niepołomice – Stomil Olsztyn, 15.07.2020, 18:00

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Odra Opole, 15.07.2020, 18:10

Bruk-Bet Termalica – Radomiak Radom, 15.07.2020, 20:40

Miedź Legnica – GKS Bełchatów, 16.07.2020, 18:10

Olimpia Grudziądz – GKS Jastrzębie, 16.02.2020, 20:40

Obecna tabela:

Fot: 90minut.pl
Kliknij w zdjęcie autora, by podyskutować z nim o I lidze