Zaczarowana bramka Śląska. Raków zatrzymany we Wrocławiu

Share on facebook
Share on twitter
2020.12.05 Wroclaw
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Slask Wroclaw - Rakow Czestochowa
N/z Michal Szromnik
Foto Mateusz Porzucek / PressFocus

2020.12.05 Wroclaw
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Slask Wroclaw - Rakow Czestochowa
Michal Szromnik
Credit: Mateusz Porzucek / PressFocus

Raków Częstochowa po 10 meczach bez porażki nie wywiózł z Wrocławia nawet punktu. Choć dotychczasowy lider ekstraklasy sprawiał wrażenie zespołu lepszego na murawie, to nie mógł znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Michała Szromnika. 27-latek, dla którego był to debiut w ekstraklasie poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Bartłomiej Pawłowski, po jakże efektownym kiksie defensywy częstochowian.

Starcie piątego w tabeli Śląska Wrocław z liderem rozgrywek, Rakowem Częstochowa było zapowiadane jako jedne z najbardziej wyczekiwanych spotkań 12. kolejki PKO BP Ekstraklasy. ”Trójkolorowi” przystępowali do ligowego meczu po raz pierwszy od ponad roku bez Matusa Putnocky’ego w składzie. 36-letni golkiper został odizolowany od drużyny. Słowaka między słupkami zastąpił 27-letni Michał Szromnik, pozyskany przed sezonem z Chrobrego Głogów, który debiutował w ekstraklasie. Z przyczyn zdrowotnych nie mogli też wystąpić Piotr Celeban, Lubambo Musonda i Guillermo Cotugno. Raków przystąpił do meczu we Wrocławiu właściwie w najmocniejszym składzie. Jedynym poważnym osłabieniem jest brak Tomasa Petraska, który wciąż pauzuje z powodu kontuzji, ale do gry wróci już pod koniec stycznia.

Początek pierwszej połowy był niemrawy ze strony obu drużyn, ale z czasem Raków zaczął zyskiwać optyczną przewagę. Piłkarze Śląska nie mogli wyjść z własnego z pola karnego, zawodnicy gości skutecznie im przeszkadzali i objęli kontrolę nad meczem. W 25. minucie po tym jak Robert Pich sfaulował Vladislavsa Gutkovskisa, z rzutu wolnego uderzał Ivi Lopez. Świetną paradą popisał się jednak Michał Szromnik. Znów zagotowało się pod polem karnym Śląska pod koniec pierwszej połowy. Kamil Piątkowski nie zachował się jednak jak napastnik, a jak obrońca i zamiast strzelać, podał do nikogo. Ofensywa ”trójkolorowych” w pierwszej połowie kompletnie nie istniała. Krzysztof Mączyński zamiast oddać strzał w światło bramki, niczym Sebastian Janikowski huknął hen w siną dal. Zawiódł szczególnie Marcel Zylla, który w meczu z Podbeskidziem zdobył debiutancką bramkę w elicie. Dziś był zupełnie niewidoczny.

W drugiej połowie Raków wciąż był stroną przeważającą. W 50. minucie na strzał z trudnej pozycji zdecydował się Ivi Lopez i Hiszpan był bardzo bliski trafienia, ale piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek. Pięć minut później gola na koncie mógł mieć Marcin Cebula, ale Israel Puerto wybił futbolówkę po tym jak ta minęła Szromnika. Raków coraz odważniej sobie poczynał, ale gospodarze też nie byli dłużni. Bartłomiej Pawłowski pobawił się z defensorem gości i zdecydował się na uderzenie po długim słupku, ale Jakub Szumski zdołał sparować strzał na rzut rożny. W 71. minucie golkiper gości musiał wyjmować piłkę z siatki. Pawłowski tym razem uderzył słabiej, ale futbolówka odbiła się rykoszetem po nodze Kamila Piątkowskiego, zaskoczyła Szumskiego na tyle, że ten wpakował ją do sieci. Bramkarz Rakowa pomylił piłkę nożną z siatkówką, co skończyło się dla niego fatalnie. Pawłowski udokumentował bardzo dobry występ drugą bramką w sezonie.

Po straconej bramce Raków błyskawicznie ruszył do ataku, ale nie potrafił skruszyć doskonale grającego bloku defensywnego Śląska Wrocław. Można rzec, że ”trójkolorowi” zastosowali…”obronę Częstochowy”. Pod koniec meczu próbę strzału Igora Sapały zatrzymał czujnie interweniujący Dino Stiglec. Prawdziwym bohaterem Śląska można jednak uznać Michała Szromnika. 27-letni golkiper obronił fenomenalny strzał z przewrotki Petra Schwarza. Interwencja na miarę klasy światowej. Gdyby nie Szromnik, kto wie być może twierdza Wrocław zostałaby zdobyta przez Raków, a tak Śląsk wciąż jest niepokonany na własnym obiekcie.

Raków miał pomysł na to by wygrać dzisiejszy mecz, ale zabrakło nie tyle co skuteczności, a szczęścia. Jeśli Marek Papszun ma mieć pretensje do kogoś po tym meczu to najprędzej do Szumskiego, który jedną fatalną paradą przesądził o wyniku meczu. Śląsk wygrał dzięki dobrym zmianom Vitezslava Lavicki. Mateusz Praszelik i Waldemar Sobota sprawili, że w końcu środek pola zaczął działać. Znacznie wyżej zaczął grać Bartłomiej Pawłowski, który zaraz po Szromniku zasługuje na miano MVP meczu. Boki obrony w drugiej połowie obudziły się po koszmarnej pierwszej części. Na brawa zasługuje Patryk Janasik, który z dużą pewnością siebie zatrzymywał akcje rywali. Śląsk może nie zagrał efektownie, ale odniósł jakże cenne zwycięstwo w kontekście walki o ekstraklasowe podium.

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:0 (0:0)

Bramki: Pawłowski 71′

Kartki: Piątkowski

Śląsk: Szromnik – Janasik, Puerto, Tamás, Stiglec – Mączyński, Pałaszewski (62′ Sobota), Zylla (55′ Praszelik), Pawłowski, Pich – Exposito (81′ Piasecki)

Raków: Szumski – Piątkowski, Niewulis, Schwarz – Tudor, Tijanić (72′ Poletanović), Sapała, Kun (46′ Bartl) – Ivi Lopez (84′ Szelągowski), Gutkovskis, Cebula (84′ Zawada)

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

Stadion: Stadion Miejski we Wrocławiu

MVP: Michał Szromnik (Śląsk)