Zabójczy Sane lekarstwem na niemoc Bayernu przeciwko Benfice

Share on facebook
Share on twitter
3240278-66322828-2560-1440

Bayern Monachium niczym czołg rozjeżdża kolejnych rywali na drodze do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Tym razem ofiarą monachijczyków stała się Benfica, który przegrała na własnym stadionie 0:4. Bohaterem spotkania został Leroy Sane, który zdobył dwie bramki. Na listę strzelców wpisał się także kapitan reprezentacji Polski, Robert Lewandowski.

Bayern jest w gazie. Lewandowski i spółka w ostatni weekend w świetnym stylu rozbili Bayer Leverkusen na wyjeździe aż 5:1, a sam Lewy ustrzelił w tym spotkaniu dublet. Benfica natomiast po wygranej z Barceloną pod koniec września spuściła trochę z tonu i nie dość, że przegrała 0:1 z Portimonense w lidze, to jeszcze długo męczyła się dwa tygodnie później z drugoligowym Trofense w Taca de Portugal. Podopieczni Jorge Jesusa zatem nie wydawali się faworytami w starciu z mistrzami Niemiec, choć zapewne w środowy wieczór tanio skóry nie mieli zamiaru sprzedawać.

Pierwszą klarowną sytuację stworzyli sobie, nie dziwota, piłkarze z Bawarii. W 2. minucie gry w polu karnym gospodarzy świetnie znalazł się Robert Lewandowski, który groźnie uderzył w światło bramki, ale czujny był zarówno Odysseas Vlachodimos, jak i sędzia liniowy, który zasygnalizował pozycję spaloną Polaka. Benfica podchodziła wysoko do pressingu i wyczekiwała błędów Bawarczyków. Goście jednak dalej atakowali i zbliżali się coraz bardziej do zdobycia bramki, która otworzyłaby wynik meczu. Kontrola gry i umiejętne przesuwanie się do przodu niemal zaowocowało, ale Leroy Sane w sytuacji sam na sam z golkiperem posłał piłkę minimalnie obok słupka.

Jeżeli chodzi o sytuacje Bayernu w pierwszych dwudziestu minutach – możne je wyliczać w nieskończoność. Kolejna główka Lewego, rzut wolny w wykonaniu Sane… To wszystko nie miało jednak przełożenia na zdobycze bramkowe. Oprócz wspomnianej dwójki uaktywnił się także Kingsley Coman, ale jak w transie zachowywał się między słupkami Vlachodimos. Grek istotnie rozgrywał świetne zawody.

Podobnie jak Manuel Neuer, który pokazał w 32. minucie swoją klasę i kunszt bramkarski, parując na rzut rożny strzał najbardziej wyróżniającego się piłkarza Benfiki – Darwina Nuneza. Mimo wszystko jednak Urugwajczyk nie był najjaśniejszą postacią na boisku, biorąc uwagę to, że znajdował się na nim jeszcze Lewandowski. Polak trafił do siatki jeszcze przed przerwą, ale przy strzale wspomógł się ręką, więc finalnie bramka nie została uznana i po pierwszych czterdziestu pięciu minutach na tablicy wyników na Estadio da Luz w Lizbonie w dalszym ciągu widniał bezbramkowy remis.

Po zmianie stron obie drużyny ruszyły do ataków z podwójną mocą. Już na początku drugiej połowy fenomenalną okazję miał Pavard, ale znów czujny był Vlachodimos, który skierował piłkę na słupek. I choć chwilę później popisał się nie lada refleksem przy próbie Sane, to był bezradny przy dobitce Thomasa Mullera na pustą bramkę. Po raz kolejny jednak Benfica wymknęła się spod topora, ponieważ Niemiec znajdował się na spalonym. Warto jednak wyróżnić w tej sytuacji Comana, który pokazał niesamowity drybling. Francuz minął efektownie defensora Benfiki za pomocą elastico i wyłożył piłkę kolegom jak na tacy. No cóż, zawodników rozlicza się mimo wszystko za prawidłowo zdobyte bramki, a nie cieszące oko sztuczki.

Nie bądźmy jednak gołosłowni – Benfica, choć przyćmiona, miała swoje szanse. I tak jak Bayernowi w tym spotkaniu na drodze stale stawał Vlachodimos, tak gospodarzom marzenia o wyjściu na prowadzenie odbierał Neuer. Manu nie miał tyle samo roboty, co Grek, ale wyciągał wręcz niemożliwe piłki, które kibice zgromadzeni na Estadio da Luz zdawali się widzieć już w siatce.

Wraz z kolejnymi minutami wzrastało napięcie. Głośno na trybunach zrobiło się po rajdzie Romana Yaremchuka, który wygrał pojedynek z Dayotem Upamecano, ale stając oko w oko z Neuerem fatalnie chybił. Jak to mówią – niewykorzystane sytuację się mszczą. Minutę po zaprzepaszczonej okazji Ukraińca przed polem karnym Benfiki faulowany był Robert Lewandowski. Do stojącej na dwudziestym trzecim metrze piłki podszedł Leroy Sane. Niemiec z charakterystyczną fryzurą zaprezentował widzom klasycznego „spadającego liścia” i wyprowadził Bawarczyków na prowadzenie. A więc do trzech razy sztuka.

Wynik tak naprawdę został ustalony krótko po 80. minucie. Wprowadzony z ławki w ekipie gości Serge Gnabry nabił wracające w pole karne Benfiki Evertona, który skierował piłkę do własnej bramki. Z całą pewnością nie po to Jorge Jesus wprowadzał Brazylijczyka na plac gry, ale nie ma co mieć pretensji do skrzydłowego gospodarzy – nie mógł w tej sytuacji lepiej się zachować. Na dodatek po chwili kolejny cios zadał Lewandowski, dla którego był to 74. gol w Lidze Mistrzów. Nie był on wyjątkowej urody (Polak tylko dołożył stopę po podaniu Sane), ale liczy się efekt, prawda? Dzieła zniszczenia dopełnił właśnie asystujący Lewemu Niemiec, który zdecydowanie zasłużył na tytuł piłkarza meczu.

Bayern po trzech kolejkach figuruje w grupowej tabeli jako lider z kompletem punktów. Benfica zajmuje obecnie drugą lokatę, jednak depcze jej po piętach Barcelona, która parę godzin wcześniej skromnie wygrała z Dynamem Kijów 1:0. Już w listopadzie czeka nas runda rewanżowa, jednak można już zaryzykować stwierdzenie, że podopieczni niedysponowanego środowego wieczoru Juliana Nagelsmanna są już jedną nogą w 1/8 finału.

Benfica Lizbona – Bayern Monachium 0:4 (0:0)

Bramki: Sane 70’, 85’, Everton 80’ (sam.), Lewandowski 82’

Benfica: Vlachodimos – Verissimo, Otamendi, Vertonghen – Almeida (40. Goncalves), Joao Mario (81. Taarabt), Weigl, Grimaldo – Rafa (81. Pizzi), Yaremchuk (76. Everton), Nunez (81. Ramos)

Bayern: Neuer – Hernandez (86. Richards), Upamecano, Sule, Pavard (66. Gnabry) – Sabitzer (86. Tolisso), Kimmich, Sane, Muller (77. Stanisić), Coman (86. Musiala) – Lewandowski

Sędzia: Ovidiu Hategan (Rumunia)

Piotr Sornat