fbpx

Z Poznania wygnany, na świecie szanowany! Nenad Bjelica prawdopodobnie obejmie tureckiego giganta

Share on facebook
Share on twitter
cats

Nenad Bjelica został zwolniony z Dinama Zagrzeb 16 kwietnia 2020 roku. Oficjalnie rozstanie z chorwackim zespołem miało miejsce „za porozumieniem stron”, aczkolwiek nie od dziś wiadomo, że zanim Zdravko Mamić, właściciel mistrzów kraju, pozbył się 48-latka, doszło do konfliktu. W pewnym stopniu jest to pokłosie szalejącego koronawirusa.

Konflikt z władzami

Gdy COVID-19 opanował większość świata, wielu futbolowych ekspertów zaczęło mówić jasno i wyraźnie, jednym tonem, że obniżki w przypadku większości drużyn są nieuniknione, kwoty transferowe znacząco spadną, być może znajdą się zespoły, które upadną. Dobrym przykładem tego jest z pewnością słowacka MSK Zilina, która ogłosiła stan likwidacji kilka tygodni temu.

W Zagrzebiu przez tą całą sytuację wybuchł konflikt na linii zarząd – sztab szkoleniowy. Właściciel klubu zażądał, aby każdy pracownik zgodził się na obniżkę swojej pensji o 30%. Zawodnicy podobno poszli na układ, lecz trenerzy nie. To zapoczątkowało burzę. Mamić postanowił zwolnić wszystkich współpracowników Bjelicy. Był to wyraźny gest w stronę szkoleniowca, że nie jest już w tym miejscu mile widziany. Ten jednak nie dał się złamać i w dalszym ciągu urzędował na należnym mu stanowisku, jak gdyby nigdy nic. Z czasem jednak udało się obu panom zawrzeć rozejm i Mamić dopiął swego – pozbył się Bjelicy.

Foto: gnkdinamo.hr

Takowy akt desperacji ze strony właściciela jest tym bardziej dziwny, zważywszy na osiągnięcia chorwackiego trenera z Dinamem. Na starcie dokończył dzieło zapoczątkowane przez jego poprzedników – Mario Cvitanovicia i Nikolę Jurcevicia, zdobywając Puchar Chorwacji dzięki wygranej w finale z odwiecznym rywalem – Hajdukiem Split. Kilka dni później przypieczętował mistrzostwo kraju z trzypunktową przewagą nad HNK Rijeką. W następnym sezonie Bjelica zdobył ponownie tytuł, udowadniając tym samym, że poprzednie trofea w żadnym razie nie były efektem przypadku. Ponadto, Dinamo było o krok od awansu do Ligi Mistrzów, lecz w ostatniej rundzie eliminacyjnej musiało uznać wyższość szwajcarskiego zespołu Young Boys Berno. Lepiej mu się wiodło w Lidze Europy, gdzie wyszedł z grupy, a takiego sukcesu kibice w Zagrzebiu nie posmakowali od 49 lat! Warto dodać, że na tym się nie skończyło. Batalię w pucharach przerwał dopiero na 1/8 finału. Taki sukces spowodował, że Bjelica zapisał się w historii klubu. W obecnym sezonie jego drużyna awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdzie wysoko pokonała Atalantę oraz dwukrotnie zremisowała z Szachtarem Donieck. Mimo tego ostatecznie zajęli 4. miejsce, niepremiujące grą w fazie pucharowej Ligi Europy. Natomiast w lidze zajmują pierwszą lokatę nieprzerwanie od 17 kolejek, mając przewagę 18 punktów.

(Nie)udany okres w Poznaniu

Do Lecha Poznań Nenad Bjelica dołączył jeszcze na początku sezonu 2016/17 zastępując Jana Urbana, który zaliczył falstart. Do stolicy Wielkopolski trafił już jako człowiek z niezłym CV. Nic dziwnego, gdyż wcześniej trenował Austrię Wiedeń, którą historycznie wprowadził do Ligi Mistrzów, a potem objął klub z zaplecza włoskiej ekstraklasy – Spezię Calcio. W Lechu początkowo zdał egzamin – w pierwszym sezonie wyprowadził poznaniaków na prostą, zajmując z nimi trzecie miejsce w tabeli, które dawało możliwość walki o europejskie puchary. Ku zaskoczeniu wszystkich Chorwat, który początkowo zarzekał się, że ma odpowiednią kadrę w zespole do osiągania najważniejszych triumfów, przeprowadził rewolucję. Zdaniem portalu „Transfermarkt” Lech dokonał wówczas 13 transferów sprowadzając m.in. Christiana Gytkjaera, Nicklasa Barkrotha, Denissa Rakelsa, Emira Dilavera czy Mario Situma. Szkoleniowiec deklarował, że dzięki tym przetasowaniom będzie w stanie walczyć z Lechem o najwyższe cele – mistrzostwo, Puchar Polski oraz zajście jak najdalej w Lidze Europy. Jak to się skończyło, wszyscy oczywiście doskonale wiemy. Na brak awansu do Ligi Europy jego odpowiedzią był fakt, że nie jest on Carlo Ancellotim i nie potrafi zgrać całkowicie nowego zespołu w kilka tygodni. Choć trzeba przyznać, że wiele do awansu nie brakowało. Dwumecz z Utrechtem był bardzo wyrównany. Do tego Lechici bardzo szybko pożegnali się z Pucharem Polski odpadając w drugiej rundzie po wysokiej porażce z Pogonią Szczecin. Do mistrzostwa wiele nie brakowało – Lech po sezonie zasadniczym zajmował bowiem pozycję lidera. W fazie finałowej Bjelica najprawdopodobniej wywarł za dużą presję na zawodnikach, narzucił całkowitą ciszę medialną, co zaowocowało serią porażek. Czar goryczy przelał się po porażce z Jagiellonią i na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek, Chorwat pożegnał się z Poznaniem.

Foto: gnkdinamo.hr

Fakt faktem, Bjelica dostał wszystko, czego oczekiwał i nie potrafił spełnić założonych celów. Potem w rozmowach z dziennikarzami wyraźnie twierdził, że wycisnął maksimum ze swojej drużyny. Uważał, że Lech totalnie nie ma podjazdu do Legii, ponieważ aktualny wicemistrz Polski posiada wyraźnie większe zasoby finansowe i to właśnie one stanowią taką dysproporcję na boisku. Wtedy wielu wielkopolskich kibiców obśmiało te słowa, a po czasie jak widać, po prostu miał rację. Po zwolnieniu Chorwata nikt nie dał Lechowi mistrzostwa, a przecież prowadzili ten klub nie byle jakie osobowości, np. Adam Nawałka, były selekcjoner reprezentacji Polski.

Nieustanny rozwój

Gdy w Poznaniu w dalszym ciągu męczą się ze swoim losem, Bjelica wyrobił sobie na tyle dobrą markę w Zagrzebiu, że automatycznie po zwolnieniu otrzymał lukratywne oferty z Chin i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Z racji, że w dalszym ciągu ma duże ambicje trenerskie, zdecydował się je odrzucić, twierdząc, że woli poczekać, aż otrzyma propozycje z najlepszych lig. Po kilku dniach Łukasz Gikiewicz na łamach Twittera poinformował, iż Chorwat otrzymał ofertę z tureckiego Fenerbahce. Na Bliskim Wschodzie jego główną misją ma być odmłodzenie zespołu za pomocą chorwackich talentów oraz poprawienie wyników. 19-krotny mistrz Turcji zajmuje obecnie siódme miejsce, a z tytułu po raz ostatni cieszył się 6 lat temu. Warto też dodać, że Super Lig jest najstarszą ligą w Europie.

Szykuje się powrót?

Co ciekawe, Nenad Bjelica przepytywany w sierpniu ubiegłego roku przez stację Canal+ jasno zadeklarował, że chętnie wróciłby jeszcze kiedyś do Poznania. Podkreślił także, że zawsze marzyło mu się do Dinama ściągnąć Volodymyra Kostevycha. Jak widać Ukrainiec nie poszedł drogą byłych klubowych kolegów, Mario Situma i Emira Dilavera, którzy w Zagrzebiu ponownie zjednoczyli się pod rządami Bjelicy.

Patryk Projs