Wyspiarska niespodzianka! Jak Walijczycy stali się sensacją EURO 2016?

Share on facebook
Share on twitter
Wales player Gareth Bale celebrates his goal next to Chris gunter and coach Chris Coleman at the UEFA Euro 2016 group stage match between the national teams of Wales and Slovakia. 
11.06.2016 Bordeaux Francja
Pilka nozna UEFA Euro 2016
Walia - Slowacja kibice radios atmosfera ilustracja
FOTO Ugo Amez / SIPA / PressFocus

POLAND ONLY!!

Reprezentacja Walii w 2016 roku znalazła się na ustach wszystkich kibiców piłkarskich w Europie. Wyspiarze doszli do półfinału EURO 2016 i zostali największą sensacją francuskiego turnieju! Przypomnijmy sobie, jak wyglądała droga Walijczyków do piłkarskich gwiazd!

Marsz do Francji

W grupie eliminacyjnej Walia zagrała z Belgią, Bośnią i Hercegowiną, Izraelem, Cyprem oraz Andorą. Piłkarze Chrisa Colemana zakończyli kwalifikacje z sześcioma zwycięstwami, trzema remisami i zaledwie jedną porażkę, co dało im 21 punktów oraz drugie miejsce, tuż za najlepszą Belgią, która uzbierała o dwa „oczka” więcej od Wyspiarzy. Szczególną uwagę trzeba poświęcić żelaznej defensywie Walijczyków – „Smoki” w czasie eliminacji straciły tylko cztery gole. Lepszym wynikiem w tej klasyfikacji mogli pochwalić się tylko Rumuni, którzy tylko dwa razy byli zmuszeni wyciągać piłkę z własnej bramki.

Awans na EURO 2016 był pierwszą od 58 lat okazją do pokazania się na dużej, piłkarskiej imprezie. Poprzednie próby zakwalifikowania się na mistrzostwa Europy bądź świata kończyły się niepowodzeniami. Wreszcie Chris Coleman, który na stanowisku selekcjonera reprezentacji Walii zastąpił Garego Speeda, wprowadził ekipę „Smoków” na europejskie salony.

Oprócz selekcjonera, duży wkład w sukces walijskiej kadry miał także najlepszy i najskuteczniejszy zawodnik, swego czasu najdroższy piłkarz świata – Gareth Bale. 31-letni napastnik w kwalifikacjach do francuskiego EURO zdobył siedem bramek. Lepszy wynik od niego miało tylko czterech innych snajperów – Zlatan Ibrahimović, Artiom Dziuba, Thomas Muller oraz rzecz jasna Robert Lewandowski, który został królem strzelców eliminacji.

Deklasacja

Przed rozpoczęciem finałów EURO, walijscy fani swoje atuty upatrywali głównie w defensywie. Solidna piątka w obronie w połączeniu z bramkarzem w dobrej formie miały dać spokój w tyłach i napawały optymizmem przed meczami grupowymi. Obrońcy, na których stawiał Coleman, stanowili mocną platformę, na której opierała się cała taktyka Walii na ten turniej. Trzech stoperów razem z dwoma bocznymi defensorami w wielu meczach udowadniali swoją wysoką jakość i przydatność w zespole z Wysp.

Los chciał, że Walijczycy na EURO znaleźli się w jednej grupie ze swoimi geograficznymi sąsiadami, Anglikami. Oprócz wyspiarskiego giganta, podopieczni Chrisa Colemana musieli zmierzyć się jeszcze z Rosją i Słowacją. Bukmacherzy typowali, że ekipa „Smoków” zakończy zmagania grupowe na trzeciej pozycji, za pierwszymi „Synami Albionu” i drugimi Rosjanami. Rzeczywistość jednak okazała się całkiem odwrotna. Wyspiarze w trzech meczach zgromadzili aż sześć punktów, dzięki czemu uplasowali się na pierwszym miejscu. Przegrali jedynie z Anglią, która prowadzenie w spotkaniu z Walią objęła w doliczonym czasie gry. Najgorsza okazała się ekipa „Sbornej” – z jednym punktem na koncie okupiła ostatnią pozycję.

Krok po kroku

W 1/8 finału Walijczycy zmierzyli się z kolejną wyspiarską drużyną, jaką była Irlandia Północna. Na legendarnym Parc des Princes podopieczni Chrisa Colemana pokonali „Zielono-białą armię” po samobójczym golu Garetha McAuleya. Defensor Irlandczyków z Północy chciał wybić piłkę, która wleciała w pole karne po niskiej centrze Garetha Bale’a, ale niefortunnie skierował ją do własnej siatki. To spotkanie po raz wtóry pokazało, jak wielkie znaczenie w ówczesnym zespole „Smoków” miał Bale. Napastnik Realu Madryt w całym turnieju strzelił trzy gole, ale jego rola nie ograniczała się tylko do zagrażania bramce rywala. 31-latek z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej zwracał uwagę obrońców, którzy robili wszystko, żeby unieszkodliwić jego ofensywne zapędy, dzięki czemu więcej przestrzeni mieli inni zawodnicy z walijskiego ataku.

W kolejnej rundzie naprzeciw Walijczykom stanęła Belgia, która w 1/8 finału rozgromiła drużynę Węgier 4-0. Naszpikowana gwiazdami ekipa “Czerwonych Diabłów” objęła prowadzenie już w 13. minucie, kiedy do siatki trafił Radja Nainggolan. Trochę ponad kwadrans później wyrównanie Walijczykom dał Ashley Williams – kapitan oraz lider defensywy „Smoków”. Podopieczni Chrisa Colemana wyraźnie nabrali wiatru w żagle i zaczęli kreować sobie kolejne sytuacje. Aktywni byli Bale, Ramsey i Williams, który przy każdym rzucie rożnym walczył z belgijskimi defensorami o jak najlepszą pozycję do oddania strzału głową. Wyspiarski zespół dominował, był o wiele groźniejszy od Belgów, a bramka wydawała się kwestią czasu.

Upragniony moment nadszedł w 55. minucie, kiedy Hal Robson-Kanu jednym ruchem obrócił się w stronę bramki, dzięki czemu oszukał dwóch piłkarzy rywala, a następnie oddał mocny strzał, któremu nie sprostał Thibault Courtois. Po zmasowanej ofensywie przyszedł czas na obronę korzystnego wyniku. Belgowie ruszyli do ataku, ale z ich prób nic nie wynikało. Na koniec spotkania jeszcze Sam Vokes wbił ostatni gwóźdź do belgijskiej trumny, czym ustalił wynik meczu na 3-1. Piękny sen trwał dalej! Kolejna drużyna została odprawiona z kwitkiem przez maszynę Chrisa Colemana. Nie Anglia, nie Szkocja, nie Irlandia, a właśnie Walia znalazła się w czwórce najlepszych drużyn Europy.

Pojedynek madryckich bogów

W półfinale walijska drużyna spotkała się z Portugalią (późniejszym mistrzem Europy), w której szeregach wszystkie oczy zwrócone były na gwiazdora Realu Madryt, Cristiano Ronaldo. Fenomenalnego Portugalczyka nikt nie znał lepiej niż Gareth Bale, który z CR7 grał wtedy na co dzień w barwach “Królewskich”. Pojedynek Walia – Portugalia szybko przerodził się w starcie tytanów z Madrytu – Bale vs Ronaldo.

Wiadomo było, że spotkanie z iberyjską drużyną będzie najtrudniejszą potyczką w dotychczasowej przygodzie Walijczyków na francuskim EURO. Mimo wielu gwiazd, które występowały w zespole Fernando Santosa, Walijczycy grali swój futbol i znów kreowali sobie wiele sytuacji, z którymi Portugalczycy mieli czasem nie lada problemy. Tak, jak w poprzednich spotkaniach, tak wtedy najjaśniejszą postacią Wyspiarzy był Gareth Bale. 31-latek uczestniczył w każdej akcji podopiecznych Chrisa Colemana. Strzelał, podawał, biegał, dryblował – człowiek orkiestra, który w walijskiej maszynie był najważniejszym trybikiem, bez którego łatwo było o awarię.

Wyrównana pierwsza połowa nie przyniosła goli. Walia dobrze się prezentowała, momentami wyglądała o wiele lepiej od silnej Portugalii. Bramek doczekaliśmy się dopiero po przerwie, ale nie były to trafienia, na które czekali wyspiarscy fani. Pięć minut po rozpoczęciu drugiej części, Cristiano Ronaldo zawisł na chwilę w powietrzu i wbił piłkę głową do bramki Wayne’a Hennesseya. Euforia Portugalczyków została wydłużona, bo zaledwie 180 sekund później Nani podwyższył prowadzenie na 2-0. Sytuacja Walijczyków w mgnieniu oka diametralnie się zmieniła. Wyspiarze jednak nie zabrali się do odrabiania strat, bo ciągle musiała się bronić przed atakami ekipy Fernando Santosa. Wydawało się, że zaraz będzie 3-0, ale po dwóch pierwszych bramkach, celowniki Portugalczyków mocno się rozregulowały. Mecz zakończył się zatem zasłużonym zwycięstwem Cristiano Ronaldo i spółki, a piłkarze Chrisa Colemana musieli pożegnać się z francuskim EURO.

Dumni po porażce

Przegrana z Portugalią nie odebrała jednak wyjątkowego smaku turnieju, który mieli przyjemność skosztować piłkarze z Walii. Selekcjoner “Smoków”, architekt sukcesu i kapitan okrętu pod banderą z czerwonym smokiem, po meczu przyznał, że jest bardzo dumny ze swoich zawodników, a dotarcie do półfinału imprezy to wielkie osiągnięcie.

Walia na EURO 2016 była drużyną kompletną. Każda formacja na boisku prezentowała należytą jakość, która pozwoliła Wyspiarzom dojść do półfinału francuskiego turnieju. Najlepszym zawodnikiem “Smoków” śmiało można wskazać Garetha Bale’a, ale tak naprawdę na to samo miano w takim samym stopniu zasłużyło kilku innych piłkarzy. Kluczową rolę w defensywie pełnił kapitan Ashley Williams. W środku pola brylowali Joe Allen i Aaron Ramsey. W ofensywie, oprócz Bale’a, olbrzymią pracę wykonali Hal Robson-Kanu i Sam Vokes. Architektem tego sukcesu bez wątpienia jest Chris Coleman. 51-latek objął kadrę w 2012 roku, kiedy ta przechodziła trudne momenty, ale miał odwagę działać wedle swoich przekonań i dzięki temu, cztery lata później, Walijczycy wracali z Francji w kapitalnych nastrojach.

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, aby odwiedzić profil autora na Twitterze!