Wspomnienie o tych, którzy odeszli…

Share on facebook
Share on twitter
55432_znicze_nagrobek

Ten rok to rok dużo mroczniejszy jak te wcześniejsze. Zaczynamy powoli nową dekadę. Do końca nie wiemy jaką. W tej niepewności chciałbym powspominać dla wszystkich czytających te kilka słów postaci, które skończyły swoją ziemską drogę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Te postaci mają niesamowite związanie z piłką nożną – nie tylko z powodu tego, iż ją uprawiali, ale też dzięki nim oglądanie tego sportu było inne.

Eddie Van Halen to współzałożyciel kapeli rockowej… Van Halen. Wirtuoz i człowiek, dzięki któremu brzmienie gitary wkroczyło na zupełnie inny poziom dzięki np. tzw. tappingowi, czyli naciśnięciu lub odrywaniu od struny palca ręki standardowo szarpiącej struny. Jego utwory przeszły do historii, ale jeden w szczególności – mowa tu o „Jump”. Na tyle, iż fani Olympique de Marseille, którzy tym utworem od wielu lat zawsze zaczynali wejście obu drużyn na murawę przy Stade Velodrome na pożegnanie tego wirtuoza przygotowali specjalną oprawę. Coś trzeba więcej dodawać?

Postać Dariusza Gnatowskiego to dla większości ludzi nazwyczajniej Arnold Stanisław/Leoncjo Jan Boczek. Nie wszyscy jednak wiedzą, że był to wielki kibic piłkarski. Ja raz nawet widziałem go na meczu reprezentacji. Mateusz Święcicki miał przygotować z nim wywiad na temat piłki nożnej… nie zdążył. Wielka szkoda, bo moglibyśmy poznać kolejną pasję tego bardzo dobrego aktora.

Z Papą Dioufem wiąże mnie coś więcej… Olympique Marsylia. Dlatego to wspomnienie będzie bardziej z mojego oka. Człowiek, dzięki któremu Marsylia przeszła jakoś trudne lata, w których królowanie Olympique-u, ale z Lyonu było normalne i nierealne do zastąpienia. Bardzo dziwnym jest jeden fakt – poza nim nie ma i nie było więcej (chyba, że coś pomyliłem to mnie poprawcie) osoby czarnoskórej w tej roli. Poza tym miał duży problem w postaci współpracy z rodziną Dreyfusów, która pod koniec posiadania OM szukała na każdego haków. Był według wielu świetnym dziennikarzem, ale również doskonałym organizatorem (jego sprawką był m.in. jubileusz Eusebio). Do tego pod koniec lat 90tych zaczął bawić się w pracę agenta piłkarskiego i to z dużym powodzeniem. Pod jego „skrzydłami” były takie tuzy jak Marcel Desailly, Didier Drogba czy Gregory Coupet. Co jest przykre przyczyną jego śmierci był tylko i wyłącznie koronawirus.

Piotr Rocki zwany wszystkim fanom krajowej piłki nożnej jako Rocky. Urodził się w Warszawie i tam zaczął swoją piłkarską przygodę, ale chyba jednak najbardziej kojarzony jest z występów na południu kraju. Tam w Górniku Zabre czy Odrze Wodzisław Śląski zasłynął z doskonałego przeglądu gry, a u tych drugich co chyba wszystkim wbiło się w pamięć – z cieszynek. Potrafił odegrać lajkonika, udawał parowóz albo farbował głowę na czerwono – cały on. W sezonie 2008-2009 spełnił swoje marzenie – zagrał w Legii Warszawa. W drugim spotkaniu dla stołecznego zespołu – 20 lipca 2008, Rocki został bohaterem finału Superpucharu Polski, gdy w 87. minucie spotkania strzelił gola na 2:1 z Wisłą Kraków, tym samym przypieczętowując zdobycie trofeum przez legionistów. Potem zszedł na niższe poziomy ligowe, by swoje życie zakończyć na Śląsku. Tam kilka lat spędził przy Ruchu Radzionków. Zmarł po długiej walce trwającej od pęknięcia tętniaka mózgu 31 maja tego roku.

Nazwisko Nobby Stiles powie coś tylko koneserom piłki nożnej – tej z wysp brytyjskich. „Krwawy rzeźnik” lub „szczęka” – tak czasem o nim mawiano. Te pseudonimy nie wzięły się z chmur. Imponował tym, iż nie bał się gdziekolwiek wstawić nogę i walczył o każdą piłkę. W starciach na boisku stracił większość przednich zębów przez co musiał nosić sztuczną szczękę, którą z okularami zostawiał w szatnii przed meczem. Wieloletni zawodnik złotej ery Manchesteru United. Mistrz Świata z 1966 roku. Trzeba chyba powiedzieć, że jeden ze współtwórców pozycji defensywnego pomocnika, gdyż poza niesamowitą agresją posiadał umiejętności techniczne. Zmarł 30 października.

Mariusz Bogucki