Po krótkiej przerwie reprezentacyjnej nadszedł czas na powrót do rzeczywistości. Szczególnie ciekawie zapowiadają się spotkania w lidze angielskiej. Między innymi o swój byt w Arsenalu w starciu z Kanarkami będzie walczył Mikel Arteta. Nie będzie to jednak gwóźdź programu. Oczy kibiców z całego świata będą zwrócone z pewnością na Old Trafford, gdzie w sobotę prawdopodobnie ponownie zadebiutuje powracający do czerwonej części Manchesteru Cristiano Ronaldo.
Koguty pozostaną na fotelu lidera?
Jedyną drużyną w Premier League, która po trzech meczach zgromadziła na swoim koncie komplet punktów jest Tottenham. Zespół Nuno Espirito Santo wszystkie swoje dotychczasowe spotkania wygrywał jedną bramką. Czwartą kolejkę zainauguruje meczem z Crystal Palace. Trener Spurs prawdopodobnie nie będzie miał jednak do swojej dyspozycji Heung-min Sona. Koreańczyk doznał podczas przerwy reprezentacyjnej kontuzji łydki i jego występ stoi pod znakiem zapytania. Dodatkowo z urazem zmaga się jeszcze Steven Bergwijn, więc wciąż nie wiadomo kto zagra na lewym skrzydle w wyjściowej jedenastce Kogutów. Niewykluczone, że Espirito Santo będzie zmuszony do wykonania kilku korekt i zmiany taktyki.
🗣"Sonny is not so well."
— Football Daily (@footballdaily) September 10, 2021
Tottenham boss Nuno Espirito Santo gave an injury update on winger Heung-Min Son pic.twitter.com/yBGTWfBczy
Gracze Crystal Palace z kolei będą chcieli przełamać impas i odnieść pierwsze w tym sezonie zwycięstwo. Dotychczas dwa razy zremisowali (z West Hamem 2:2 i Brentford 0:0) oraz przegrali na wyjeździe z Chelsea (0:3). Fanów The Eagles cieszy z pewnością dobra forma Conora Gallaghera. 21-letni pomocnik przed przerwą na reprezentację ustrzelił dublet. O wygraną z liderem będzie niezwykle trudno, ale absolutnie nie skreślałbym podopiecznych Patricka Vieiry. Zwłaszcza, że szkoleniowiec to była legenda Kanonierów, a jak wszyscy wiemy – North London Derby to prawdziwa gratka dla fanatyków angielskiej piłki.
Pojedynek outsiderów meczem o życie
A jeżeli już o Arsenalu mowa, to prawdopodobnie nadchodzi dzień sądu Mikela Artety. Posada hiszpańskiego trenera już od dawna wisi na włosku, a za rogiem na kolejne jego gafy czyha Antonio Conte, który według ostatnich doniesień zawarł już przedwstępną umowę z włodarzami. Nie ma co się dziwić, wszak jest to najgorszy start The Gunners w lidze od ładnych kilkudziesięciu lat. Arteta może jednak przedłużyć swoją egzystencję w klubie i w ostatniej chwili wymknąć się spod topora. Warunkiem jest oczywiście zwycięstwo z przedostatnim Norwich na The Emirates.
🗣 "It's a project that we believed in."
— Sky Sports Premier League (@SkySportsPL) September 9, 2021
Arsenal manager Mikel Arteta says that signings made during the summer window were all part of a project supported by everyone at the clubpic.twitter.com/cQhuN1ZoTQ
Szczerze mówiąc, może być z tym różnie, bo jak już się przekonaliśmy w pierwszej kolejce – Arsenal nie ma szczęścia w starciach z beniaminkami, a na dodatek nie strzelił jeszcze do tej pory żadnej bramki. Kanarkom z kolei, choć co prawda z rzutu karnego, udała się ta sztuka. Rywalizacja ta będzie też doskonałą szansą na przetestowanie w praktyce nowych rozwiązań defensywnych. Dla przypomnienia – oba zespoły straciły aż po pięć bramek z Manchesterem City. Na papierze starcie to nie wygląda zbyt imponująco jeżeli chodzi o rozrywkę dla oka z prezentowanych stylów gry, ale biorąc pod uwagę iście ciekawą sytuację w tabeli można być pewnym jednego – ktoś na pewno zdobędzie pierwsze punkty.
GOAT powraca do Teatru Marzeń
Najjaśniejszym punktem weekendu będzie i tak mecz Czerwonych Diabłów z Newcastle. Co ciekawe, ceny biletów na ten mecz z drugiej ręki na aukcjach internetowych oscylują nawet w granicach 2500 funtów. Szczerze? Astronomiczna kwota. Ale czego się nie robi żeby zobaczyć najlepszego piłkarza na świecie na własne oczy. Syn marnotrawny powrócił na stare śmieci i jak wspomina na Instagramie – jest to „nowe wyzwanie, ale zawsze z tymi samymi celami”.
He's 𝗵𝗼𝗺𝗲.
— Manchester United (@ManUtd) September 9, 2021
❤️ @Cristiano
#MUFC | #HereWeBelong pic.twitter.com/PyHUw8q9yy
Prawdopodobnie chodzi tutaj o sukcesy, które Portugalczyk ma nadzieję odnieść tak jak przed kilkunastoma laty. Cristiano, mimo że ma już swoje lata na karku, ma być receptą na niedobór trofeów. Wszyscy w Manchesterze liczą, że z jego pomocą Red Devils zdobędą wyczekiwane od kilku sezonów mistrzostwo Anglii, a może nawet i wygrają Ligę Mistrzów. Są jak najbardziej ku temu podstawy. Zespół Ole Gunnara Solskjaera w lecie wzmocnili przecież m.in. Raphael Varane i Jadon Sancho. To podwaliny, które naprawdę mogą satysfakcjonować sympatyków United. Obok nich szaleje na dodatek Bruno Fernandes, który utrzymuje formę z poprzedniego sezonu. Mecz z Newcastle powinien być tak na poważnie bułką z masłem. Pytanie tylko, czy norweskiemu szkoleniowcowi uda się wprowadzić doświadczonego Cristiano z powrotem do zespołu, wpasować go w taktykę i sprawić, by jaśniał w czerwonych trykotach tak jak dawniej.
Bez Klicha przeciwko Liverpoolowi
Jak wszyscy wiemy, Mateusza Klicha dopadł koronawirus, w związku z czym pomocnika reprezentacji Polski ominęły mecze eliminacji MŚ z Albanią, San Marino i Anglią. Opuści on również najbliższy mecz z Liverpoolem u siebie. Nie oznacza to jednak, że piłkarze Leeds pozostaną bez szans. W swoich szeregach mają przecież będącego w świetnej dyspozycji Luke’a Aylinga, a na szpicy nieprzewidywalnego Patricka Bamforda. Powodem do zmartwień i przeszkodą nie do przejścia może się okazać natomiast wracający po kontuzji Virgil van Dijk. Holender pokazał już w trzech pierwszych spotkaniach, że po urazie nie ma już ani śladu. Filar defensywy bardzo mocno przyczynił się do tego, że The Reds stracili w ciągu trzech tygodni tylko jedną bramkę (i to z rzutu karnego). To napawa dużym optymizmem i starcie to z pewnością będzie arcyciekawe, bo choć faworytem wydaje się Liverpool, to Leeds także może napsuć sporo krwi podopiecznym Jurgena Kloppa.
Piotr Sornat
Fot. Manchester United (screen)