fbpx

Wraca Liga Mistrzów!

Share on facebook
Share on twitter
13307741383_9623fe1a0e_o

Już dziś po dwóch miesiącach wraca elitarna Liga Mistrzów. Na samym początku w 1/8 finału tych rozgrywek mamy spotkania, które z czystym sumieniem możemy nazwać hitami. Atletico – Liverpool i Borussia Dortmund – PSG, to dwa arcyciekawe starcia tej fazy rozgrywek. 

Woda i ogień – Atletico vs Liverpool

Pojedynek pomiędzy Rojiblancos, a The Reds wygląda na starcie pomiędzy dwoma odmiennymi żywiołami. Ekipa Diego Simeone poukładana w defensywie, nie galopująca na złamanie karku do przodu, liczącą na zdobycie gola i zamknięcie meczu. Po drugiej stronie barykady piłkarski Heavy Metal. Dream Team pod wodzą Jurgena Kloppa, ścigający rekordy w angielskiej Premier League i praktycznie pewny mistrz Anglii.

Wydaje się, że faworyt może być tylko jeden i jest nim ekipa z miasta Beatlesów. O Atletico mówi się, że to zespół z żelazną defensywą. Co w takim razie możemy powiedzieć o ekipie z Anfield Road? W ostatnich szesnastu wygranych spotkaniach, podopieczni Kloppa aż dwanaście razy zachowywali czyste konto. Poprzedni sezon w wykonaniu Liverpoolu nazywano wybitnym. Co w takim razie można powiedzieć o tym? W lidze angielskiej nie mają dziś konkurencji. Owszem rozgrywki LM to zupełnie inna bajka, jednak śmiało i z pełną stanowczością uważam The Reds za faworytów dzisiejszego pojedynku. 

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z Atletico Madryt. Podopieczni “Cholo” Simeone notują bardzo słaby sezon. Odpadnięcie z Pucharu Króla z trzecioligowcem z Leonessy i kiepska postawa na ligowym podwórku sprawiły, że pojawiały się głosy o odejściu Simeone z Atletico. Moim zdaniem bardzo mocno przesadzone. Ten trener wbił się w krajobraz drużyny niczym sam Sir Alex Ferguson w ekipę z czerwonej części Manchesteru. Oczywiście porównanie z zachowaniem wszelkich proporcji, ale mówi to wiele o pracy Diego Simeone w Madrycie. Dla zawodników z Wanda Metropolitano osiągnięcie czegokolwiek w Lidze Mistrzów jest szansą na uratowanie sezonu. Będzie o to jednak piekielnie trudno. Starcie z rozpędzonym Liverpoolem jest dla piłkarzy Atletico niczym wspinaczka na Mount Everest. Nie niewykonalne, ale ekstremalnie trudne. Zwłaszcza zimą.

Mecz na wysokich obrotach – Borussia Dortmund vs PSG

Drugim wtorkowym meczem jest pojedynek Borussi Dortmund z PSG. Jedni i drudzy słyną z tego, że potrafią strzelać mnóstwo goli. Oczywiście we francuskiej Ligue 1 paryżanie nie mają sobie równych. Pewnie kroczą po kolejny mistrzowski tytuł, a prawdziwym niespełnionym marzeniem szejków rządzących klubem z Paryża jest triumf w Lidze Mistrzów. Jak dotąd ekipa z Parc des Princes niczego w Champions League nie zwojowała. Czy pod wodzą Thomas Tuchela PSG będzie w stanie dokonać czegoś więcej? Odpowiedź brzmi – nie. Co z tego, że w klubie mają Neymara, Mbappe, Icardiego i kilku innych bardzo dobrych zawodników, skoro za nic nie potrafią tego przekuć na sukces na arenie międzynarodowej.

Jestem pewny, że brak znaczącej poprawy w tej edycji rozgrywek może spowodować znudzenie się gwiazd tym projektem i zaczną oni szukać drogi ucieczki z Paryża. Do klubu, który nie tylko w lidze będzie miał z kim konkurować, ale również im samym pomoże w zdobywaniu najważniejszych laurów, nawet tych indywidualnych.

Gospodarzem pierwszego meczu będzie Borussia Dortmund. Zespół, który miał w tym sezonie pod górkę. Eksperci dawali do zrozumienia, że dni Luciena Favra na stanowisku trenera BVB są policzone. Szwajcar potrafił jednak opanować kryzys. Zmienił ustawienie drużyny, które w co najmniej kilku meczach szwankowało i przyszły tego efekty. Najważniejsze jest jednak to, że do klubu z Dortmundu dołączył prawdziwy piłkarski terminator. Zawodnik, który wydaje się nie mieć przed sobą granic. Erling Braut Haaland – norweski genialny napastnik, którego niemal każdy strzał wpada do siatki. Potwór i postrach bramkarzy. Czy po raz kolejny zadziwi on piłkarską Europę? Śmiem twierdzić, że tak.

Szczerze mówiąc nie jestem w stanie wskazać jednoznacznego faworyta tego pojedynku. W PSG roi się od gwiazd. Trenerem jest były opiekun klubu z Signal Iduna Park, który zna każdy kąt na tym stadionie oraz niektórych zawodników, z którymi miał okazję pracować. Jednak od razu przypominam sobie półfinał Ligi Mistrzów w 2013 roku pomiędzy Borussią, a Realem Madryt. Wtedy BVB nie była faworytem, ale miała w swoim zespole prawdziwego kilera. Wtedy był nim Robert Lewandowski, dziś kimś takim może być Erling Haaland. Jedyną różnicą jest to, że teraz BVB jest na innym etapie rozgrywek.

Leszek Urban – obserwuj autora na twitterze. Możesz to zrobić tutaj.