Włoskie media o sytuacji Szymona Włodarczyka: „Niestety, najbardziej ucierpiał na tym, co dzieje się w Salernitanie – chaos i ciągłe zmiany”

Zdjęcie WhatsApp 2025-05-08 o 00.50.00_7b685b0d

Kiedy latem 2023 roku, po udanym sezonie w Górniku Zabrze, Szymon Włodarczyk odchodził do Sturmu Graz za sumę 2,2 miliona euro, wiązano z nim niemałe nadzieje. Przez pierwsze tygodnie faktycznie oczekiwania spełniał i to z nienagannym skutkiem. Z klubem przywitał się bowiem hat-trickiem, ustrzelonym w pucharowym meczu z SAK Klagenfurt, następnie trafiał również w dwóch pierwszych meczach ligowych, szybko aklimatyzując się w zespole. Po tak zjawiskowym początku, poważnie mówiło się o jego powołaniu do seniorskiej kadry na ówczesne, wrześniowe zgrupowanie, a także przytaczano szereg budzących podziw statystyk z jego udziałem. Wymarzona forma nie trwała jednak zbyt długo, a im głębiej w sezon, tym Włodarczyk coraz bardziej gasł. Do tego stopnia, że wiosną zbierał już tylko końcowe minuty, momentami mając nawet kłopoty z łapaniem się do kadry meczowej.

Kwestia wypożyczenia latem wydawała się więc sprawą bezdyskusyjną, by napastnik mógł powrócić na odpowiednie tory. Zgodnie z tym, w sierpniu minionego roku, Włodarczyk na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu przeniósł się do spadającej z Serie A Salernitany, mającej wyraźne braki na szpicy, na które Polak miał być antidotum.

Początek na Półwyspie Apenińskim nie zwiastował późniejszych trudności, choć do najbardziej udanych również nie należał. Napastnik co prawda grał, zdobył bramkę i dwie asysty, ale nic ponad stan. Nikt nie podejrzewał jednak, że i tam,  na dobre wypadnie ze składu… Ostatni jego mecz w koszulce „Cavalucci Marini” przypada bowiem na 29 grudnia 2024 roku.

To, że Szymon regularnie znajduje się poza kadrą meczową, zamiast stanowić o sile napadu, na którym w Salerno nie ma wcale zaciętej rywalizacji, jest wielkim zaskoczeniem dla nas wszystkich – mówi nam Francesco Di Pasquale – dziennikarz włoskiego „La TV Dello Sport”, z którym szeroko rozmawialiśmy o zawiłej sytuacji Polaka.

Tytułem wprowadzenia warto poruszyć ogólny problem młodych polskich napastników, który rysuje się obecnie jako jedna z głównych bolączek polskiej piłki. Po zakończeniu ery Roberta Lewandowskiego, Karola Świderskiego, czy Krzysztofa Piątka, na „szpicy” reprezentacji Polski wystąpić może niestety jedna wielka dziura. Dla przykładu, najbardziej bramkostrzelną „dziewiątką” w Ekstraklasie jest 25-letni Sebastian Bergier, a za nim długo, długo nikt, i w końcu napastnicy z liczbą jedynie czterech, czy trzech trafień, biorąc pod uwagę tę konkretną pozycję. Za granicą tymczasem nieustannie strzelają te same nazwiska, już dawno nie słyszeliśmy przecież o młodym, polskim snajperze, stanowiącym o sile zagranicznego zespołu.

Deficyt napastników z czasem zacznie głęboko zaglądać w oczy seniorskiej kadrze, ale póki co, z największym bólem głowy związanym z tą sytuacją musi zmagać się Adam Majewski – selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21. Za pasem przecież Mistrzostwa Europy na Słowacji, a młodych, skutecznych napastników szukać jak ze świecą…

Dla porównania, Czesław Michniewicz w 2019 roku, kiedy rozgrywane były mistrzostwa we Włoszech, do swojej dyspozycji miał Dawida Kownackiego, zaliczającego bardzo dobre wejście do grającej wówczas w Bundeslidze Fortuny Düsseldorf, a także Karola Świderskiego, świeżo po transferze do greckiego PAOK-u Saloniki.

Jeśli spojrzymy jednak na ostatnie powołania do kadry u-21, nietrudno dostrzec, że rubryka dotycząca napastników, delikatnie to określając, nie ma się najkorzystniej. Filip Szymczak miewa przebłyski w GKS-ie Katowice, ale to cały czas tylko cztery bramki w lidze i przeciętna dyspozycja w większości spotkań, gdzie jest zmiennikiem wspomnianego Sebastiana Bergiera. Pod znakiem zapytania stoi powołanie dla Wiktora Bogacza, które podobno ma być rozważane, ale 20-latek w kadrze jak dotąd nie zagrał, więc w tym przypadku kuleje doświadczenie. Za to Szymon Włodarczyk z włoskiej Salernitany, mimo że grywał jesienią, to ostatnio znacznie częściej niż na murawie, czy choćby ławce rezerwowych, widziany jest na trybunach Stadio Arechi…

O przyczynach zastanawiającej sytuacji Polaka rozmawialiśmy z dziennikarzem telewizji La TV Dello Sport, który na co dzień przygląda się Salernitanie.

Co w gruncie rzeczy jest przyczyną tak rozpaczliwej sytuacji Szymona Włodarczyka? Nie zmaga się przecież z żadnym urazem, a mimo to od końcówki grudnia nie pojawił się na boisku…

Sytuacja Szymona jest bardzo nieciekawa. Co prawda trenuje w normalnym trybie z zespołem, ale ma ogromne kłopoty z minutami. Powątpiewam, że zależy to tylko i wyłącznie od jego dyspozycji. Moim zdaniem to dobry zawodnik, ale przede wszystkim uważam, że natrafił na bardzo niefortunny moment, ponieważ ku zaskoczeniu większości, Salernitana znalazła się w strefie spadkowej i bije się o utrzymanie. W efekcie, miasto i klub wywierają dużą presję, co też nie sprzyja zawodnikom. Można powiedzieć, że Włodarczyk niestety najbardziej ucierpiał na tym, co dzieje się w klubie. Ciągłe zmiany, chaos.

Z drugiej strony, poniekąd nie jestem w stanie zrozumieć decyzji trenerów, których w tym sezonie w Salerno było co ciekawe aż czterech. Sądzę, że Szymon powinien dostać kolejne szanse, chociażby dlatego że w zespole nie ma dużej rywalizacji na pozycji napastnika. Tymczasem od kilku tygodni nie znajduje nawet miejsca w kadrze meczowej.

W końcu początek jego przygody w Salerno nie zwiastował na taki scenariusz.

Tak, jak powiedziałem, uważam że Szymon nie jest słabym napastnikiem. Wielokrotnie widziałem go w treningu, ma niezłe warunki fizyczne, dobrze gra głową. Jednak to, co dzieje się obecnie w Salerno zdecydowanie nie sprzyja odbudowie formy. To, że Szymon regularnie znajduje się poza kadrą meczową, zamiast stanowić o sile napadu, na którym nie ma wcale zaciętej rywalizacji, jest wielkim zaskoczeniem dla nas wszystkich, sam nie przypuszczałem, że tak będzie. Ostatnio doszło do następnej zmiany trenera, co też nie ułatwia mu zadania. Poprzedni szkoleniowiec Roberto Breda stawiał na tych, którzy byli przy grze. Jego następca – Marino Pasquale widocznie też nie widzi Włodarczyka w swojej koncepcji, choć w klubie pracuje dopiero od kwietnia.

Już w czerwcu, reprezentacja Polski do lat 21. po raz pierwszy od 2019 roku pojedzie na młodzieżowe Mistrzostwa Europy. Szymon Włodarczyk najprawdopodobniej znajdzie się wśród wybrańców powołanych na turniej. W jakiej formie fizycznej go zastaniemy?

Myślę, że Szymon będzie bardzo zmotywowany, by pokazać się tam z jak najlepszej strony. Jest głodny gry i będzie chciał dać z siebie na Słowacji jak najwięcej. Musi w jakiś sposób ustabilizować swoją sytuację klubową i zrekompensować sobie te kilka miesięcy. Oczywiście, to też nie tak, że Włodarczyk jest całkowicie odsunięty od drużyny. W normalnym wymiarze trenuje z zespołem, ale trzeba brać pod uwagę, że same jednostki treningowe mogą nie wystarczyć, by był w pełni swoich możliwości i to zapewne będzie widoczne. Może trenuje dodatkowo? Tego nie wiem, ale na pewno sztab reprezentacji ściśle monitoruje jego sytuację. Z tego, co pamiętam, nawet przy okazji ostatniego zgrupowania, kiedy miał już problemy z grą, pokazał się z niezłej strony.

W jego kontrakcie zawarta jest klauzula umożliwiająca wykup po sezonie, ale wnioskuję, że raczej do niego nie dojdzie i napastnik wróci do Grazu.

W tej klauzuli zawarty jest warunek, że Szymon musi mieć odpowiednią ilość występów na swoim koncie, by można było ją aktywować. Na chwilę obecną nie ma więc możliwości, aby zawodnik pozostał w Salerno.    

Dlaczego Włodarczyk nie zmienił klubu już zimą?

Jedyną możliwością był powrót do Grazu, ponieważ zgodnie z zasadami zawodnik nie może występować w trzech różnych zespołach w trakcie jednego sezonu. Szymon na początku tej kampanii rozgrywek zagrał już kilkadziesiąt minut w Sturmie, więc opcja kolejnego wypożyczenia całkowicie nie wchodziła w grę. W styczniu głośno mówiło się o powrocie do Austrii, ale Sturm nie chciał go u siebie z powrotem, stąd pozostał we Włoszech.

Jeżeli Salernitana utrzyma się na szesnastej pozycji w stawce, to potencjalnie podopiecznych Mario Pasquale czekają jeszcze cztery spotkania – dwa ligowe i dwa w walce o byt w Serie B, poprzez baraże. W tej decydującej fazie sezonu Włodarczyk może liczyć na niespodziewaną szansę, czy raczej jego przyszłość we Włoszech jest już definitywnie zamknięta?

Zważając na to, jak miała się jego sytuacja przez ostatnie miesiące myślę, że niestety w koszulce Salernitany przynajmniej w tym sezonie go już nie zobaczymy.

Jak widać, problem Szymona Włodarczyka jest bardzo złożony i tak naprawdę trudno klarownie go wyjaśnić. „Na papierze” wygląda to tak, jakby zawodnik nagle zaliczył piorunujący zjazd formy, ale jak dowiadujemy się z ust naszego rozmówcy, który z bliska obserwuje włoską drużynę, wcale tak nie jest, a znaczny wpływ na tę sytuację mają czynniki pozaboiskowe, na które zazwyczaj trudno mieć wpływ. Pytanie tylko, jak brak występów Włodarczyka w klubie rzutować będzie na kadrę Adama Majewskiego, natomiast zgodnie ze słowami Francesco miejmy nadzieję, że młody napastnik zrobi wszystko, by wycisnąć z tego turnieju jak najwięcej. Oby tylko z pozytywnym skutkiem.

W trakcie zbliżających się Mistrzostw Europy na Słowacji, biało-czerwoni w ramach zmagań grupy C zmierzą się kolejno z: Gruzją, Portugalią i Francją. Kadra Adama Majewskiego natrafiła na trzech bardzo wymagających rywali, stąd problemy reprezentantów w klubach mogą martwić, a przecież bohater dzisiejszego tekstu nie jest jedynym, który się z nimi mierzy. Nie zapominajmy chociażby o Arkadiuszu Pyrce z Piasta Gliwice…

Pierwszy mecz turnieju Polacy rozegrają za niecały miesiąc, a dokładniej 11 czerwca na stadionie w Żylinie.

Szymon Gawrycki Tkacz

Fot. US Salernitana