Wisłoka Dębica, czyli klub, który mimo wąskiej kieszeni wciąż robi władzom psikusa

Share on facebook
Share on twitter
241988288_421779732881448_5144883407201850868_n

Dębica, czyli miasto kojarzące się głównie z fabryką opon, Wisłoką, Igloopolem oraz prostym chłopakiem z tej miejscowości, Mateuszem Borkiem. Jeśli ktoś ma zamiar przypomnieć sobie lata 90., to powinien odwiedzić któryś ze stadionów w tym miejscu. Oba kluby mają swoje problemy finansowe, a ich obiekty tylko podkreślają faktyczny stan rzeczy. Niemniej jednak ekipa Dariusza Kantora (prywatnie szwagra Pawła Bochniewicza) pokazuje, że mimo niewielkich finansów, można grać dobrze w piłkę i walczyć z najlepszymi w Polsce. Swoją wartość spróbują udowodnić już niebawem w starciu z trzecioligowym Świtem Szczecin.

26 czerwca, stadion w Stalowej Woli.

90 minut gry nie przyniosło rozstrzygnięcia więc do wyłonienia zwycięscy wojewódzkiego Pucharu Polski potrzebna była dogrywka. W niej popis daje Tomasz Palonek, który na 60 sekund przed ostatnim gwizdkiem pokonuje bramkarza Stali Stalowa Wola i zapewnia Wisłoce tytuł mistrza, a co za tym idzie przepustkę do gry na poziomie ogólnopolskim. Skazywani na porażkę dębiczanie kolejny raz w sezonie udowodnili swoją wartość i do sukcesu w pucharze dołożyli też wysokie 6. miejsce w tabeli 3. ligi gr IV.

– Przede wszystkim bardzo się cieszymy, że wygraliśmy. Czeka nas co najmniej jeden fajny mecz, dla całej biało-zielonej Dębicy to wielkie wydarzenie. Rzuciliśmy wszystkie siły na ten mecz, choć graliśmy bez pięciu zawodników, w tym najlepszego strzelca Łukasza Siedlika. Mecz mogliśmy zamknąć wcześniej, bo mieliśmy sporo sytuacji, choć Stal też miała słupek Mrozińskiego. Niemniej uważam, że wygraliśmy zasłużenie – mówił po finale Dariusz Kantor, trener Wisłoki.

Jednym z kluczy do sukcesu byli kibice, o których mówić, że pomagają, to zdecydowanie za mało. Gdyby nie oni, to ciężko byłoby cokolwiek w Dębicy złożyć. Mimo i tak wąskiej kadry oraz stosunkowo niskich kontraktów o dobrobycie w Wisłoce ciężko mówić. Jednak co sezon ekipa Dariusza Kantora uciera nosa sceptykom i mimo wielu problemów skutecznie walczy w trzeciej lidze.

Kartka z historii

Początek XX wieku obfitował w powstawanie pierwszych klubów piłkarskich. Na mapie pojawiały się m.in. Wisła Kraków, Cracovia oraz Resovia Rzeszów. Do tego grona dołączyła także Wisłoka, która za powstanie przyjmuje rok 1908. Sekcja piłki nożnej rozwijała się dynamicznie, a stawką meczów w tamtych czasach było, chociażby zsiadłe mleko, czy worek jabłek.

Po miłych początek nastąpiła siedmioletnia przerwa związana z wybuchem I wojny światowej. Klub wznowił działalność w 1921 i chwilę później awansował do Klasy B, czyli ówczesnej drugiej ligi. Była nawet szansa na lepszy wynik, ale nie udało się pokonać Metalu Tarnów.

Prężnie zaczęły rozwijać się inne sekcje. Sukcesy osiągali zapaśnicy, którzy awansowali nawet do ekstraklasy. Sport w Dębicy ewidentnie wzbudził zainteresowanie ludzi i z roku na rok przyciągał coraz więcej chętnych.

Jeśli skupić się na piłkarzach, to największe sukcesy to: ćwierćfinał Pucharu Polski w sezonie 91/92 oraz 5. miejsce w II-lidze w sezonie 73/74. Jako największe legendy uznaje się m.in. Leszka Pisza, Waldemara Piątka, Mirosława Kalitę oraz Bogusława Patera, który pełni funkcję kierownika drużyny od 1992 roku, co jest ewenementem w skali kraju.

Gwiazda zespołu – Damian Łanucha

„Piłkarz zdecydowanie nie na tę ligę” – tak o nim mówił Paweł Bochniewicz (wychowanek Wisłoki), a skoro takie słowa wypowiada reprezentant Polski, to coś musi być na rzeczy. Choć za dzieciaka grał w Igloopolu, to w Wisłoce zadomowił się na dobre, kiedy trafił tu w sezonie 17/18. Łącznie już zdobył dla zespołu 14 bramek i dorzucił 20 asyst. Dzierży opaskę kapitańską i bez wątpienia jest prawdziwym liderem drużyny.

W zeszłym sezonie jego piękne bramki krążyły po internecie i wydawało się nawet, że Łanucha może pokusić się o transfer do wyższej ligi. Ostatecznie został w Dębicy i w tym sezonie również jest bardzo ważnym elementem układanki Dariusza Kantora.

Dużym atutem 31-latka jest świetnie ułożona prawa noga. Pokazywał już, że potrafi idealnie przymierzyć ze stojącej piłki i kiedy Wisłoka ma rzut wolny na wysokości 20/25 metra, to przeciwnik może zacząć drżeć. W Pucharze Polski na poziomie centralnym Łanucha jeszcze bramki nie zdobył, więc będzie miał do tego świetną okazję w starciu ze Świtem Szczecin.

Fot. Robert Skalski
Młody, ale już doświadczony trener

Postać Dariusza Kantora dla Wisłoki Dębica jest niezwykle ważna. Jako piłkarz bronił jej barw przez wiele lat, będąc m.in. królem strzelców IV-ligi. Zdarzyło mu się być również na testach w Lechu Poznań, ale tam się nie przebił. Wejście do świata trenerskiego zrobiło mu dobrze, bo szybko złapał wspólny język z zespołem i prowadził go do kolejnych sukcesów. Najpierw wprowadził swój klub do III-ligi, a później z powodzeniem w niej rywalizował.

O 34-latku zwykło się mówić, że zna wszystkich ciekawych zawodników w okolicy, począwszy od B-klasy, kończąc na III-lidze. Z racji dość młodego wieku oczywiście zdarzają się mu trudne momenty, niemniej za każdym razem potrafi wyjść z nich obronną ręką. Choćby w zimie sytuacja kadrowa w Wisłoce wyglądała krytycznie, z kadry wypadło kilku zawodników i niemal nie było pola manewru. Kantor nic sobie z tego nie zrobił i na koniec sezonu zajął wysokie 6. miejsce.

W obecnej kampanii klub z Dębicy również radzi sobie całkiem nieźle, bo zanotował na koncie tylko 2 porażki i to z głównymi pretendentami do awansu. Podczas letniej przerwy doszło do drużyny kilku ciekawych, młodych zawodników, którzy mogą wypłynąć na głębokie wody jak, chociażby ostatnio Dariusz Kamiński (GKS Jastrzębie).

– W Wisłoce na pewno nie ma nudy, bo w tym sezonie mamy odmłodzony zespół, dlatego pracy od podstaw jest bardzo dużo. Jeśli chodzi o mnie, to oczywiście chciałbym pracować jak najwyżej. Póki co jestem trenerem Wisłoki – powiedział nam szkoleniowiec dębiczan.

Kantor trenowanie łączy z grą w występującym w V-lidze Kamieniarzu Golemki i trzeba przyznać, że nawyki snajperskie zostały mu do dziś, bo w minionym sezonie zdobył dla swojej drużyny aż 21 bramek. Być może w razie potrzeby przydałby się Wisłoce w trudnych meczach.

Szkoleniowiec trzecioligowca sporo dowiedział się na stażu w Udinese i stąd też jego zespół często występuję w formacji na trzech obrońców. Szybcy skrzydłowi, czyli Kamil Rębisz oraz Patryk Zygmunt zapewniają zagrożenie pod bramką rywala, a w roli egzekutora świetnie sprawdza się ściągnięty z Garbarni Błażej Radwanek. 22-latek już 5 razy trafiał do siatki rywala, co czyni go najlepszym strzelcem w klubie.

Fot. Robert Skalski
Szansa na wielką piłkę w Dębicy

Już niebawem biało-zielonym przyjdzie zmierzyć się ze Świtem Szczecin w ramach 1/32 Pucharu Polski. Dla Wisłoki to ogromna szansa na osiągnięcie dobrego wyniku, bo wydaje się, że zespół z zachodniopomorskiego jest w ich zasięgu. Obecnie Świt zajmuje 5. miejsce w tabeli ze stratą czterech punktów do liderującej Olimpii Grudziądz. Warto też dodać, że szkoleniowcem tej drużyny jest również młody jak na trenera Andrzej Tychowski, więc szykuje się ciekawy pojedynek na ławkach.

– Świt to bardzo dobra, stabilna drużyna. Zespół co pół roku przechodzi tylko kosmetyczne zmiany, czego efektem jest bardzo dobra gra i wysokie miejsce w tabeli. To bardzo trudny przeciwnik – zauważa Kantor.

Kibice w Dębicy już zapewne nie mogą się doczekać tego pojedynku, bo akurat piłka nożna w tym mieście jest bardzo lubiana i klub może pochwalić się jedną z lepszych frekwencji na trybunach w całej lidze. Zapewne 29 września będzie podobnie w starciu ze Świtem Szczecin. Początek o godzinie 15:00. 

Dominik Pasternak