Piłkarze i kibice Leicester City nie przechodzą obecnie łatwego okresu. Drużyna znajduje się w środku ligowej tabeli i do ostatniej kolejki walczy o wyjście z grupy Ligi Europy. Co więc obecnie nie działa w drużynie z King Power Stadium?
Od pamiętnego tytułu mistrza Premier League w sezonie 2015/16 na King Power Stadium można było zauważyć znaczny progres. Na graczach takich jak Kante, Mahrez czy Drinkwater zarobiono wielkie pieniądze i odpowiednio nimi zarządzano. Oczywiste było, że obrona mistrzostwa jest praktycznie niemożliwa i dlatego główną ambicją właścicieli „Lisów” stało się zagoszczenie na stałe w górnej części tabeli, a w przyszłości pokuszenie się o dołączenie do ligowej elity. Trzy sezony z rzędu zespół kończył ligowe zmagania w środku tabeli, punktem zwrotnym okazało się zatrudnienie Brendana Rodgersa. Były trener Celticu okazał się strzałem w dziesiątkę. Poukładał zespół i dwukrotnie kończył rozgrywki na 5. miejscu, co stanowiło wielki sukces. Warto zaznaczyć, że w obu przypadkach Leicester pechowo pod koniec sezonu wypadało z TOP 4. W ostatnim czasie klub z East Midlands zdobył nawet dwa trofea, pokonując w finałach pucharów Chelsea oraz Manchester City. Przed sezonem nastroje w Leicester były świetne. Myślano o tym, że wreszcie uda się skończyć sezon wśród czterech czołowych zespołów ligi. Rzeczywistość okazała się jednak okrutna, a z każdym kolejnym meczem czas Rodgersa na King Power Stadium zdaje się dobiegać końca.
Kontuzjowana głębia składu
Nie da się ukryć, że wielkiego pecha ma w tym sezonie szkoleniowiec Leicester. Już w pierwszej kolejce nie mógł skorzystać z pięciu ważnych zawodników. O ile Jonny Evans i Timothy Castagne wrócili szybko do pełni sił, to rekonwalescencja trójki pozostałych piłkarzy trwa do dziś. Wśród kontuzjowanych znajduje się jeden z największych talentów i odkryć w drużynie, Wesley Fofana. Kupiony za 35 milionów euro Francuz przebojem wdarł się do pierwszego składu „Lisów” i oczarował wszystkich kibiców na wyspach. Powodem jego absencji jest poważna kontuzja spowodowana starciem z rywalem w przedsezonowym spotkaniu. O ile zawodnik ma wrócić na boisko jeszcze przed końcem roku, to już teraz widać, jak poważnym problemem dla całej drużyny jest jego uraz. Pozostała dwójka zawodników to James Justin oraz Nampalys Mendy. Obie kontuzje znacznie ograniczają możliwości rotacji i stanowią sporą stratę jakości. W ostatnim czasie drobnego urazu doznał również jeden z najlepszych piłkarzy „Lisów” w tym sezonie, czyli Youri Tielemans. Sytuacja z kontuzjami pokazuje, jak bardzo wąska jest ławka rezerwowych w zespole. O ile zmiennicy nie są anonimowymi nazwiskami dla angielskich kibiców, to większość z nich znacznie odstaje poziomem od tych, których Rodgers wybiera do gry od 1. minuty. Dla przykładu przez ograniczone możliwości w środku pola, w niedzielnym meczu z Aston Villą 86 minut rozegrał Kiernan Dawsbury-Hall, dla którego było to dopiero 14. spotkanie w barwach Leicester. Warto nadmienić, że obecnie niedostępny do dyspozycji trenera jest Ricardo Pereira. W połączeniu z kontuzją Justina sprawia to, że Rodgers ma tylko jednego zdrowego prawego obrońcę.
Przespane okno transferowe?
W kontekście dyskusji nie da się uniknąć tezy, że odpowiednie wzmocnienia przed sezonem mogłyby zapobiec takiej sytuacji. Jednak czy taka jest prawda? Mamy przecież za sobą okno transferowe, a Leicester City do biednych nie należy. W tym sezonie wydano łącznie około 67 milionów euro. Niemal połowę z tej kwoty stanowił Patson Daka. Transfer napastnika w sytuacji, w której na tej pozycji w drużynie gra już Jamie Vardy oraz Kelechi Iheanacho może wydawać się z pozoru dziwny, jednak jest to najlepszy zakup Leicester w minionym oknie. Pozyskano zawodnika o wielkim potencjale, a jego występy (szczególnie w Lidze Europy) sprawiły, że jest on już w hierarchii wyżej niż Iheanacho. Drugim transferem był Boubakary Soumare. Defensywnego pomocnika ściągniętego z Lille nie można nazwać złym transferem, jednak spodziewano się czegoś więcej. Francuz gra po prostu poprawnie, nic więcej. Jest to wartościowe rozszerzenie kadry z potencjałem na zawodnika pierwszego składu. Zdecydowanie najgorszym transferem był ściągnięty na fali dobrych występów podczas EURO 2020, Jannik Vestergaard. Duńczyk szybko okazał się nie pasować do koncepcji składu Rodgersa i od siedmiu spotkań nie podniósł się z ławki rezerwowych. Ten transfer można zdecydowanie nazwać niewypałem. Oprócz tego do klubu ściągnięto jeszcze za darmo Ryana Bertranda oraz wypożyczono Ademole Lookmana. Zdaje się, że obaj nie mają przed sobą świetlanej przyszłości na King Power Stadium.
Liderzy zawodzą
Nie da się ukryć, że w Leicester brakuje liderów. Tych, których mogliśmy oglądać w przeszłości. Jeśli zespołowi nie szło, to na wysokości zadania stawali zawsze tacy piłkarze jak Jamie Vardy czy James Maddison. Obecnie ten pierwszy ma serię 8 meczów, w których zdobył zaledwie dwie bramki (obie z Watford) i jest najczęściej łapanym na spalonym zawodnikiem w lidze (17). Z kolei Maddison dopiero niedawno zaczął wracać na swój poziom, a na pierwsze ligowe trafienie musiał czekać do 9. kolejki. Najbardziej zawodzi obrona. Caglar Soyuncu jeszcze rok temu był wymieniany jako jeden z najlepszych środkowych obrońców ligi i było wielu chętnych na zakup Turka. Obecnie chyba żaden klub nie żałuje, że do transakcji nie doszło. No, chyba że mówimy o Leicester. Podobny spadek formy zanotował Jonny Evans. Do spółki z Soyuncu odpowiadają oni za liczbę 27 straconych goli. Jedynym z liderów, który staje na wysokości zadania jest Kasper Schmeichel. Duńczyk, pomimo tego, że zachował w tym sezonie ligowym jedynie 1 czyste konto, to jest bramkarzem z największą liczbą interwencji, co pokazuje, jak mierna jest obrona Leicester w tym sezonie. Jeśli to nie wystarcza, to na domiar złego ze strzeleniem gola drużynie „Lisów” nie miała problemów nawet Legia Warszawa. I to dwukrotnie.
It’s time to say goodbye?
Leicester City w listopadzie wygrało tylko dwa spotkania – z Legią w Lidze Europy oraz Watford w Premier League. W grudniu, pomimo rozegrania trzech spotkań, nadal czekają na zwycięstwo. W obliczu tak słabej gry i wyników zespołu naturalnie pojawiają się opinie o tym, że należałoby zakończyć współpracę z Brendanem Rodgersem. Biorąc pod uwagę terminarz, scenariusz taki wydaje się wielce prawdopodobny. Pomijając mecz z Newcastle, Leicester czekają teraz trudne spotkania. W samym grudniu przed zawodnikami „Lisów” starcia z ekipami takimi jak Tottenham, Manchester City czy dwukrotnie Liverpool. Od Rodgersa nie wymaga się wielkich zdobyczy punktowych w tych meczach, ale w przypadku braku poprawy gry zespołu, zwolnienie może być nieuniknione. Czy to byłoby dobre posunięcie? Ciężko stwierdzić. Rodgers wreszcie wprowadził klub do czołówki, Leicester można śmiało wymieniać w jednym szeregu z drużynami pokroju West Hamu czy Tottenhamu. Jednak obecnie wydaje się, że coś się zacięło. Brakuje tej energii i agresji, z jakiej znany był zespół. Leicester w dwóch poprzednich sezonach było czymś, czym teraz jest West Ham. Niewygodny rywal, z którym nikt nie chce grać. Obecnie w lidze w meczach z przedstawicielami „Big Six” udało im się wygrać jedynie z Manchesterem United. Jednak od tego zwycięstwa poziom gry zespołu spada z meczu na mecz. Rodgers w klubie wykonał kawał dobrej roboty, jednak obecnie zakończenie współpracy może być czymś, czego obie strony potrzebują.