Wieczny kryzys. Czy Widzew może spaść?

IMG_0134

Nowy rok miał być błyskawicznym marszem w górę tabeli, tymczasem po dwóch przegranych spotkaniach drużyna znalazła się w strefie spadkowej. Tak wygląda sytuacja Widzewa Łódź, który zimą wydał kilkanaście milionów euro na wzmocnienia. Burzliwe projekty naturalnie potrzebują sporo czasu. Sęk w tym, że w bieżącej kampanii Ekstraklasy liczy się każda sekunda. RTS w koncertowy sposób je trwoni, a margines błędu się wyczerpuje. Czego kibice z Serca Łodzi dowiedzieli się w miniony weekend?

Każda porażka znajdzie uzasadnienie, przed tygodniem przy okazji starcia z Jagiellonią Białystok wskazywano na silnego, zorganizowanego przeciwnika. Ekipa Siemieńca zagrała do bólu pragmatycznie. Po spotkaniu z uznaniem o występie rywala wypowiadał się Igor Jovićević. Narracja o metodycznym postępie w trudnych warunkach atmosferycznych powtórzona została na konferencji przed starciem 20. kolejki z GKS-em Katowice. Można było zatem oczekiwać, że do tej materii piłkarze z Łodzi podejdą nieco inaczej. 

W pierwszej części niedzielnego starcia widzieliśmy próby dłuższych zagrań w kierunku ofensywnych piłkarzy Widzewa. Otwarcie gry krótkim podaniem po ziemi w strefie niskiej zostało w pierwszej noworocznej kolejce zweryfikowane bardzo negatywie. Poniekąd ucierpiał na tym nawet sam RTS; przy pierwszym golu Jagiellonii sprzed tygodnia niefrasobliwie zachował się Cheng. Koncepcja zatem była dość obiecująca, problem pojawiał się w jej skutecznej realizacji. Waleczni gracze z Katowic uprzykrzali życie Bergierowi, nieustępliwym i ścisłym kontaktem uniemożliwiając mu opanowanie zgranej futbolówki. 

Warto też wspomnieć o nowych zawodnikach – Igor Jovićević posłał do boju całą siódemkę sprawdzoną zimą. Ferowanie wyroków w ich kontekście po niecałych dwóch meczach byłoby irracjonalne, jednakże kibice otrzymali odpowiedzi na niektóre, podstawowe pytania. Wbrew pozorom indywidualne występy nowych piłkarzy nie były najgorsze, wyróżnić można poprawnie grających Isaaca i Wiśniewskiego. Bartłomiej Drągowski ponownie nie pomógł ekipie przy straconej bramce, nie miał jednak wiele do powiedzenia.

Wątpliwy gwiazdor

Widzew przy bezbramkowym wyniku próbował zagrozić, metodologia ataku była przeróżna. Dwukrotnie z dystansu próbował Cheng. Norweg był bardziej widoczny na połowie przeciwnika. W Skandynawii grywał jako wahadłowy, było zatem pewne, że nie zabraknie jego odważnych wejść w trzecią tercję. 

Największe oczekiwania wiążą się naturalnie z rekordowo kupionym Osmanem Bukarim. Po niedzielnym meczu po Ghańczyku przelała się fala krytyki. Jego występ pozostawił wiele do życzenia, należy jednak zastanowić się nad drużynowym korzystaniem z atutów skrzydłowego. Rozpoczął on spotkanie na lewej stronie, gdzie często dostawał piłkę od bocznego obrońcy. Brakowało mu jednak opcji rozegrania piłki do centrum, a futbolówka kilkukrotnie wracała do obrony. Od skrzydłowego bił brak pewności siebie. Zaliczył on jedno wejście w szesnastkę, natychmiastowo jednak zorganizowana GieKSa oddaliła zagrożenie. W imponujący sposób wygrał jeden pojedynek w środku boiska. Pokazał swój atut, którym jest drybling (właściwie mijanie jednego przeciwnika) w szybkim ataku. Pion sportowy Widzewa wycenił jego wartość na ponad pięć milionów euro. Zachowania kolegów niewątpliwie Bukariemu nie pomagają, od zawodnika tej klasy trzeba jednak wymagać więcej. 

Stagnacja

Igor Jovićević poprowadził Widzew w 11 spotkaniach – sześć z nich przegrał. Ponownie nie można wyciągnąć pojedynczego winowajcy na boisku, kolektyw kompletnie zawiódł. Chorwat w końcówce jesieni miał skupiać się na aspektach mentalnych. Efekt był jaki był,  by wskazać kompromitujące mecze z Motorem czy Lechią. RTS awansował jednak w Pucharze Polski po meczu z Pogonią, a zaufanie do trenera nieco wzrosło. Jovićević dostał pełny okres przygotowawczy, na wiosnę mieliśmy mieć do czynienia z nowym Widzewem.

Tymczasem trudno wskazać choćby jeden powtarzalny element, który został wprowadzony przez nowego szkoleniowca. Zwolnienie Jovićevica po meczu z GKS-em byłoby kompromitacją pionu sportowego. Były szkoleniowiec Szachtara jest przecież już trzecim trenerem Widzewa w tym sezonie. W futbolu najskuteczniej działa model długotrwałej pracy jednego szkoleniowca. Trzeba jednak postawić pytanie, czy jeśli system nie działa, należy zawierzać mu kolejne pokłady energii i pieniędzy? 

Trudno oczekiwać, by zespół złożony z siedmiu sprowadzonych zimą piłkarzy oraz Visusa, Shehu, Baeny i Bergiera zaczął grać jak z nut w pierwszym meczu. W przypadku Widzewa mamy jednak do czynienia z zupełnym brakiem cech charakterystycznych strategii meczowej. Niektóre pojedyncze wybory wydają się irracjonalne, od początku rzuty rożne wykonywał Bergier. Zastąpił go… Fran Alvarez, który pokazał przez dwa i pół roku występów w Widzewie, że nie jest najlepszy w tym aspekcie. W niedzielnym meczu wszystkie próby Hiszpana nie doleciały do celu. Brakuje boiskowego lidera, rola Bartłomieja Pawłowskiego czy Mateusza Żyry maleje w „szatni dwóch prędkości”. 

Celem zimowych wzmocnień miała być „jakość na tu i teraz”. Niewątpliwie bije ona z postawy Lukasa Leragera. Duńczyk w drugiej części kilkukrotnie usiłował w pojedynkę przenosić góry. Można mieć zastrzeżenia do niektórych zagrań Bukariego czy Chenga. Na te problemy można by było przymknąć oko, gdyby kolektyw działał optymalnie. 

Mecz GKS-u z Widzewem w 20. kolejce poprzedziło siedem spotkań. W sześciu z nich padł gol po stałym fragmencie gry. Po sobotnim meczu Arki z Legią szkoleniowcy wskazywali, że w takich warunkach rzut rożny jest bronią koronną. Tymczasem Widzew traci bramkę w sposób, który nie przystoi nawet ekipie ze strefy spadkowej. Visus myślał, że wygrał pojedynek i zasłonił piłkę przed rywalem. Tymczasem sędzia (słusznie) wskazał na rzut rożny. Po centrze Bartosza Nowaka Lukas Klemenz został zupełnie bez krycia, broniąc w taki sposób nie można liczyć na utrzymanie.

Widmo spadku?

Trzecia w bieżącej kampanii zmiana trenera byłaby absurdalnym zaprzeczeniem strategii, którą w październiku obrał pion sportowy. Z drugiej strony pozostaje pytanie, co poza niechęcią do kolejnej rewolucji broni Igora Jovićevica? Naturalnie burzliwe projekty potrzebują gigantycznej cierpliwości, można jednak odnieść wrażenie, że aktualna postawa Widzewa rozczarowuje nawet największych pesymistów. Dariusz Adamczuk wskazywał, że pion sportowy czuje sporą odpowiedzialność wobec właściciela. Robert Dobrzycki wydaje się odporny na presję, nieuchronnie jednak wyczerpuje się pewien margines w tolerowaniu nieudolności. 

Spadek z Ekstraklasy wydaje się dość odległy. Problem polega na tym, że ligowe punkty można zdobywać wyłącznie w starciach z ekipami, które w bieżącej kampanii są świetnie usposobione. Sztaby szkoleniowe wszystkich klubów w polskiej elicie sprawiają, że ci najsilniejsi kadrowo nie mogą liczyć na komfortowe spotkania. Najlepszym zobrazowaniem tego zjawiska jest współobecność w czerwonej strefie Legii Warszawa i Widzewa Łódź. Niewiele wyżej uplasowała się Pogoń Szczecin. Te ekipy do końca kampanii zagrają zaledwie 14 meczów. Będzie to dla nich 14 finałów o każdy punkt w walce o utrzymanie.

Hugo Braun