,,Widzew i Niedźwiedź – początek wspólnej drogi”

Share on facebook
Share on twitter
2021.09.19 Tychy
Pilka nozna Fortuna 1 Liga sezon 2021/2022
GKS Tychy - Widzew Lodz
N/z Emocje reakcja Janusz Niedzwiedz
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2021.09.19 Tychy
Football Polish Fortuna First League season 2021/2022
GKS Tychy - Widzew Lodz
Emocje reakcja Janusz Niedzwiedz
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus

Widzew Łódź zanotował świetny początek sezonu, w czym spora zasługa nowego trenera, Janusza Niedźwiedzia. 39-letniego szkoleniowca podpytaliśmy m.in. o ostatni mecz z Resovią, szanse na awans do ekstraklasy, trudności po przyjściu do klubu, wpływ na młodych zawodników, rozpoznawalność w Łodzi, czy jego ofensywny styl gry, na który przeciwnicy nie mogą znaleźć recepty.

Dominik Pasternak (PolskaPiłka.pl): Za pana drużyną mecz z Apklan Resovią w Pucharze Polski i w niedalekiej perspektywie starcie z Puszczą Niepołomice. Ja chciałem nawiązać jeszcze do spotkania w Rzeszowie, bo chyba w drugiej połowie trochę wymknęło się spod kontroli.

–  Janusz Niedźwiedź (trener Widzewa Łódź): Na pewno na zbyt wiele pozwoliliśmy Resovii, która stworzyła sobie kilka sytuacji. To nie był dla nas łatwy sprawdzian, dlatego tym bardziej jesteśmy zadowoleni, że zwyciężyliśmy i awansowaliśmy do kolejnej rundy.

Przerwał pan tę passę zwycięstw Resoviaków nad łódzkimi drużynami, bo trzeba przyznać, że z ŁKS-em i Widzewem Resovii ostatnimi czasy wybitnie szło.

– Przyjechaliśmy po awans i dobrze, że udało nam się wykonać plan w regulaminowych 90 minutach, bez konieczności grania dogrywki. Już w sobotę mamy spotkanie z Puszczą i potrzebujemy energii na ten mecz, który w mojej opinii będzie bardzo wymagający.

Dokonał pan 5 zmian w wyjściowej jedenastce względem meczu ligowego. Nie ma co ukrywać, że postać Juliusza Letniowskiego jest bardzo ważna dla was i jego brak był widoczny. Szuka pan jakichś alternatyw dla niego?

– Chcieliśmy oszczędzić Julka bo wiemy, jak ważny jest to dla nas piłkarz. Tak samo Patryka Stępińskiego, który grał wszystko od początku ligi. Obaj dostali wolne w tym meczu a rano mieli trening, by utrzymać ich w reżimie treningowym.

Muszę zapytać o stałe fragmenty gry, bo wielu obserwatorów podkreśla, że macie nieskończoną ilość wariantów. Nawet w meczu z Resovią Nunes z odległości idealnej do strzału, zdecydował się dogrywać, czym zaskoczył wszystkich. Pan każe szukać piłkarzom takich nieszablonowych rozwiązań?

– Na ten element zawsze poświęcałem sporo czasu i tak samo jest teraz w Widzewie. Liczy się pomysł a potem konsekwentna praca na treningach. Stałe fragmenty gry to ważna część piłki, pomagają nie raz w wygrywaniu meczów.

Chyba każdy trener chce grać ofensywnie, dążyć do dominacji, ale panu w porównaniu do wielu to udaje się we wszystkich klubach.

– Nie zgodziłbym się, że każdy trener chce grać ofensywnie. Nie wszyscy chcą mieć piłkę i dominować rywala. Moim zdaniem każdy szkoleniowiec powinien być sobą i realizować swój własny pomysł na futbol. Moje nastawienie jest ofensywne i nie chcę go zmieniać. Uważam, że dzięki takiej grze zawodnik lepiej i szybciej się rozwija a gra musi też przecież sprawiać radość.

Myślę, że też problemem w takiej grze jest to, że kiedy trener chce, by jego zespół grał ofensywnie, a nie idą za tym wyniki, to tym samym często kończy się cierpliwość prezesa i zaczyna powoli grozić palcem. Wtedy zazwyczaj zaczyna się pragmatyzm i granie na 1:0, które pewnie w dalszej perspektywie do niczego nie prowadzi. Pan miewał takie kryzysowe myśli? Bo chociażby w Stali Rzeszów gdy drużynie przez jakiś czas nie szło, pan mimo wszystko zostawał przy swojej wizji.

Nie chcę zmieniać swojego nastawienia, tylko dlatego, że czasem coś nie ułoży się po mojej myśli. W meczach i tak są momenty w których trzeba pracować w obronie, to nieuniknione więc ten element też musi być szlifowany na treningach. Widzew jeszcze nie jest zespołem, który jest w stanie dominować każdego zawsze i wszędzie ale pracujemy tak, aby przede wszystkim mieć kontrolę nad meczem i aby nasza gra była powtarzalna.

To, że ma pan dobrą rękę do wychowywania zdolnej młodzieży, wiem nie od dziś, ale chciałem zapytać o to, jak takich młodych piłkarzy wprowadzać w Widzewie. Bo jednak jeśli chłopak debiutuje przed 18 tysiącami kibiców na stadionie, gdzie jednak jest na nim spora presja, to może mu to podciąć skrzydła, a tu proszę Guzdek, Karasek, Gołębiowski wchodzą jak gdyby nigdy nic i dają radę.

– Młodzi piłkarze są bardzo chłonni wiedzy, trochę jak gąbka. Poprzez pracę można wiele rzeczy wypracować. W naszej drużynie są zawodnicy, którzy mają zapał do pracy, chcą się poprawiać i stawać lepszymi. Są dopiero na początku drogi i jeszcze wiele pracy przed nimi. Ważne jest ich podejście i nasze wsparcie oraz wyznaczenie tzw. ścieżki rozwoju. Dzięki temu będą mogli dalej się rozwijać. Kluczem jest skupienie na pracy i zadaniach, które są do wykonania na meczu.

A jak buduje pan świadomość u zawodników? Chodzi mi o wzbudzenie w nich przydatności dla drużyny, odpowiedzialności za losy klubu itp. Ostatnio taki myślę dobry przykład, to postawa Jose Mourinho względem Nicoli Zalewskiego, kiedy to po śmierci taty trener Romy wpuścił go w trudnym momencie i pokazał, że bardzo na niego liczy w kontekście przyszłości.

– Ważne jest wsparcie, nie tylko w tak trudnych momentach jak u Nicoli. Świadomość budujemy poprzez konsekwentną pracę, uświadamianie po co coś robimy i w jakim celu. Jakie korzyści niesie za sobą systematyczna praca i dbanie o ciągły rozwój.

W Rzeszowie mówiono o panu, że często zamykał pan biuro, bo wychodził tak późno z pracy. Jak wygląda to teraz w Łodzi?

– Praca trenera to nie tylko godziny spędzone w gabinecie trenerskim. Jeśli chce się osiągać sukcesy potrzebna jest ciężka ale również mądra i efektywna praca. Przede wszystkim liczy się jakość tej pracy i pomysł na siebie, drużynę. W tym zawodzie nie obejdzie się bez pracy w domu, bez względu na godziny.

Co było najtrudniejsze w Widzewie dla pana po przyjściu do klubu?

– Przede wszystkim sytuacja kadrowa związana ze zmianami personalnymi jak również z kontuzjami części zawodników jeszcze z poprzedniego sezonu. Nawet dziś wspominaliśmy, jak byliśmy na zgrupowaniu w Woli Chorzelowskiej gdy zaledwie na dwa tygodnie przed ligą trenowaliśmy jeszcze w 14 zawodników. Nie można było zrobić nawet gry 11 na 11.

Wspomniał pan o problemach kadrowych na starcie, ale później przyszły transfery i Widzew zaczął się solidnie wzmacniać. Jak oceni pan ruchy poczynione na rynku?

– Łącznie 11 piłkarzy trafiło do Widzewa w letnim okienku. Uważam, że transfery można ocenić dopiero po dłuższym okresie, np. rundy. Trzeba pamiętać, że część zawodników dołączyła do nas tuż przed samą ligą, więc nie przeszli z nami pełnego okresu przygotowawczego. Na rzetelne oceny przyjdzie czas po zakończeniu rundy jesiennej.

Cała Łódź żyje piłką i to na pewno jest odczuwalne. Pan, gdy idzie na miasto, czuje rozpoznawalność? W Rzeszowie, czy Polkowicach był pewnie względny spokój, a tu słyszałem o jednej bardzo miłej sytuacji, która się przydarzyła panu na zakupach.

– Trener też człowiek, musi czasem robić zakupy (śmiech) (trener spotkał kibica, który powiedział do niego, że dziękuje za to, że może z uśmiechem przychodzić na stadion –  przyp. red). Nie ma mnie często na mieście i do tej pory niewiele widziałem w Łodzi. Widzew jest medialnym klubem i uważam, że każdy trener który był w Widzewie był osobą rozpoznawalną. Ja również spotykam się z tym w Łodzi.

Mówił pan, że dla pana osobistym celem jest bycie w ekstraklasie do czterdziestki. No to się raczej nie uda, ale gdyby to się stało z rocznym poślizgiem, to chyba nie będzie pan miał nic przeciwko.

– Kiedyś wyznaczyłem sobie taki cel ale… nie chcę narzucać sobie dodatkowej presji ale wierzę, że mogę to zrobić z Widzewem. Właściciel dał klubowi 2 lata na awans bo jesteśmy po dużych zmianach i uważam, że teraz potrzeba spokoju i stabilizacji. Skupiamy się na pracy, na tym, aby rozwijać zespół i wierzymy, że to przyniesie pożądane efekty.

Często w rankingach trenerów z największym potencjałem w naszym kraju, to pan znajduje się w czołówce. Daje to dodatkowego kopa do pracy, czy pan w ogóle nie zwraca uwagi na takie zestawienia?

– Dochodzą do mnie takie zestawienia, bardziej od strony znajomych, którzy wysyłają takie informacje. Jest to miłe, że ktoś docenia moją dotychczasową pracę. Jedyne co mogę zrobić, to dalej robić swoje.

Teraz przed wami starcie z Puszczą Niepołomice, która od początku sezonu zmaga się z problemami. W zeszłym sezonie jednak Widzew z nimi ani razu nie wygrał i nawet nie strzelił gola.  W czym upatruje pan największą słabość ekipy Tomasza Tułacza?

– Ja bym nie mówił tylko o słabościach. Znamy słabe i mocne punkty Puszczy ale przede wszystkim chcemy skupić się na sobie i na realizacji naszych zadań. Puszcza jest przeciwnikiem, który gra w określony sposób, dlatego musimy być szczególnie skoncentrowani i przede wszystkim konsekwentni w swoich działaniach aż do ostatniej minuty.

Rozmawiał Dominik Pasternak