Po trzech seriach gier w Ekstraklasie ostały się tylko cztery zespoły, które nie poniosły jeszcze porażki. W czwartej kolejce znów będzie się więc roiło od niezwykle ciekawych starć. Zobaczcie, co nas czeka w nadchodzący weekend!
Przełom lipca i sierpnia to specyficzny czas na ekstraklasowym podwórku, a to ze względu na udział polskich drużyn w eliminacjach europejskich pucharów i przysługującym im prawu do przekładania meczów w tym okresie. Ostatnio z tego przywileju skorzystała Jagiellonia. Najbliższa seria gier została natomiast okrojona aż o dwa spotkania – Piasta Gliwice z Lechem Poznań oraz Rakowa Częstochowa z Zagłębiem Lubin.
Korona Kielce – Radomiak Radom (piątek, godzina 18:00)
Osoby układające terminarz zadbały o to, by już na samym starcie kolejki emocje stały na bardzo wysokim poziomie. Kolejna odsłona „Świętej Wojny” zapowiada się bardzo elektryzująco. Odkąd oba kluby wróciły do krajowej elity, zmierzyły się ze sobą sześciokrotnie, tworząc świetne widowiska. Średnia goli na mecz w kielecko-radomskiej rywalizacji wynosi bowiem 3,26. Ponadto w dwóch ostatnich spotkaniach rozegranych na stadionie w Kielcach padały po cztery bramki. Ciężar gatunkowy piątkowej konfrontacji jest tym większy, że zmierzą się ze sobą 16. drużyna ligi z wiceliderem. Korona tydzień temu zanotowała swój najlepszy występ w sezonie, remisując na wyjeździe z Zagłębiem, ale i tak wiele jej brakowało do poziomu prezentowanego w rundzie wiosennej. Podopieczni Jacka Zielińskiego z pewnością będą bardzo zmotywowani, by odnieść pierwsze zwycięstwo w tej kampanii. Tym bardziej że triumf nad takim rywalem może być dla nich punktem zwrotnym. Do składu Scyzoryków wróci pauzujący za czerwoną kartkę Nono. Z kolei Radomiak notuje niemal wymarzony początek, mając na swoim koncie dorobek siedmiu punktów, dziewięciu strzelonych goli i trzech straconych. W niedzielę zawodnicy Joao Henriquesa po raz kolejny zagrali na bardzo dobrym poziomie, wygrywając 3:1 z Rakowem. Wszelkie okoliczności wskazują więc na to, że średnia bramek z ostatnich starć może zostać podtrzymana. Ze względu na zakaz wyjazdowy, na trybunach zabraknie kibiców gości
Górnik Zabrze – Bruk-Bet Termalica Nieciecza (piątek, godzina 20:30)
Atmosfera towarzysząca temu pojedynkowi będzie bardzo doniosła. Do Zabrza ze swoim zespołem przyjedzie Marcin Brosz, który trenował Górnika przez pięć sezonów. Poprowadził go w 197 meczach, wprowadzając zasłużony klub z powrotem do Ekstraklasy, by jako jej beniaminek wywalczyć prawo gry w eliminacjach europejskich pucharów. 52-letni szkoleniowiec może więc się spodziewać miłego przywitania, ale w trakcie gry wszelkie sentymenty pójdą na bok. Górnik w sobotniej rywalizacji z Lechem przegrał 1:2, pomimo co najmniej solidnej postawy, szczególnie w pierwszej połowie. Dla 14-krotnych Mistrzów Polski była to pierwsza strata punktów w bieżących rozgrywkach. Piłkarze prowadzeni przez Michala Gašparíka grają na tyle obiecująco, że zabrzańska publiczność ma prawo oczekiwać szybkiego powetowania sobie strat. Nie będzie o to jednak wcale tak łatwo, bo Bruk-Bet Termalica dała się poznać jako bardzo niewygodny rywal. Słonie do tej pory poniosły tylko jedną porażkę, a przed tygodniem potwierdziły swoją jakość, remisując przed własną publicznością z Pogonią. Beniaminek z Niecieczy do tej pory wykazał się elastycznością taktyczną. Chcący wrócić na zwycięską ścieżkę Górnik musi więc rozegrać bardzo dobre zawody.
Arka Gdynia – Pogoń Szczecin (sobota, godzina 17:30)
Z meczu na mecz beniaminek z Trójmiasta wygląda na coraz lepiej przygotowanego do rywalizacji w najlepszej polskiej lidze. Gdynianie wywieźli z Warszawy cenny remis. Przy wzmożonym naporze Legii w końcowej fazie potyczki świetnie bronili swojego pola karnego. Arkowcy po awansie stracili dopiero dwa gole. W wielu fazach gry prezentują nieprzeciętne umiejętności, ale im bliżej są bramki rywali, tym pozytywne wrażenie bardziej się zaciera. Dawid Szwarga nadziei na poprawę dyspozycji swoich graczy w ataku może upatrywać w tym, że na początku lipca, w trakcie okresu przygotowawczego, pokonali oni właśnie Pogoń 2:0. Ponadto Portowcy w każdej dotychczasowej kolejce tracili bramkę jako pierwsi, na co po remisie z Bruk-Betem mocno zwracał uwagę Robert Kolendowicz. Trener szczecinian podkreślał też, że Dumie Pomorza brakuje stabilizacji, rozumianej jako rozegranie dwóch bardzo dobrych połów. Granatowo-Bordowi już trzeci raz wystąpią na wyjeździe i poszukają pierwszego kompletu punktów poza własnym boiskiem. Naprzeciwko siebie staną więc dwie wygłodniałe triumfów drużyny z północy Polski.
Widzew Łódź – Wisła Płock (sobota, godzina 20:15)
Do Łodzi przyjedzie sensacyjny i samodzielny lider. Wisła Płock w imponującym stylu przywitała się z Ekstraklasą po dwóch latach nieobecności. Nafciarze po wiktoriach odniesionych z Koroną, Rakowem i Piastem mają komplet punktów, sześć zdobytych bramek i zaledwie jedną straconą. Płoczczanie lubią oddać futbolówkę przeciwnikom i karać ich szybkimi atakami. Ekipa Mariusza Misiury preferuje konstruowanie płynnych i szybkich akcji, prezentując przy tym godną pochwały kulturę gry. Podobny styl preferuje Widzew, który również już sześć razy cieszył się z goli. RTS nie stracił jeszcze bramki u siebie, a zdobył cztery. Trzy z nich przed tygodniem z GKS-em Katowice. Łodzianie potrafią pokazywać się z efektownej strony, ale można odnieść wrażenie, że nadal drzemią w nich rezerwy. Możemy liczyć na to, że w sobotni wieczór obejrzymy dynamiczne starcie, przepełnione ofensywnymi akcentami. Trzy lata temu, pod koniec sierpnia, w konfrontacji między tymi klubami 2:1 triumfowali gospodarze.
Jagiellonia Białystok – Cracovia Kraków (niedziela, godzina 17:30)
Zdaje się, że po sensacyjnej i wysokiej porażce z Bruk-Betem w Białymstoku nie ma już śladu. Po przegranej u siebie z beniaminkiem Duma Podlasia rozstrzygnęła na swoją korzyść dwa kolejne spotkania w okolicznościach, które dodały jej wiatru w żagle. Podopieczni Adriana Siemieńca najpierw pokonali na wyjeździe Novi Pazar 2:1 po golu w doliczonym czasie gry, a wyczyn powtórzyli trzy dni później, przed własną publicznością ogrywając Widzew 3:2 (do 90. minuty przegrywali 1:2). Po zeszłotygodniowej pauzie w lidze przyszedł czas na wyjazdowe starcie z Silkeborgiem, wygrane przez Jagę 1:0. Białostoczanie zagrali pewnie i dojrzale. Po ich ostatnich meczach widać, że Jagiellonia stopniowo wraca na swoje najwyższe obroty. Dobrym sprawdzianem dla jej aktualnej dyspozycji będzie pojedynek z Cracovią, która w weekend straciła pierwsze punkty. Pasy na swoim terenie musiały dwa razy odrabiać straty z Lechią. Luka Elsner może być zadowolony z reakcji swoich zawodników, ale ten rezultat to jasny sygnał, że krakowianie mają jeszcze sporo elementów do poprawy, a w szczególności grę w ataku pozycyjnym. Fatalną informacją dla klubu z ulicy Kałuży jest kontuzja Ajdina Hasica, który z jej powodu będzie pauzował około dwa miesiące. Niemal równo rok temu Cracovia zwyciężyła w stolicy województwa podlaskiego 4:2.
Legia Warszawa – GKS Katowice (niedziela, godzina 20:15)
Czwartkowa porażka 1:4 z AEK Larnaka jest pierwszą poważną rysą na wizerunku drużyny prowadzonej przez Edwarda Iordanescu. Na Cyprze stołeczny zespół do przerwy remisował 1:1, ale w drugiej połowie posypał się w niewytłumaczalny sposób. Ostatnie dni nie są szczególnie udane dla legionistów. W niedzielę bezbramkowo zremisowali z Arką, pomimo naporu w końcówce, a teraz mają przed sobą bardzo trudne zadanie, polegające na odrobieniu trzybramkowej straty. W międzyczasie ekipa ze stolicy musi jednak wystąpić na krajowym podwórku. Z jednej strony Legia nie może sobie pozwolić na kolejną stratę punktów przy ulicy Łazienkowskiej, ale nie da się uniknąć myśli o rewanżu z cypryjskim rywalem. W tym tkwi nadzieja GieKSy, która z Widzewem nie zaprezentowała się aż tak źle, ale jej obecna dyspozycja nie pozwala myśleć o czymś więcej niż walka o utrzymanie. Największym problemem dla trenera Rafała Góraka jest nieskuteczność katowiczan. Zespół z Górnego Śląska musi zacząć kreować sobie więcej sytuacji i je wykorzystywać, żeby wrócić na właściwe tory. W zeszłym sezonie w Warszawie GKS musiał uznać wyższość Legii (4:1).
Lechia Gdańsk – Motor Lublin (poniedziałek, godzina 19:00)
Spotkania z udziałem gdańszczan tego lata są gwarancją emocji i braku nudy od pierwszej do 90. minuty. W potyczkach z udziałem Lechii pada średnio 4,66 goli! Klub z Trójmiasta przegrał 1:2 z Górnikim i 3:4 z Lechem, a w niedzielę zremisował 2:2 z Cracovią, dwukrotnie wychodząc na prowadzenie. W grze drużyny Johna Carvera widać dużą jakość, ale jak powszechnie wiadomo – punktów nie przyznaje się za wrażenia artystyczne. Lechistom wciąż brakuje czterech oczek, by wyjść w tabeli „na zero”. Wobec tego każdy kolejny mecz bez wiktorii będzie wywoływał w biało-zielonych szeregach szczególną nerwowość. O upragnione zwycięstwo być może zadba Tomas Bobcek, który jest w świetnej formie, o czym świadczą cztery strzelone gole w dwóch ostatnich kolejkach. Na Polsat Plus Arenie zagości Motor Lublin, który przed rokiem wygrał w Gdańsku 2:0. Duma Koziego Grodu tydzień temu pauzowała, więc do Trójmiasta przyjedzie jeszcze bardziej żądna odbicia sobie porażki 1:4 w Szczecinie. Lublinianie po szybko zdobytej bramce nie dotrzymali kroku Portowcom. Wobec tego, że wystąpili w tym sezonie tylko dwa razy, trudno jest ocenić ich realną siłę. Wiemy natomiast, że wiele spotkań Motoru w minionej kampanii było prawdziwą piłkarską ucztą.
Fot. Arewicz / Wikimedia commons
Igor Dziedzic