Każdy, kto nazywa siebie kibicem Warty Poznań, może z całym przekonaniem powiedzieć, że jest osobą cierpliwą. Sympatycy Zielonych czekali bowiem 2311 dni na kolejny mecz swoich ulubieńców w słynnym poznańskim „Ogródku”. Warta po ponad sześciu latach wróciła do swojego domu.
Kibice Warciarzy szczelnie wypełnili zmodernizowane trybuny na stadionie przy Drodze Dębińskiej, choć właściwie należałoby tutaj użyć określenia: „trybunę”. Aby kameralny stadion na poznańskiej Wildzie spełniał wymogi licencyjne, władze klubu postawiły bowiem jedną kontenerową trybunę oraz sektor gości. Skromna pojemność obiektu nie przeszkodziła jednak w stworzeniu atmosfery doniosłego piłkarskiego święta, na co złożyło się kilka czynników. W niedzielne popołudnie mierzyły się bowiem ze sobą dwie uznane marki na piłkarskiej mapie Polski, którym jest obecnie bardzo daleko do swoich złotych lat. W przypadku Warty rozumianych jako dwa Mistrzostwa Polski, a Zagłębia Sosnowiec – cztery Puchary Polski. Nie dość, że obu klubom przyszło rywalizować na trzecim poziomie rozgrywkowym, to na początku sezonu radzą one sobie bardzo przeciętnie. Do tego spotkania gospodarze przystępowali jako przedostatnia drużyna ligi z dorobkiem czterech punktów po sześciu meczach i bez zwycięstwa. Natomiast Zagłębie dzierżyło miano 14. drużyny i najgorszej defensywy z sześcioma oczkami na koncie.
Ich miejsce jest w Ekstraklasie
Odstawiając na bok aspekty czysto sportowe, w powietrzu była wyczuwalna radość kibiców, że długie wyczekiwanie naznaczone wielką emocjonalną sinusoidą wreszcie dobiegło końca. Wyraz temu dawali, żywiołowo dopingując swój zespół przez pełne 90 minut, o co zadbała zorganizowana grupa. W „Ogródku” tego dnia pojawili się nie tylko lokalni politycy, ale przede wszystkim ważne dla Warty postacie, jak na przykład: trener Piotr Tworek, który wprowadził ją do Ekstraklasy, bramkarz Jędrzej Grobelny czy też niedawny kapitan zespołu – Jakub Kiełb, który w zielonych barwach spędził niemal dziewięć lat. W dodatku pośród kibiców zasiedli prezes Artur Meissner czy też właściciel klubu – Bartłomiej Farjaszewski. Ten drugi na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego wygłosił przemówienie, które można uznać za symboliczny początek nowej ery w historii Dumy Wildy, stojącej pod znakiem powrotu do domu: „Celem Warty jest powrót do Ekstraklasy. Do tego musi być i organizacja, i infrastruktura. Niezależnie czy to nastąpi za pięć, siedem, 10 czy ileś lat, na pewno tam wrócimy, bo to jest miejsce Warty” – skwitował, podkreślając też ogromny wkład wszystkich pracowników klubu i zapowiadając powstanie boisk dla akademii.
Coraz większa dojrzałość
Oczywiście przy Drodze Dębińskiej zdają sobie sprawę, że do powrotu do elity jeszcze bardzo długa droga, która wymaga kompleksowego i stopniowego rozwoju. Po ostatnich burzliwych sezonach Warta jak mało kto potrzebuje stabilizacji. Pierwszym krokiem był powrót do Poznania, drugim – dobre wyniki sportowe, które w pierwszej kolejności mają zapewnić spokojny ligowy byt. Wobec tego konfrontacja z Zagłębiem nabrała jeszcze większej wagi. Spotkanie od samego początku chcieli podporządkować sobie przyjezdni. W pierwszych siedmiu minutach obok słupka uderzył Kacper Skóra, a następnie piłkę po strzale Denissa Rakelsa zbił Leo Przybylak. Warciarze jednak sprawnie zareagowali i szybko przejęli inicjatywę, wykazując się coraz większą dojrzałością. Zadowolenia z postawy swoich podopiecznych podczas pomeczowej konferencji prasowej nie krył trener Maciej Tokarczyk: „Zacznę od pierwszych 30 minut, bo uważam, że to były kapitalne momenty w naszym wykonaniu. Totalna dominacja, dużo zebranych drugich piłek. To nam dało płynność w grze i dzięki temu mogliśmy stworzyć bardzo wiele sytuacji bramkowych. Później mecz się wyrównał i często były momenty cios za cios. Drugi raz w tym sezonie decydującą bramkę o punktach zdobywamy w końcówce meczu. To też pokazuje, że ten mental coraz bardziej rośnie w tej drużynie. Myślę, że dzisiaj był on decydujący”.
Zieloni faktycznie przez pierwsze pół godziny gry często stwarzali zagrożenie na połowie rywali. Było to między innymi zasługą szalejącego na prawym wahadle Kacpra Rycherta czy też biegających za plecami Michała Smoczyńskiego – Filipa Walusia i Kacpra Szymanka. W poczynaniach poznaniaków mocno szwankowała jednak skuteczność. Swoje sytuacje zmarnował każdy ze wspomnianej czwórki. Młodym zawodnikom brakowało przede wszystkim zimnej krwi i ogłady w kluczowych momentach. Groźne uderzenie oddał też z rzutu wolnego Dmytro Avdieiev, ale piłkę nad bramkę przeniósł Mateusz Kabała. Najgroźniejszą odpowiedzią drużyny z Zagłębia Dąbrowskiego był kolejny strzał Skóry, tym razem w słupek.

Coś więcej niż mecz
W końcówce pierwszej połowy tempo gry nieco przygasło, a po przerwie również Zieloni, którzy długimi fragmentami mieli problemy z przeniesieniem ciężaru gry na połowę gości na dłuższy okres. Gospodarzy przed stratą gola najpierw uratowało nieznacznie niecelne uderzenie głową Bartosza Chęcińskiego po rzucie rożnym, a w samej końcówce dwie znakomite interwencje Przybylaka. Przed drugą z nich Duma Wildy przerwała impas w kreowaniu sytuacji strzeleckich. W tym miejscu należy pochwalić Macieja Tokarczyka. Młody trener dokonał zmian, dzięki którym jego drużyna złapała powietrze, ale przede wszystkim strzeliła zwycięskiego gola, właśnie za sprawą zmienników. W 89. minucie zakontraktowany kilka dni temu Sebastian Steblecki przytomnie podał do Marcela Zylli, a ten znakomitym prostopadłym podaniem uruchomił Mateusza Stanka, który w sytuacji sam na sam przełamał ręce Kabały. Kibice wybuchli wielką radością, jednocześnie wyrzucając z siebie ciężar tęsknoty za „Ogródkiem”.
„Dzisiaj, gdy przyszedłem i zobaczyłem, ilu ludzi w klubie jest zaangażowanych w ten mecz, jaki mają duży entuzjazm i jak bardzo im zależy, to jeszcze bardziej zrozumiałem, że Warta Poznań jest dla wielu ludzi ważna. To też mnie osobiście w pewnym stopniu nakręciło na to spotkanie. Więc to jest bardzo ważne, żeby tworzyć takie wartościowe środowisko ludzi. Myślę, że tutaj takie jest. Było to widać w trakcie spotkania, bo kibice w każdym momencie nas dopingują. Bardzo im dziękuję, bo ich wsparcie jest dla nas kluczowe” – powiedział szkoleniowiec Warciarzy, potwierdzając, że nie był to mecz, jak każdy inny.
Zanim przytoczone wcześniej słowa wypowiedział Bartłomiej Farjaszewski, kibiców przywitał poznański dziennikarz i dawny spiker Warty, Grzegorz Hałasik. Swoją przemowę skwitował życzeniem, „żeby Warta zawsze mogła grać w swoim domu w Poznaniu”. Niedzielny mecz i powrót na Drogę Dębińską po sześciu latach z całą stanowczością udowodnił, że miejsce Warty jest w Poznaniu i już na zawsze powinno tam pozostać.
Igor Dziedzic