Prawie 2 tysiące osób zaangażowało się w zbiórkę uruchomioną przez Wartę Poznań. Zbiórkę na zakup nowej trybuny, która podniesie pojemność kameralnego stadionu przy Drodze Dębińskiej o prawie połowę i zbliży do osiągnięcia wymogów pierwszoligowych. Sam fakt zebrania odpowiedniej kwoty jest imponujący, ale jest coś, na co można patrzeć z jeszcze większym podziwem – zaangażowanie tylu osób, które ten wciąż lokalny klub chcą budować.
Lata gry w Grodzisku Wielkopolskim sprawiały, że Warcie czegoś brakowało. To wciąż był klub, który sprawiał, że w żyłach miasta płynęła nie tylko niebieska, ale i zielona krew – pomimo znacznej przewagi sportowej Lecha, na mieście dało się spotkać wielu Warciarzy, osób które pamiętały stare, dobre czasy czy po prostu tych, którym leżało na sercu dobro poznańskiego sportu. Oczywiście, w końcu klub przeżył swoje najlepsze lata w XXI wieku – 4 sezony Ekstraklasie, w tym najwyższe od czasu mistrzostwa Polski w 1947 roku 5. miejsce w tabeli. Nie dało się jednak nie odnieść wrażenia, że klub mógłby tylko zyskać na powrocie do Poznania.
Ten miał nastąpić w sezonie 2024/25 – Warta zgłosiła jako swój stadion domowy Stadion Miejski w Poznaniu, używany przecież w ten sam sposób przez Lech Poznań. Dlaczego tak się nie stało? Koszty użytkowania obiektu były do zaakceptowania przez Zielonych w przypadku utrzymania się w PKO BP Ekstraklasie. Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek wydawało się, że nie ma powodów do obaw – 5 punktów przewagi nad strefą spadkową i goniącą Koroną, która musiała wygrać nie tylko ze zdegradowanym już Ruchem Chorzów, ale też właśnie w Poznaniu z Kolejorzem. W spotkaniu z najbardziej absurdalnym dopingiem w historii Ekstraklasy, przy akompaniamencie Krzysztofa Krawczyka, „Małolatek au” czy Explosion wydarzył się cud. Ale nie dla Warty. Dwie bramki Jauhienija Szykauki, fatalna gra Lecha i utrzymanie Scyzoryków… To było jak – nomen omen – scyzoryk w sercu kibiców Dumy Wildy, którzy musieli pogodzić się ze spadkiem swojej drużyny.
Powrót do macierzy
Spadek do Betclic 1 Ligi spowodował zmianę planów. Wynajem ENEA Stadionu był zbyt kosztowny, Warta kolejny rok grała więc na obiekcie Dyskobolii. Powiedzieć, że to nie był udany sportowo rok, to jak nic nie powiedzieć. 24 punkty zdobyte w 34 spotkaniach na zapleczu Ekstraklasy, drugi spadek z rzędu i… Nowe możliwości. To paradoks, ale tak słaby piłkarsko sezon i rozpoczęcie obecnego na trzecim poziomie rozgrywkowym sprawiły, że Warta mogła przebudować się organizacyjnie. Od razu było jasne, że rozpoczęcie rywalizacji w Betclic 2 Lidze na oddalonym od Poznania o ponad 50km stadionie nie wchodzi w rachubę. Taka operacja nie tylko byłaby za droga, ale też z klubu płynął jasny komunikat – czas wrócić do siebie.
Do tego potrzeba było jednak nie tylko zaangażowania ze strony włodarzy, ale i kibiców. W czerwcu tego roku w dość specyficzny sposób Warta Poznań obchodziła swoje 113. urodziny. Najpierw wystartowała zbiórka materiałów potrzebnych do przeprowadzenia prac odświeżających stadion przy Drodze Dębińskiej 12, gdzie zbierano m.in. farby, pędzle, miotły czy nawet sekatory. 15 czerwca – czyli w dzień urodzin – Warta zorganizowała „Domówkę w Ogródku”, czyli… Wspólne porządki na stadionie. Sympatycy Zielonych, wraz z m.in. bramkarzem Leo Przybylakiem zajęli się choćby wyrywaniem chwastów, malowaniem czy drobnymi naprawami. Zaangażowanie społeczności zebranej wokół klubu przyniosło wydatny efekt – pod koniec sierpnia nadszedł długo wyczekiwany komunikat – Warta wraca do Poznania!

Prezes Warty, Artur Meissner, mógł w poniedziałek opowiedzieć nie tylko o tym co już udało się osiągnąć, ale też i o planach na przyszłe rozbudowy.
Twierdza Ogródek
Pierwszy mecz od kilku lat w swoim prawdziwym domu Duma Wildy zagrała 7 września 2025 roku. Stało się to dopiero w 7. kolejce – pierwsze 6 spotkań Warta rozegrała na wyjeździe, z których zresztą przywiozła tylko 4 punkty. Jednak to właśnie wtedy zobaczyliśmy ile znaczy nie tylko dla drużyny powrót do Poznania, ale i dla całej społeczności. Zagłębie Sosnowiec poległo na odnowionym wspólnymi siłami Ogródku, a każde miejsce na trybunach było zajęte i sprzedane na długo przed meczem. Taka sama sytuacja powtórzyła się dwa tygodnie później, gdy do Poznania przyjechał Sokół Kleczew. I praktycznie za każdym kolejnym razem, kiedy to drużyna Macieja Tokarczyka grała przed własną publicznością. Z każdym kolejnym soldoutem przychodziła kolejna wygrana. Ta seria skończyła się pod koniec rundy, gdy w przedostatnim meczu Warta uległa liderującej Unii Skierniewice, jednak z 8 wygranymi w 9 spotkaniach Zieloni okazali się być najlepiej spisującą się w domu drużyną 2 Ligi, a każde z 722 krzesełek było przy tym wypełnione co do jednego.
Jeśli za każdym razem wyprzedajesz wszystkie miejsca, a chętnych na nie jest więcej, to znak, że należy pomyśleć o ich zwiększeniu. Taki znak dobrze odczytali włodarze klubu. 31 października, w dniu wygranego spotkania z KKSem Kalisz, Warta rozpoczęła kolejną zbiórkę. Jej przedmiotem była Zielona Trybuna, która miała zwiększyć pojemność stadionu prawie dwukrotnie i podwoić liczbę miejsc dostępnych dla gospodarzy. Cel? 350 tysięcy złotych. Mobilizacja? Unikalna na skalę kraju. Ponad 1700 kibiców i firm z całej Polski zaangażowało się w akcję, zbierając 2/3 potrzebnej kwoty. Wpłaty pieniężne online to jedno, kiermasze ze strojami i pamiątkami, z których zysk przekazywany był na budowę trybuny to drugie, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje też gest jednego z kibiców Warty, ś.p. pana Pawła, którego ostatnim życzeniem była organizacja zbiórki wśród żałobników na jego własnym pogrzebie. Ostatecznie brakującą część pieniędzy przekazał nowy sponsor klubu, Mikstol, którego logo pojawi się na koszulce meczowej zawodników.
Krok do przodu – pierwszy, ale nie ostatni
Łączna kwota zebrana przez Wartę przewyższyła oczekiwania i pozwoliła na zamówienie większej trybuny, posiadającej 856 miejsc zamiast wcześniej planowanych 736. To pozwoli zwiększyć łączną pojemność stadionu do około 1750 osób. Liczba ta zdecydowanie zbliży Ogródek do spełnienia wymogów licencyjnych do gry w Betclic 1 Lidze, do której zespół ma szansę awansować. – Jeśli ktoś myśli o awansie, to brakuje nam 250 miejsc, w tym miejsc pod dachem, więc jeśli będziemy musieli miejsca uzupełniać, to właśnie takie – mówił prezes Warty, Artur Meissner. Wspomniał on też o innych wymaganiach poza liczbą miejsc i podgrzewaną murawą, które stadion musi spełniać do dopuszczenia w wyższej klasie rozgrywkowej. – To są dwie najważniejsze rzeczy, pewnie trzeba będzie wygospodarować dodatkowe pomieszczenia, ale w naszym wypadku będzie to rozwiązanie kontenerowe, do tego pomieszczenie przeznaczone na bar. Jesteśmy też w rozmowach z policją dotyczących sektora gości, bo do niego przyjeżdżałby troszeczkę inny kaliber ekip.
A co to oznacza dla kibiców Warty? Na pewno zwiększa to szansę na zakup biletu jeszcze w dniu meczowym, choć wcale nie jest powiedziane, że znów nie będziemy widzieć przy Drodze Dębińskiej soldoutów. W końcu miejsc dla gospodarzy po dostawieniu nowej trybuny będzie około 1,5 tysiąca, czyli jakieś 200 mniej niż osób, które wpłaciły na zbiórkę na nią. I o ile nie można tego porównywać jeden do jednego, to pozwala to w pewien sposób przewidzieć, że zainteresowanie będzie się tylko zwiększać. Najlepiej oddaje to zdanie wypowiedziane przez prezesa Meissnera, które śmiało mogłoby być mottem każdego klubu – Naszym celem jest to, by trybuny cały czas żyły i były pełne.
Patryk Chyła