W oczekiwaniu na pierwszy gwizdek, czyli Top 5 meczów otwarcia mistrzostw Europy

Share on facebook
Share on twitter
ac635ce331341cbebe148436e92dafa4

Mówiąc o najsłynniejszych meczach na turniejach, często skupiamy się na emocjonujących ćwierćfinałach lub półfinałach, obfitujących nierzadko w serie rzutów karnych oraz oczywiście na meczu zwieńczającym całą imprezę, czyli wielkim finale, który rozkładany jest jeszcze tygodnie po zakończeniu czempionatu na czynniki pierwsze. W tym zgiełku łatwo pominąć spotkania otwierające, od których zaczyna się droga drużyn na turnieju. Czasami są to wręcz mecze symboliczne, ikoniczne, stanowiące podwaliny pod przyszły sukces reprezentacji na Mistrzostwach Europy. W końcu, zacząć też wypada dobrze, prawda?

Już dzisiaj, 11 czerwca 2021r. po dodatkowych 365 dniach czekania, na murawę Stadio Olimpico w Rzymie wybiegną reprezentanci Turcji i Włoch, którzy otworzą wielkie piłkarskie święto na całym Starym Kontynencie. Wszyscy czekaliśmy na ten moment od miesięcy, śledząc poczynania zawodników podczas tego pandemicznego sezonu. Jak ważny jest inauguracyjny mecz na turnieju rangi Mistrzostw Europy, nie każdy wie. W małym zestawieniu poniżej przedstawię 5 starć, które zostały kibicom w pamięci, czasem naznaczając również drogę poszczególnych reprezentacji w dalszej części czempionatu.

FRANCJA 1:0 DANIA – EURO 1984

Początek drogi gospodarzy siódmych Mistrzostw Europy wcale nie był usłany różami, ponieważ na pierwszy ogień Les Bleus natknęli się na Duńczyków. Nie piszemy o tym meczu przypadkowo. Trójkolorowym w tym spotkaniu szło mówiąc lekko pod górkę, ale wtedy po raz pierwszy dał o sobie znać Michel Platini, który w 78. minucie dał podopiecznym Michela Hidalgo skromne prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. Późniejszy szef europejskiej federacji piłkarskiej na tym turnieju błyszczał najjaśniej, jego wyczyn 9 zdobytych goli na jednych ME do tej pory pozostaje niepobity. A o tym, jak niesamowite było to osiągniecie, świadczy fakt, że zawodnicy w kolejnych imprezach dobijali zaledwie do dziewiątki, ale odwróconej do góry nogami (Patrick Kluivert  i Savo Milosevic w 2000r. i Antoine Griezmann w 2016r.).

Platini na francuskich boiskach czarował, w kolejnych dwóch meczach grupowych z Belgią (5:0) i Jugosławią (3:2) ustrzelił po hat-tricku. Otwierające spotkanie z Danią było dla niego symbolicznym początkiem kanonady, „mitem założycielskim” geniuszu Michela Platiniego na francuskim EURO. A jak już się rozpędził, to wprowadził Francuzów do bram samego finału (w którym otworzył wynik), po drodze gasząc nadzieje Portugalczyków w 119. minucie dogrywki półfinałowego starcia (3:2). Piękna historia okraszona pierwszym w historii tytułem Mistrzów Europy dla Francji, i to zdobytym na własnej ziemi. A wszystko zaczęło się od nieco przypadkowego strzału Platiniego przeciwko Duńczykom, który po drodze odbił się jeszcze od obrońcy…

ANGLIA 1:1 SZWAJCARIA – EURO 1996

Kolejna ckliwa historia w klimatach Francji ’84. Znów gospodarze, choć tym razem turniej rozgrywany był na Wyspach Brytyjskich. To właśnie wtedy powstała piosenka, która w późniejszych latach przerodziła się w nieoficjalny hymn reprezentacji Anglii, czyli słynne Football’s Coming Home grupy Baddiel, Skinner & Lightning Seeds. Ależ to była ekipa Synów Albionu: w bramce cuda wyczyniał David Seaman, w pomocy szalał Paul Gascoigne, a w ataku prawdziwy postrach w szeregach rywali siał Alan Shearer. I to właśnie on otworzył swoim golem angielskie mistrzostwa jeszcze przed upływem pół godziny.

Znowu pojawia się analogia do wspomnianego Platiniego, Shearer bowiem z 5 golami został królem strzelców imprezy, mecz ten był więc dla niego początkiem strzeleckiej ścieżki, tak jak dla Francuza. Niestety, gospodarzom nie udało się utrzymać prowadzenia, bowiem Szwajcarzy wyrównali w samej końcówce. Dalsze losy Anglików świetnie pamiętamy. Wyjście z 1. miejsca z grupy A, pokonanie Hiszpanów w rzutach karnych w ćwierćfinale, no i ta przeklęta „jedenastka” Garetha Southgate’a w półfinale z Niemcami. Obecny szkoleniowiec reprezentacji Anglii później skupiał na sobie całą uwagę mediów i był na okładce każdej krajowej gazety. Ta historia chwyta za serce, było przecież tak blisko triumfu na swoim terenie… A wszystko to zaczęło się od niewinnego remisu ze Szwajcarią.

PORTUGALIA 1:2 GRECJA – EURO 2004

Jakby mało było romantycznych historii, to tym razem przenosimy się do Portugalii, która w 2004r. była świadkiem najbardziej pokręconego i szalonego turnieju o Mistrzostwo Europy jaki tylko może wymyślić sobie kibic. Już w pierwszym meczu  na Estadio do Dragao Portugalczycy zaliczyli wpadkę przeciwko Grekom. Jak się okazało, późniejszym mistrzom Starego Kontynentu. Dla drużyny prowadzonej przez Otto Rehhagela było to pierwsze zwycięstwo w historii rangi turnieju mistrzowskiego (wcześniej pojawili się także na EURO 1980 i Mundialu 1994). Na bramki Karagounisa i Basinasa odpowiedział w doliczonym czasie gry wtedy zaledwie 19-letni Cristiano Ronaldo, dla którego było to premierowe trafienie w narodowych barwach.

Tyle kontekstów wokół tego szalonego meczu otwarcia, a zapomnieliśmy o najważniejszym. Obydwie ekipy turniej otworzyły, a także go zamknęły. To nie żart. Portugalczycy spotkali się z Grekami w wielkim finale, a zawodnikom Hellady do osiągnięcia triumfu wystarczył gol z 57. minuty Charisteasa. Na tym przykładzie znakomicie widzimy, jak mecz otwarcia w nieprawdopodobny sposób stał się także finałem. Czy ktoś był w stanie to przewidzieć? To są właśnie te niezapomniane piłkarskie emocje. Nigdy nie wiadomo, co tym razem wyciągniemy z pudełka czekoladek…

POLSKA 1:1 GRECJA – EURO 2012

Nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu meczu otwierającego polsko-ukraińskie mistrzostwa Europy w 2012r. Ale nie tylko ze względów patriotycznych i sentymentalnych ten podniosły moment inauguracji EURO w kraju nad Wisłą zagościł na tej liście. Spotkanie z Grekami obfitowało przecież w niesamowity ładunek emocjonalny, przeszliśmy drogę z nieba do piekła i ostatecznie podzieliliśmy się punktami z triumfatorami europejskiego czempionatu sprzed 8 lat.

Wszyscy pamiętamy płomienny komentarz Tomasza Zimocha, gdy w 17. minucie wynik meczu na Stadionie Narodowym otworzył po podaniu Błaszczykowskiego Robert Lewandowski. Kiedy jeszcze przed przerwą, z drugą żółtą kartką z boiska wyleciał Sokratis Papastathopulos, byliśmy pewni, że złapaliśmy Pana Boga za nogi. Rzeczywistość okazała się brutalna, bo już w 51. minucie wyrównał Dimitrios Salpingidis.

To nie był koniec kłopotów, po naszej stronie czerwoną kartką ukarany został Wojciech Szczęsny i wtedy na boisku zagościł bohater, który obronił rzut karny wykonywany przez Karagounisa. Przemysław Tytoń momentalnie zagościł na ustach wszystkich kibiców, przypisujących ten remis właśnie jego wyczynowi w bramce.

Co stało się później, każdy wie. Wymęczony remis z Rosją i porażka z Czechami dopełniły pełnego obrazu marazmu naszej reprezentacji z tamtych lat. Pomimo wielkiego ładunku emocjonalnego idącego za tym meczem otwarcia, dzisiaj nie chcielibyśmy, by te czasy znowu powróciły.

FRANCJA 2:1 RUMUNIA – EURO 2016

Na koniec historia najnowsza, ale też zawierająca w sobie piękny los drużyny, która doszła aż do finału turnieju. Ależ to był emocjonujący mecz otwarcia, Francuzi i Rumuni dali popis, a w meczu ujrzeliśmy aż 3 gole, co jak na standardy inauguracyjnych spotkań jest rarytasem. Wynik otworzył dopiero w drugiej części gry Olivier Giroud, który wykorzystał błąd bramkarza rywali i skierował głową piłkę do siatki. Podopieczni trenera Anghela Iordanescu nie oddawali pola i w 65. minucie dostali szansę na wyrównanie z rzutu karnego. Bogdan Stancu w takich sytuacjach nie zwykł się mylić. Francuzi napierali, ale nic z tego nie wynikało. W końcu oczekiwania i nadzieje kibiców musiał wziąć na swoje barki Dimitri Payet, który w 89. minucie kapitalnym uderzeniem z 20 metrów skierował piłkę w samo okienko bramki Rumunów. Był to prime time Payeta, który popisywał się wtedy podobnymi uderzeniami w barwach West Hamu United.

Jak doskonale wiemy, Francuzi w tamtym turnieju mieli szansę na zdobycie drugiego trofeum na swoim terenie, ale przeszkodzili im w tym Portugalczycy, a konkretnie Eder, który w 109. minucie zasmucił całą Francję i atomowym uderzeniem z dystansu zapewnił podopiecznym Fernando Santosa ostateczny triumf.

Czy tym razem mecz otwarcia także będzie miał przełożenie na późniejsze losy ekipy Włochów lub Turków na turnieju? Liczymy na wielkie emocję, które wynagrodzą nam dodatkowy rok oczekiwania na EURO 2020.

Mateusz Włosek