W Niemczech (prawie) bez zmian

Share on facebook
Share on twitter
(201108) -- LEIPZIG, Nov. 8, 2020 (Xinhua) -- Ibrahima Konate (2nd R) of Leipzig celebrates his scoring with teammates during a German Bundesliga match between RB Leipzig and SC Freiburg in Leipzig, Germany, Nov. 7, 2020. (Photo by Kevin Voigt/Xinhua)

07.11.2020 Lipsk
Pilka nozna 
Liga Niemiecka
RB Lipsk - SC Freiburg
FOTO Xinhua / PressFocus

POLAND ONLY!!

Podczas gdy w pozostałych ligach Top 5 w czołówce tabeli znajdziemy tak dość niespodziewane nazwy drużyn jak Southampton, Sassuolo czy Real Sociedad, tak w Niemczech zapanował tzw. ordnung czyli porządek. Na szczycie Bayern, za jego plecami RB Lipsk i Borussia Dortmund. Blisko czołówki też uczestnicy europejskich pucharów jak Borussia Mönchengladbach czy Bayer Leverkusen. Jedynym wyjątkiem od normy jest Union Berlin, który wyrósł na rewelację rozgrywek.

Liderem Bundesligi jest Bayern Monachium, który po zwycięstwie w ”Der Klassiker” nad Borussią Dortmund 3:2 jest na dobrej drodze do zdobycia dziewiątego mistrzowskiego tytułu z rzędu. Choć bawarczycy zanotowali wpadkę w starciu z Hoffenheim (1:4), to w innych potyczkach nie dali swoim rywalom żadnych szans. 27 goli zdobytych w 7 meczach, w tym 11 autorstwa Roberta Lewandowskiego, który celuje w rekord zdobytych bramek w jednym sezonie przez Gerda Muellera. Drużyna Hansiego Flicka nie zatrzymuje się w ofensywie – jest Mueller, Gnabry, Sane, Coman. Każdy stanowi zagrożenie pod bramką rywali. Bawarczycy nie tylko w tym sezonie celują w obronę mistrzowskiej patery, ale i w obronę Ligi Mistrzów czy zdobycie klubowego mistrzostwa świata. Problem w tym, że na kilka miesięcy wypadnie z gry nieodzowny element układanki Flicka czyli Joshua Kimmich, który kreował grę w środku pola. Bez tak klasowego piłkarza Bayernowi na pewno będzie grało się trudniej, aczkolwiek ciężko sobie wyobrazić, żeby w lidze ktoś miałby ich prześcignąć.

Jeśli ktoś ma najpoważniej zagrozić zespołowi z Monachium to RB Lipsk. ”Byki” pod batutą Juliana Nagelsmanna tracą tylko dwa punkty do monachijczyków, zdobyli 15 bramek, stracili tylko 4 (najmniej w Bundeslidze). Nie ma Timo Wernera, więc zespół z Lipska stracił na eksplozywności w ofensywie, ale nadal jest to drużyna, która swoim ofensywnym stylem gry potrafi zdominować rywala. Co ciekawe najlepszym strzelcem ”Byków” w Bundeslidze jest…Angelino. Hiszpan, który szaleje na lewym wahadle zdobył 3 bramki, a łącznie we wszystkich rozgrywkach – 5. Choć RB Lipsk cierpi na brak klasowej ”9” to na razie odpowiedzialność za strzelanie goli jest rozłożona na wielu zawodników.

Tak jak w Polsce Lech Poznań nie może poskromić wielkiego rywala, Legii Warszawa, tak podobny problem w Niemczech ma Borussia Dortmund z Bayernem. BVB ma paczkę imponujących młodych grajków jak Sancho, Haaland, Bellingham czy Reyna. Mimo to nadal zdolna młodzież nie potrafi ukąsić największego rywala. Powoli kończy się cierpliwość działaczy z Dortmundu do Luciena Favre’a, który może i osiąga dobre wyniki ze swoim zespołem, ale nie daje nadziei na to, że ta drużyna może powalczyć o mistrzowską paterę z Bayernem.

Największą rewelacją dotychczasowej części sezonu jest bez dwóch zdań Union Berlin. Wydawało się, że drużyna Ursa Fischera będzie miała problemy jako ”drugoroczniak”. Odeszli tak kluczowi zawodnicy jak Rafał Gikiewicz czy Sebastian Andersson i wydawało się, że berlińczycy będą mieli problem ze znalezieniem ich zastępców. Zamiast walczyć o utrzymanie, Union dość nieoczekiwanie kręci się wokół strefy gwarantującej europejskie puchary. 3 zwycięstwa, 3 remisy, tylko 1 porażka, 16 strzelonych goli, tylko 7 straconych – taki rezultat jest naprawdę rewelacyjny jak na mały budżet klubu ze wschodniego Berlina. Kluczową postacią Unionu jest Max Kruse, który dołączył do zespołu tuż przed startem sezonu. Doświadczony 32-latek szybko zaaklimatyzował się w nowej drużynie i swoją świetną grą (3 gole, 5 asyst) ciągnie ”Żelaznych” za uszy.

Po siedmiu kolejkach jedynymi niepokonanymi drużynami w Bundeslidze są Bayer Leverkusen i VFL Wolfsburg. Co ciekawe, żadna z tych drużyn nie znajduje się obecnie na ligowym podium, głównie przez ilość remisów. ”Aptekarze” podzielili się punktami trzykrotnie, a ”Wilki” aż pięciokrotnie. Bayer Leverkusen pomimo straty dwóch ”żądeł” jakimi byli Kai Havertz i Kevin Volland nie stracił na żywiołowości w ofensywie. Świetnie tych dwóch zawodników zastępują 17- letni Florian Wirtz, który nazywany jest następnym Havertzem oraz 28-letni Argentyńczyk Lucas Alario, który do tej pory zdobył 7 bramek i jest wiceliderem w klasyfikacji strzelców. Bayer Petera Bosza bardzo dobrze sobie radzi w ofensywie, ale w defensywie nadal ma braki, które uniemożliwiają im wejście na wyższy poziom.

Wolfsburg to przedziwny przypadek. Ciężko zaliczyć ”Wilków” do grona rozczarowania, aczkolwiek porażka w el. Ligi Europy z AEK-iem Ateny mocno osłabiła pozycję trenera Olivera Glasnera. VFL gra bardzo dobrze w defensywie, zawodnicy z Wolfsburga stracili zaledwie 5 goli. Niestety ”Wilki” zdobyli zaledwie 7 bramek, choć trzeba przyznać, że widać w ich grze swobodę w przeprowadzaniu ataków. Mimo niezłego stylu, trener Oliver Glasner stanął w ogniu krytyki. Sam szkoleniowiec krytykował działaczy swojego zespołu za nieudane okienko transferowe, przez co jego posada jest poważnie zagrożona.

Sporym rozczarowaniem na pewno jest postawa Herthy Berlin, która miała zacząć sezon z przytupem i walczyć o europejskie puchary. Po siedmiu kolejkach na to się nie zanosi, a berlińczycy piastują dopiero 12. pozycję. Być może zwiastunem dobrej dyspozycji ”Big City Club” będzie ostatnie zwycięstwo z Augsburgiem 3:0. W końcu ofensywa zespołu z Berlina zaczęła robić wrażenie, a Krzysztof Piątek rozegrał najlepsze spotkanie w barwach Herthy, strzelając gola i notując asystę. Być może dzięki kontuzji Jhona Cordoby, Piątek weźmie się w garść i wróci do formy sprzed czasów gry dla Genoi czy Milanu.

Przekorny jest los beniaminków. Z jednej strony mamy Arminię Bielefeld, która dostosowała się do oczekiwań ekspertów i będzie walczyć o utrzymanie, a z drugiej VFB Stuttgart, które gra bez kompleksów i znajduje się w środku stawki. Drużyna z drugą najmłodszą kadrą zawodników w Bundeslidze (średnia: 24 lata), z młodymi gniewnymi jak 23-letni Chorwat Sasa Kalajdzić oraz 21-letni Silas Wamangituka na pewno jeszcze nie raz zaskoczy swoich rywali w Bundeslidze.

O utrzymanie na pewno powalczą słabo spisujące się zespoły z Kolonii, Bielefeldu czy Mainz, ale coraz poważniejszym kandydatem do spadku wydaje się Schalke. Zasłużona ekipa z Gelsenkirchen już dawno nie straszy nazwą, a teraz bardziej kojarzy się z byciem ”memem”. Kibice Schalke czekają na zwycięstwo swojej drużyny w Bundeslidze już 300 dni! Ostatni raz piłkarze w niebieskich strojach wygrali 17 stycznia, gdy jeszcze wydawało się, że drużyna Davida Wagnera powalczy o europejskie puchary. Tymczasem szkoleniowca nie ma już od kilku tygodni w Gelsenkirchen, jest nowy trener, Manuel Baum, który nadal jednak nie poukładał zespołu. Schalke wciąż nie może odzyskać pewności siebie, traci w dziwny sposób bramki i punkty (6 straconych goli z rzutów karnych – pierwszy raz w historii ligi), a na pewno nie pomaga też kiepska sytuacja finansowa klubu, najgorsza od lat. Czy Schalke podzieli los HSV i jako zasłużona firma dla niemieckiego futbolu spadnie o szczebel niżej? Czas pokaże, ale już teraz wiemy, że na pewno nie będzie łatwo.

Tak na sam koniec, jeśli miałbym określić dlaczego w Bundeslidze nie ma tak dużych niespodzianek jak w Premier League, La Lidze czy Serie A to wysuwa się jeden wniosek – dłuższa przerwa w rozgrywkach. Niemiecka ekstraklasa zakończyła rozgrywki 19/20 27 czerwca, a rozpoczęła następne 18 września. Ponad dwumiesięczna przerwa na pewno pomogła drużynom w przygotowaniu się do sezonu. Znacznie krócej trwała przerwa w innych ligach – w La Liga 54 dni, a w Premier League i Serie A 47. Przy większej świeżości łatwiej było największym niemieckim zespołom zregenerować się i przygotować się do następnej kampanii.

TABELA BUNDESLIGI: