Va banque – czyli miesiąc nerwów ze Stali

Share on facebook
Share on twitter
2020.12.02 Mielec
Pilka nozna, Fortuna Puchar Polski, sezon 2020/2021
Stal Mielec - Piast Gliwice
N/z Leszek Ojrzynski
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2020.12.02 Mielec
Football, Polish Cup, 2020/21 season
Stal Mielec - Piast Gliwice
Leszek Ojrzynski
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus

Leszek Ojrzyński nie jest już trenerem Stali Mielec – ta informacja uderzyła dziś „w samo południe” niczym grom z jasnego nieba. Zdziwienie? Szok? Ponury żart? Desperacja? Żadne słowo nie oddaje w pełni tego, co czują obecnie kibice Stali.

Z jednej strony słaba postawa zespołu w ostatnich meczach, od stycznia tylko jedno zwycięstwo – u siebie z Podbeskidziem, poza tym 4 porażki, 4 remisy – w tym z Wartą po oddaniu jedynie 2 celnych strzałów na bramkę rywala. Z Wartą, z którą mecze są symboliczne w obecnym sezonie. W zeszłej rundzie spotkaniem z nią po fatalnej grze zespołu pracę przypłacił trener Skrzypczak, w tej rundzie ofiarą rewelacyjnego beniaminka został Leszek Ojrzyński. Oprócz Warty, trenera zwolniła nieskuteczność własnej drużyny – Stal mimo przeciętnego składu personalnego była zespołem, który w niemal każdym spotkaniu stwarzał więcej sytuacji od rywala – by następnie koncertowo je marnować. Kompilacja z kiksami Stalowców z tego sezonu zajęłaby dobrych parę minut.

Co jednak było przyczyną dzisiejszej decyzji? Słaba gra, słabe punktowanie, brak wiary w powodzenie misji wśród zawodników, a może i samego trenera? A może wszystkiego po trochu i… coś jeszcze?

Cofnijmy się do genezy całego zamieszania: jest 23 marca – pracę w klubie tracą Daniel Wojtasz – dotychczasowy II trener i jeden z asystentów, Damian Skiba. Trener udaje się do prezesa i oświadcza mu, że potrzebny jest nowy asystent. Prezes daje mu przyzwolenie i mówi, by odezwał się z kandydaturami. Wybrany przez niego Krzysztof Sobieraj okazuje się nie do przyjęcia ze względu na korupcyjną przeszłość. Pojawia się skaza na dotychczasowej współpracy: trener nie może swobodnie wybrać asystenta.

Ale ten sam trener autorytatywnie wyznacza człowieka bez podpisanej umowy do prowadzenia treningu, mimo dwóch zdrowych asystentów. Prezes stawia veto i każe szukać dalej. Tymczasem szkoleniowiec ciężko przechodzi zakażenie koronawirusem,  Treningi prowadzą asystenci, kilku zawodników zgłasza objawy zakażenia – poddani zostają izolacji, reszta trenuje nadal. Z nowym asystentem – Jerzym Cyrakiem.

Trener wraca, nie jest w stanie jednak sam przeprowadzić treningu – wszak jeszcze przed paroma dniami leżał pod kroplówką. Jedzie na Wartę, ale… jakby nie dojeżdża. Podobnie i zespół. Niemrawy, bez animuszu, z kilkoma zawodnikami starającymi się brać odpowiedzialność na swoje barki. Remis 0:0, najgorszy dla kibiców, nie przelewa jednak początkowo czary goryczy. Prezes uspokaja: „to cenny punkt, pozostało nam znalezienie pomysłu na pozostałych 7 meczów”.

Tym pomysłem okazuje się zwolnienie trenera. Szkoleniowca, który w 14 meczach ligowych zgromadził 15 pkt, o jeden więcej niż ostatnia w tym okresie Cracovia i przy wciąż jednym zaległym meczu- z Rakowem. Dużo czy mało? Jednak niewiele, choć czy niewystarczająco? To pytanie może wrócić, gdyby Stali nie udało się utrzymać, bo dotąd w 2 przypadkach Leszek Ojrzyński utrzymywał się z prowadzonymi przez siebie zespołami właśnie w ostatnich kolejkach: było tak w Arce Gdynia sezonu 17/18 i Wiśle Płock sezonu 18/19.

Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Włodarze Stali postanowili nie czekać tak długo i postawili va banque: trenerem na końcowe 7 spotkań zostanie legenda Stali Mielec z mistrzowskich lat i pojedynków choćby z Realem Madryt –  Włodzimierz Gąsior. Trener charyzmatyczny, spokojny, z dobrym warsztatem i ręką do młodych zawodników,… ale też trener 73-letni, który ostatnio nie był okazem zdrowia. Pytanie brzmi jednak, czy w miesiąc jest się w stanie wykonać jakąkolwiek pracę na treningach grając niemal co 3 dni? Może gdy postaramy się odpowiedzieć na pytanie „Czemu zwolniono Ojrzyńskiego?” w tym kluczu, cała sytuacja stanie się jaśniejsza? Skoro wiadomym jest, że nie da się niczego przepracować warsztatowo, to może wcale nie o taką pracę tu chodzi? Głosy oburzenia z powodu pożegnania Ojrzyńskiego przeplatają się bowiem w środowisku kibiców Stali z głosami usprawiedliwienia takiego ruchu. Trener w ostatnim czasie miał być „nieswój” i to nie tylko ze względu na ciężko przebytą chorobę. Jest grono zawodników nieustannie pomijanych: Urbańczyk nie powąchał murawy od wyjazdowego meczu z Legią, Pawłowski od niezłego spotkania w domowym meczu ze Śląskiem. Mak pomimo perturbacji zdrowotnych nie otrzymuje od trenera wsparcia. Niemal żaden z zawodników nie znajduje się w swojej optymalnej formie. Pojedyncze przebłyski to zbyt mało. Zawodnicy brylujący w I lidze – Domański, Tomasiewicz, Prokić czy doświadczeni ligowcy jak Jankowski, Matras czy Forsell są cieniem samych siebie.

W dodatku pojawiają się informacje jakoby trener był ostatnio nieobecny i kuszony przez Cracovię, którą miałby objąc od nowego sezonu. Czy Ojrzyński na te pokusy odpowiadał? Wydaje się to trudne do uwierzenia: wszak pozostało wciąż 7 spotkań, w których gra się o życie, i też o przyszłą pracę – jeżeli nie w Stali, to gdzie indziej. Historia Stali pokazała jednak, że zdarzali się trenerzy, którzy nie mieli sentymentów negocjować z rywalami zza miedzy, pomimo gry o wielką stawkę: Zbigniew Smółka mając ze Stalą 2. miejsce w I lidze gwarantujące awans, rozpoczął rozmowy z Arką Gdynia, którą prowadził wówczas… Leszek Ojrzyński. Zakomunikował to w klubie, ostatecznie nie awansował i odszedł w burzliwej atmosferze. Artur Skowronek krótko po zapewnieniu, iż „jego celem jest awans ze Stalą Mielec” wyraził chęć przeprowadzki do Wisły Płock, by miesiąc później nawet pożegnać się z drużyną wobec zaawansowanych rozmów z Zagłębiem Lubin.

Jak było w tym przypadku? Ciężko sobie wyobrazić, by trener podłączony do kroplówki negocjował warunki przyszłej umowy. Po prostu.

Finał tej historii jest taki, że Stal po raz kolejny obrywa – nie tylko sportowo, co medialnie i marketingowo. Nie budujemy kapitału zaufania dla potencjalnych zawodników czy trenerów mogących do nas dołączyć. Tej rysy na szkle nie będzie nam łatwo zamazać. Ale to na razie pozostaje wtórne wobec konieczności utrzymania.

Droga #podawnyblask stała się wyboista. Czy za rogiem jest chwilowa meta czy spadek w przepaść po 24 latach mozolnej wspinaczki? Kibicom Stali pozostaje jedynie wiara. Naiwna, płonna i niestabilna jak forma biało-niebieskich w tym sezonie

Veynev