Długo się na to nie zanosiło, ale historyczna przygoda Sabah Baku w Lidze Mistrzów trwa dalej! Zespół Tymoteusza Puchacza w ostatniej akcji odrobił straty z pierwszego meczu dzięki asyście polskiego wahadłowego, by w dogrywce wygrać z Hapoelem Beer Sheva 5:2 i awansować do Ligi Mistrzów.
Tydzień temu w pierwszym, rozegranym na Węgrzech spotkaniu mistrz Izraela przegrywał od pierwszych minut, ale ostatecznie wygrał 2:1 z Sabah Baku. Dziś w stolicy Azerbejdżanu od początku wydawało się, że to goście wyjdą z tego starcia zwycięsko – po 3 minutach gry Igor Zlatanović zdobył pierwszą bramkę, ale po analizie VAR została ona anulowana ze względu na spalonego. Po chwili Serb powtórzył swój wyczyn i tym razem sędzia uznał bramkę. Przed przerwą Christian Nwachukwu wyrównał, ale wynik remisowy dalej premiował awansem gości. Po godzinie gry Guy Mizrahi zdobył drugą bramkę dla Hapoela, a na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry do kolejnego remisu doprowadził Umarali Rakhmonaliyev. Gdy już wydawało się, że to drużyna z pustyni Negew awansuje do Champions League, wtedy pokazał się on – Tymek Puchacz i jego wrzutka.
To była ostatnia akcja meczu – mijała ostatnia z 4 doliczonych przez sędziego minut. Do rzutu rożnego podszedł Tymoteusz Puchacz, jak zawsze przy kornerach z lewej strony boiska. Polak posłał wysokie, odchodzące od bramki dogranie na dalszy słupek, gdzie nabiegał Tellur Mutallimov. Azerski obrońca, który kilka minut wcześniej zmienił znanego z występów w Piaście Gliwice Akima Zedadkę świetnym wolejem wyrównał stan rywalizacji w dwumeczu, doprowadzając do dogrywki. W niej popularny Puszka już nie wystąpił, ale jego koledzy dokończyli dzieło – Orphe Mbina i Joy-Lance Mickels dali Sabah historyczny awans do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Hapoel kończył ten mecz w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Djibrila Diopa i Eliela Peretza, ale o tym nikt nie będzie pamiętał – każdy za to zapamięta dzielną drużynę z Baku, która sprawiła sensację największą sensację eliminacji i Tymka Puchacza, który z 5 asystami został ich najlepszym asystentem.
Patryk Chyła/fot. Sabah Baku