W ostatnich miesiącach Lechia była u siebie niepokonana. Nieważne, kto przyjeżdżał do Gdańska, wyjeżdżał stąd bez kompletu punktów. Ten trend przerwali piłkarze Jagielloni, którzy ograli dziś bardzo słabych gospodarzy 2-1.
Od początku spotkania to Lechia narzuciła rywalowi swój styl gry. Gdańszczanie zdominowali Jagiellonię. Co kilka minut oglądaliśmy ciekawą akcję w wykonaniu podopiecznych Tomasza Kaczmarka, i choć żadna z nich nie zakończyła się dla gospodarzy zdobyczą bramkową, drużyna przyjezdna dostała solidne ostrzeżenia. Ekipa z Podlasia potrafiła zrewanżować się tylko mało skutecznymi uderzeniami, które częściej zagrażały chłopcom od podawania piłek niż broniącemu dostępu do gdańskiej bramki Dusanowi Kucuiakowi. Mała liczba sytuacji gości wynikała głównie z dobrej organizacji gry „Biało-Zielonych”. Zawodnicy Lechii nie tracili futbolówki, ich podania docierały do adresatów, a defensorzy skutecznie przerywali w zarodku potencjalne kontry białostoczan.
Po około 20 minutach w poczynania gospodarzy wkradła się niedokładność. Niektóre podania trafiały pod nogi zawodników „Jagi”, a strzały mijały poprzeczkę bramki Pavelsa Steinborsa. Lechia nadal dominowała, ale stwarzała takiego zagrożenia w polu karnym gości jak na początku spotkania. Podopieczni Ireneusza Mamrota grali identycznie – akcje, w których atakowali „Biało-Zielonych” były rzadkością, a jeśli już takowe oglądaliśmy, to nie kończyły się one niczym dobrym dla piłkarzy z Białegostoku.
W końcu jednak goście dopięli swego. W 35. minucie w polu karnym Lechii „samo z siebie” stworzyło się zamieszanie, a chaos w szeregu defensywnym gospodarzy wykorzystał kapitan Jagielloni, Taras Romanczuk. Białostoczanie kilkukrotnie oddali strzał na bramkę Kuciaka, ale dopiero uderzenie 30-latka wpadło do siatki. Nikt się nie spodziewał, że pierwszego gola w tym meczu strzeli właśnie ekipa przyjezdna.
Tuż po bramce „Jagi”, dobrą szansę na wyrównanie mogła mieć Lechia, ale przeszkodził jej w tym arbiter tego meczu. Jeden z zawodników Jagielloni zagrywał piłkę ręką we własnym polu karnym, ale Paweł Raczkowski nie zdecydował się na obejrzenie sytuacji na VAR-ze.
Jedenastka dla gospodarzy została jednak podyktowana kilku minut później. Flavio Paixao był faulowany we własnym polu karnym, a w tej sytuacji sędzia nie mógł nie wskazać na „wapno”. Do piłki podszedł sam poszkodowany i zdobył swoją 97. bramkę w Ekstraklasie. Lechia wyrównała, ale z pewnością miała ochotę na więcej. Do końca pierwszej połowy wynik się już jednak nie zmienił.
Niecałe dziesięć minut po wznowieniu gry Jagiellonia ponownie wyszła na prowadzenie. Kuciaka pokonał Bartosz Bida, który ekwilibrystycznym zagraniem skierował piłkę do siatki. 20-latek wykorzystał podanie Tomasa Prikryla, trafiając do bramki gospodarzy piętką. Minutę po tym trafieniu młody napastnik „Jagi” miał stuprocentową sytuację na podwyższenie prowadzenia. Bida mógł wykorzystać błąd Kristersa Tobersa, który za lekko wycofał piłkę do bramkarza, ale strzał zawodnika gości kapitalnie obronił Kuciak. Lechia nie przypominała tej drużyny, która tydzień temu wygrała na tym stadionie z Rakowem.
Gdańszczanie próbowali odpowiedzieć na drugiego gola Jagielloni tak, jak zrobili to przy pierwszym, ale ich ataki były o wiele mniej efektywne. Swoje szanse mieli m.in. Maciej Gajos i Jakub Kałuziński, ale o ich uderzeniach nie warto się dłużej rozwodzić. W 63. minucie Tomasz Kaczmarek wpuścił na boisko trzech piłkarzy stricte ofensywnych: Łukasza Zwolińskiego, Marco Terrazzino oraz Kacpra Sezonienkę. Impuls w ataku był gospodarzom niezwykle potrzebny, bo w drugiej części meczu nie radzili sobie pod bramką „Jagi” zbyt dobrze.
Szkoleniowiec Lechii robił wszystko, co mógł, aby gra jego zespołu była bardziej ofensywna. Wpuścił napastników, zmienił formację, ale piłkarze chyba zapomnieli, jak się zdobywa bramki. Gospodarze byli bezzębni, co na pewno dziwi kibiców „Biało-Zielonych”, skoro tydzień temu w spotkaniu z Rakowem „Lechiści” pod bramką rywala wyglądali bardzo dobrze.
Do końca meczu wynik się już nie zmienił. Twierdza Gdańsk upadła, a tymi, którzy ją zburzyli, są gracze Jagiellonii. Lechia zagrała bardzo słabe spotkanie i nie zasłużyła na trzy punkty. Białostoczanie mądrze bronili się i atakowali, na co drużyna gospodarzy nie była najwyraźniej przygotowana. Strata punktów z rywalem, który nie będzie grał w tym sezonie o nic poważnego to dla kibiców „Biało-Zielonych” ogromny ból.
Lechia Gdańsk 1:2 Jagiellonia Białystok (1:1)
Bramki: 43′ Flavio (k) – 35′ Romanczuk, 54′ Bida
Żółte kartki: Pietrzak, Kubicki, Kałuziński – Romanczuk, Prikryl
Składy:
Lechia: Kuciak – Kopacz, Tobers (75′ Żukowski), Maloca, Pietrzak – Kubicki, Biegański (48′ Kałuziński), Gajos (61′ Terrazzino) – Durmus, Ceesay (61′ Sezonienko), Flavio (c) (61′ Zwoliński)
Jagiellonia: Steinbors – Pazdan, Puerto, Nastić, Tiru – Nalepa (67′ Mystkowski), Romanczuk, Prikryl, Pospisil – Cernych (78′ Żyro), Bida (67′ Struski)
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
MVP: Romanczuk (Jagiellonia)
