Trzy punkty jadą nad morze!

Share on facebook
Share on twitter
2020.05.31 Gdansk
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
Lechia Gdansk - Arka Gdynia
N/z Flavio Paixao gol bramka radosc
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2020.05.31 Gdansk
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2019/2020
Lechia Gdansk - Arka Gdynia
Flavio Paixao gol bramka radosc
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus

Takie mecze chcemy oglądać! Lechia po wyśmienitym spotkaniu pokonała Wisłę Kraków 3-1. W końcu widzieliśmy dwa zespoły, które chciały atakować, chciały strzelać gole. Lepsi okazali się gdańszczanie.

W środowy wieczór w Krakowie spotkały się drużyny, które miały się zmierzyć już na początku października. Niestety koronawirus w szeregach krakowian pokrzyżował plany na planowe rozegranie spotkania. W efekcie zarówno Wisła, jak i Lechia spotkały się dzisiaj, by rozegrać mecz w ramach szóstej kolejki PKO BP Ekstraklasy.

Cel, pal!

Źródło: Twitter
Źródło: Twitter

Piątek, niedziela czy środa, 12:30, 20:00 czy 18:00, Legia, Piast czy Wisła Kraków – Ekstraklasa to jest klasa, niezależnie od dnia tygodnia, godziny czy zespołów, które akurat grają! Ten optymistyczny wstęp to nie puste słowa – piłkarska jakość w środowym spotkaniu już od samego początku stała na wysokim poziomie! Od pierwszego gwizdka sędziego Tomasza Kwiatkowskiego, oba zespoły weszły na niebotycznie wysoki, jak na polską ligę, pułap. Raz atakowała Lechia, raz Wisła. Później znów kamera rejestrowała akcję przy polu karnym Michała Buchalika, krótko potem, w okolicach szesnastki gości. Jednak pewna różnica w grze obu ekip była zauważalna – o wiele bliżej gola byli gracze Artura Skowronka. Lechia, mimo fantazji na skrzydłach, nie potrafiła stworzyć sobie stuprocentowych sytuacji. Od kilku meczów da się zaobserwować ofensywną niemoc gdańszczan – coś nie działa, jakiś trybik w maszynie Piotra Stokowca nie chodzi.

W obozie krakowian wszystko chodzi i śmiga jak w nowiutkim sprzęcie. Piłkarze z Grodu Kraka grali z polotem, finezją i finezją. Yaw Yeboah, który nie zgubił swojej świetnej formy z meczu ze Stalą, prezentował się o dwie klasy lepiej niż skrzydłowi Lechii. To właśnie Ghańczyk był najgroźniejszym zawodnikiem w czerwonej koszulce w pierwszej połowie. Jedyne, czego brakowało mu do noty 10, był gol.

Dobra dyspozycja krakowian nie odcisnęła piętna jedynie w statystykach. Po pół godzinie gry gospodarze strzelili pierwszego gola po fantastycznej akcji Jeana Carlosa! Brazyliczyk zabawił się z defensorami Lechii, których de facto nie było. Piłkarz krakowskiego zespołu minął czterech graczy gości, po czym oddał piekielnie celne uderzenie w prawy dolny róg bramki. Dusan Kuciak, mimo dobrej dyspozycji, nie miał z tym strzałem żadnych szans.

Wisła zbyt długo prowadzaniem nacieszyć się nie mogła. Po pięciu minutach od triumfu gospodarzy, to goście wpakowali piłkę do siatki. Z chirurgiczną precyzją z rzutu wolnego dośrodkował Jarosław Kubicki, a zdobywcą bramki został Michał Nalepa. Co ciekawe, 27-letni stoper jest wychowankiem Białej Gwiazdy – w jej barwach rozegrał 18 oficjalnych meczów.

Do końca pierwszej połowy żaden gol już nie padł, choć blisko byli gracze Lechii. Na lewym skrzydle uruchomił się Conrado, który jednak raził nieskutecznością – gdy był na boku boiska, jego dośrodkowania szły wprost pod nogi Wiślaków, jeżeli strzelał, uderzenie pozostawiało wiele do życzenia. Wisła nieco zwolniła tempo po zdobyciu bramki, choć kibice zgromadzeni przed telewizorami mogli być pewni kolejnych groźnych akcji ze strony gospodarzy – ofensywni piłkarze krakowskiego zespołu byli dziś w formie!

Lechia power!

Równolegle z drugą odsłoną meczu w Krakowie, rozpoczęły się także dwa mecze Ligi Mistrzów – Basaksehir – PSG oraz FK Krasnodar – Chelsea. Jednak tempo spotkania PKO BP Ekstraklasy było tak wysokie, że realizatorzy mogli być niemal pewni, że wszyscy zostaną na kanale, na którym Wisła walczyła o ligowe punkty z Lechią.

Gracze obu zespołów nie zawiedli swoich fanów i kontynuowali swoją wspaniałą dyspozycję! Takie mecze wszyscy chcą oglądać. Po prawie 10 minutach od rozpoczęcia gry po przerwie, piłka po raz trzeci dzisiaj wpadła do siatki! Na prowadzenie wyszli goście, którzy równie dobrze mogli już przegrywać, lecz w ich bramce stał najlepszy bramkarz Ekstraklasy – Dusan Kuciak, który nie zawodził. Conrado, po wielu próbach, wstrzelił się w końcu w bramkę Buchalika. Popędził lewą stroną boiska, wszedł w pole karne i huknął po ziemi. Futbolówkę do siatki skierował jednak nie Brazylijczyk, a gracz Wisły Kraków, który wślizgiem chciał uderzenie zablokować, lecz pokonał swojego golkipera. Tym samym gol samobójczy został zapisany na konto Macieja Sadloka.

Wzorcową akcję gdańszczanie przeprowadzili w 67. minucie! Flavio Paixao wprost genialnie podał „fałszem” do wychodzącego sam na sam Omrana Haydarego. Afgańczyk nieco zwolnił, czym dał wszystkim do zrozumienia, że zamierza wejść w drybling z obrońcami Wisły. Gdy miał uderzyć, zamarkował strzał, przełożył piłkę na drugą nogę i dopiero wtedy kopnął piłkę. W bramkarza zabawił się Maciej Sadlok, którzy zablokował tor lotu piłki własną ręką. Arbiter tego meczu, Tomasz Kwiatowski, bez chwili wahania wskazał na jedenasty metr, dyktując tym samym rzut karny. Do egzekucji podszedł niezawodny strzelec Biało-Zielonych, Flavio Paixao i tym razem również się nie pomylił! Portugalczyk uderzył „pod ladę”, nie dając najmniejszych szans bramkarzowi Wisły. Do tytułu pechowca roku śmiało może startować Sadlok – obrońca Białej Gwiazdy najpierw strzelił gola samobójczego, potem sprokurował jedenastkę, która stała się gwoździem do trumny dla jego zespołu.

Lechię, którą kibice oglądali po strzeleniu trzeciego gola, fani Biało-Zielonych oglądać chcą co mecz. Pewność siebie wprost biła od zawodników Piotra Stokowca. Nie mieli żadnych problemów z operowaniem piłką, z czym bywało w przeszłości różnie. Skrzydłowi czarowali, lecz magia przekładała się także na akcje, po których Lechiści mogli „ukłuć” Wisłę po raz kolejny. Odważni byli piłkarze drugiej linii, boczni obrońcy włączali się do akcji ofensywnych, a zawodnicy z napadu aktywnie uczestniczyli w każdej sytuacji przy szesnastce rywala. Poza tym, w końcu piłkarze z Gdańska bez żadnych problemów grali piłką na połowie rywala.

Zaległy mecz szóstej kolejki PKO BP Ekstraklasy zakończył się zwycięstwem gości 3-1. Wiślacy mogą pluć sobie w brodę, ponieważ z ogromu sytuacji, które mieli w pierwszej części, spokojnie mogli strzelić przynajmniej dwa gole, które z pewnością wpłynęły na przebieg spotkania. Spokojna Lechia, która nie musi gonić wyniku i drżeć o korzystny rezultat do ostatnich sekund, cieszyła oczy swoimi boiskowymi poczynaniami. Dla spragnionych dobrego futbolu kibiców w mieście Neptuna, taka gra była jak kojący balsam na skołatane serce. Teraz podopieczni Piotra Stokowca mogą myśleć o sobotnim meczu Pucharu Polski z Olimpią Grudziądz. Krakowianie następne spotkanie będą grali dopiero 6 listopada, kiedy udadzą się do Częstochowy, by zmierzyć się z liderem.

Wisła Kraków 1:3 Lechia Gdańsk (1:1)

Bramki: 30′ Jean Carlos – 35′ Michał Nalepa, 54′ Maciej Sadlok (Gol samobójczy), 68′ Flavio Paixao (k.)

Kartki: Dawid Szot, Chuca, Łukasz Burliga, Maciej Sadlok – Jarosław Kubicki

Składy:

Wisła Kraków: Michał Buchalik – Dawid Szot (Łukasz Burliga 61′), Michal Frydrych, Maciej Sadlok (c), Dawid Abramowicz – Patryk Plewka, Georgiy Zhukov, Chuca – Yaw Yeboah (Jakub Błaszyczowski 61′), Felicio Brown-Forbes, Jean Carlos (Aleksander Buksa 78′)

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak – Karol Fila, Bartosz Kopacz, Michał Nalepa, Rafał Pietrzak – Tomasz Makowski, Jarosław Kubicki, Kenny Saief (Maciej Gajos 81′) – Omran Haydary (Żarko Udovicić 71′), Flavio Paixao (c), Conrado (Łukasz Zwoliński 59′)

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Stadion: Stadion Miejski im. Henryka Reymana w Krakowie

MVP: Michał Nalepa (Lechia Gdańsk)

Kliknij w zdjęcie, by odwiedzić profil autora na Twitterze!