Trzech nowych trenerów oraz hit hitów w Chorzowie. Podsumowanie 11. kolejki eWinner 2. Ligi

Share on facebook
Share on twitter
2021.10.03 Chorzow
Pilka nozna eWinner 2 Liga Druga Liga Sezon 2021/202
Ruch Chorzow - Stal Rzeszow
N/z Tomasz Neugebauer
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2021.10.03 Chorzow
Football Polish Second League Season 2021/2022
Ruch Chorzow - Stal Rzeszow
Tomasz Neugebauer
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus

Karuzela trenerska w II-lidze ruszyła pełną parą, bo z pracą pożegnało się w ostatnim czasie aż trzech szkoleniowców. Zmiany nadeszły w Ostródzie, Siedlcach oraz Krakowie. Efekt nowej miotły zadziałał w każdej z tych drużyn. Meczem kolejki określano starcie Ruchu Chorzów ze Stalą Rzeszów i choć bramek tam nie zobaczyliśmy, to kibice nie mogli narzekać na nudę. Sprawdźcie podsumowanie 11. kolejki!

Bramkarze bohaterami przy Cichej

W Chorzowie na trybunach zasiadł komplet publiczności, co zwiastowało kapitalną atmosferę. Już od samego początku gospodarze niesieni dopingiem ruszyli na Stal i w zasadzie zdominowali ekipę Daniela Myśliwca. Dobrze w bramce gości dysponowany był Wiktor Kaczorowski, który kilkukrotnie wykazywał się czujnością.

W 13. minucie kibice na stadionie wpadli w szał radości, po tym, jak Daniel Szczepan oddał precyzyjny strzał głową i pokonał golkipera Stali, ale niestety dla gospodarzy chorągiewka sędziego powędrowała w górę i gol nie został uznany. Cała sytuacja nawet po meczu wzbudziła wiele kontrowersji.

Kolejne poważne ostrzeżenie ze strony Ruchu nadeszło w 21. minucie ponownie za sprawą  Szczepana. Napastnik chorzowian wyłuskał piłkę Bartłomiejowi Poczobutowi i bez wahania oddał strzał. Mocno bita futbolówka zmierzała w światło bramki, ale na posterunku był Kaczorowski.

Zespół z Rzeszowa popełniał proste błędy przy wyprowadzaniu piłki i pierwsza połowa w ich wykonaniu najlepsza nie była. Co innego,  jeśli chodzi o ekipę Jarosława Skrobacza. Kolejną szansę miał Tomasz Foszmańczyk. Kapitan Niebieskich stanął oko w oko z golkiperem  Żurawi, ale ten pojedynek przegrał. 

Rzeszowianie ruszyli dopiero w końcówce i trzeba przyznać, że byli blisko szczęścia. Bartosz Wolski wyłożył piłkę do Andreji Prokicia, ale ten nie był w stanie pokonać Jakuba Bieleckiego. Do przerwy więc bramek w Chorzowie nie oglądaliśmy.

Druga część to już zupełnie inna postawa przyjezdnych. Już  dwie minuty po gwizdku powinno być 1:0, ale Patryk Małecki z najbliższej odległości nie wpakował piłki do bramki. Znów kapitalnym refleksem popisał się Bielecki. Młody golkiper potwierdził tym samym wysoką dyspozycję od początku sezonu.

W odpowiedzi z rzutu wolnego przymierzył urodzony w Rzeszowie, Michał Mokrzycki. Pomocnik gospodarzy nieźle uderzył, ale znów na posterunku był Kaczorowski. Tempo w dalszej części spotkania spadło, głównie ze względu na to, że Ruch sporo dał z siebie w pierwszej odsłonie.

Stal zaatakowała w końcówce,  a konkretnie spróbował kapitan, Piotr Głowacki. Jego uderzenie z dystansu minęło jednak słupek bramki. Do końca wynik już nie uległ zmianie i obie ekipy w tabeli zachowały status quo.

– Myślę, że gdybyśmy zmienili emblematy dookoła stadionu, to niejedna osoba powiedziałaby, że to nie był mecz II ligi, bo myślę, że obydwa zespoły stanęły na wysokości zadania i to był mecz godny lidera z wiceliderem. Z mojej perspektywy na pewno nie jestem zadowolony z naszej pierwszej połowy, bo wyszliśmy troszkę nieśmiało i mieliśmy problemy – szczególnie w definiowaniu momentów, kiedy przeciwnik prawdopodobnie będzie starał się grać zgodnie z tym, co bardzo często było zauważalne w poprzednich meczach (…) Mnie cieszy to, że moi piłkarze skupiali się na aspektach czysto piłkarskich. Nie wytrącały ich z równowagi żadne inne sprawy tylko – mówiąc kolokwialnie – napierali do zwycięstwa i byli w stanie w drugiej połowie dołożyć do tego małe konkrety. Aczkolwiek cały czas mamy spory niedosyt, bo każdy mecz chcemy rozstrzygnąć. Chętnie podejmę wyzwanie trenera Skrobacza i spróbujemy jeszcze raz zrobić wszystko, żeby wygrać – podsumował Daniel Myśliwiec, trener Stali Rzeszów.

– Graliśmy u siebie i bardzo chcieliśmy to spotkanie wygrać. Byliśmy nastawieni, żeby zaatakować, wybić Stal z rytmu i zniwelować jej najlepsze argumenty. Pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu. Straciliśmy mnóstwo sił, grając w ten sposób, a nie przyniosło to efektu bramkowego (…) W drugiej połowie były momenty, szczególnie na początku, gdzie zasnęliśmy i dobra interwencja bramkarza uratowała nas przed stratą bramki. Próbowaliśmy, chcieliśmy, ale trochę w drugiej połowie brakowało nam sił na dokładne wykończenie i być może zmiany spowodowały, że gra nie była już tak płynna, jak wcześniej – mówił Jarosław Skrobacz, trener chorzowian.

Walka do końca w Puławach

O ile na brak bramek mogli narzekać kibice w Chorzowie, tak w Puławach nie było o tym mowy. Wisła Puławy oraz Olimpia Elbląg dały świetny spektakl, zakończony w kapitalny sposób.  Zacznijmy jednak od początku.

Najpierw gola poszukali przyjezdni i ta próba zakończyła się pierwszym trafieniem w tym sezonie Patryka Winsztala. Piłkarz Olimpii otrzymał dobre dogranie i z zimną krwią pokonał Pawła Sochę.

Goście napędzeni zdobytym golem szukali kolejnej szansy, a najbliżej podwyższenia wyniku był w samej końcówce Guilherme, ale tym razem bramkarz gospodarzy nie dał się zaskoczyć. Tuż po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę ponownie zagotowało się w polu karnym Wisły i tym razem już kara została wymierzona za sprawą Szymona Stanisławskiego.

Z pozoru bezpieczne prowadzenie 2:0 okazało się złudne, bo puławianie powtórzyli wyczyn ze Stężycy i zaczęli gonić wynik. Jako pierwszy ukłuł Łukasz Kacprzycki, wykorzystując jedenastkę. Następnie strzelec bramki dograł do Ednilsona, a ten oddał strzał, który wybronił Mateusz Dudek. Piłka jednak odbiła się jeszcze od poprzeczki i w powietrzu walkę o nią wygrał Emil Drozdowicz, ale on również ustrzelił metalowy pręt.

Ekipa Mariusza Pawlaka szukała wyrównania i ta sztuka udała im się w doliczonym czasie gry. Drozdowicz tym razem już dobrze dołożył głowę i wprawił w radość cały stadion w Puławach.

Gdy wydawało się, że obie ekipy podzielą się punktami, to wtedy sprawy w swoje ręce wziął Yan Senkevich. Białorusin pięknie przymierzył na długi słupek bramki Sochy i zapewnił Olimpii jakże cenne trzy punkty.

Udana pogoń Raduni

Piłkarze ze Stężycy przed starciem ze Zniczem nie mieli żadnego punktu zdobytego na wyjeździe. Trener Sebastian Letniowski wierzył, że wyjazd na Mazowsze okaże się szczęśliwy i jego zespół wreszcie zapunktuje na obcym stadionie.

Zaczęło się nie najlepiej, bo gospodarze wyglądali całkiem nieźle i udowodnili to bramką Łukasza Kosakiewicza. Były gracz Widzewa otrzymał idealne podanie w pole karne i bez problemów posłał piłkę obok próbującego interweniować Kacpra Tułowieckiego. Dla 31-latka był to pierwszy gol od 2017 roku.

 Po zmianie stron skuteczniej prezentowali przyjezdni i udowodnili to już kilka minut po gwizdku. Damian Piotrowski precyzyjnie przymierzył z linii pola karnego i doprowadził do remisu. Na odpowiedź Znicza nie musieliśmy czekać długo. Rajd lewą stroną Lukasa Hrnciara zakończył się wrzutką, do której dopadł  Mariusz Gabrych i ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Stracona bramka podziałała na Radunię jak płachta na byka i momentalnie beniaminek ruszył do ataku. Najpierw spróbował Damian Szuprytowski, ale postarał się między słupkami Jan Jurczak. W sytuacji z 65. minuty już wiele do powiedzenia nie miał, bo po błędzie defensywy futbolówkę zgarnął Wojciech Łuczak i dopisał na swoje konto kolejnego gola.

Ekipa Mariusza Misiury starała się jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najbliżej szczęścia był Mateusz Możdżeń, ale jego strzał przewrotką minimalnie minął się z celem i ostatecznie w  Pruszkowie nie poznaliśmy zwycięzcy.

Cała reszta

Efekt nowej miotły zadziałał i Hutnik Kraków pod wodzą Krzysztofa Lipeckiego pokonał Wigry Suwałki 2:1, notując swoje drugie zwycięstwo w tym sezonie.

Pierwszy, długo wyczekiwany punkt zdobył wreszcie Sokół Ostróda. Prowadzona od tej kolejki przez Huberta Błaszczaka drużyna zremisowała bezbramkowo ze Śląskiem II Wrocław i być może wreszcie zacznie regularnie punktować.

Goli też nie oglądali kibice w Bełchatowie, gdzie GKS podzielił się punktami z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Beniaminek tym samym podtrzymał serię siedmiu meczów bez porażki.

Trzeci podział punktów padł w Lublinie i ku „zaskoczeniu” wszystkich tam również skończyło się 0:0.  Zarówno Motor,  jak i Chojniczanka, mimo okazji nie zdołały zgarnąć pełnej puli.

Rzutem na taśmę jedno oczko w starciu z Garbarnią wywalczył Lech II Poznań. Kolejorz przegrywał od 86. minuty po trafieniu Michała Feliska, ale w końcówce Jakub Banach wpakował piłkę do własnej siatki i tym samym przesądził o wyniku tego spotkania.

Trzeci nowy szkoleniowiec od tej kolejki, czyli Damian Guzek zaliczył całkiem niezły start. Najpierw w tygodniu pokonał Sokoła Ostródę w Pucharze Polski, a w weekend odprawił z kwitkiem ekipę KKS-u Kalisz, wygrywając 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa strzelił Miłosz Przybecki. 

Wolne wnioski

– Ruch Chorzów pokazał w meczu ze Stalą Rzeszów, że jest drużyną, którą stać na awans do 1. ligi. Wyglądali dobrze szczególnie w środku pola, gdzie ekipa Daniela Myśliwca ma mnóstwo jakości. Na tle bardzo mocnego rywala dali radę i gdyby sędzia uznał gola Szczepana, to kto wie, jakby ten pojedynek się rozstrzygnął.

– Imponuje w tym sezonie Olimpia Elbląg, widać, że jest to zespół mądrze zbudowany i walczący do samego końca, co pokazał w starciu z Wisłą. Co ciekawe, jak do tej pory zdobyli tylko 12 bramek, co jest gorszym wynikiem od będącego w strefie spadkowej Znicza Pruszków.

Komplet wyników 11. kolejki eWinner 2. Ligi:

Wisła Puławy – Olimpia Elbląg 2:3

Znicz Pruszków – Radunia Stężyca 2:2

Ruch Chorzów – Stal Rzeszów 0:0

Śląsk II Wrocław – Sokół Ostróda 0:0

Hutnik Kraków – Wigry Suwałki 2:1

Pogoń Siedlce – KKS Kalisz 1:0

Motor Lublin – Chojniczanka 0:0

GKS Bełchatów – Pogoń Grodzisk Mazowiecki 0:0

Lech II Poznań – Garbarnia Kraków 1:1

TABELA

Fot. 90minut.pl

Dominik Pasternak