Niemałe poruszenie wywołała latem zmiana w sztabie szkoleniowym Lecha Poznań, a dokładniej przyjście do klubu z Viborg FF Markusa Uglebjerga, specjalisty od stałych fragmentów gry. Minęło jednak niewiele ponad pół roku, a klub poinformował o odejściu Duńczyka po meczu z Sigmą Ołomuniec. Czy po sezonie nastąpią kolejne odejścia, co mocno zaburzy projekt Nielsa Frederiksena?
Ma zaledwie 26 lat, a przed Lechem współpracował z twórcą największej sensacji w tym sezonie duńskiej Superligi oraz… pogromcą Polaków. Markus Uglebjerg trafił do Viborga z występującego w niższych ligach Helsingora, gdzie pomagał najpierw Jacobowi Friisowi, obecnemu trenerowi fińskiej reprezentacji, który w Helsinkach pokonał kadrę Michała Probierza, a później Jakobowi Poulsenowi. Ten drugi, legenda Midtjylland, od początku tego sezonu prowadzi Aarhus GF i to z fenomenalnym skutkiem – klub plasuje się na czele tabeli duńskiej ligi po 18 kolejkach, marząc o pierwszym mistrzostwie kraju od 1986 roku. Nic więc dziwnego, że skoro poprzedni przełożeni Duńczyka poszli wyżej, to i po niego zgłosił się klub o znacznie większej reputacji – był to Lech Poznań, który szukał zastępstwa za Dariusza Dudkę, z którego pracy od dłuższego czasu niezadowoleni byli kibice, a w końcu i zarząd Kolejorza.
26-latek odpowiadał w stolicy Wielkopolski za stałe fragmenty gry oraz pracę z obrońcami. Poprawa szczególnie w tym pierwszym aspekcie była dla Lecha bardzo ważna – zespół w zeszłym sezonie szorował po dnie tabeli pokazującej stwarzane szanse po rzutach rożnych. Wprawdzie Kolejorz trzykrotnie trafił do siatki z rzutów wolnych po dwóch strzałach Dino Hoticia i jednym Patrika Walemarka, ale powiedzmy sobie szczerze – to raczej trzeba zawdzięczać błyskowi geniuszu tej dwójki zawodników. Czy misja Duńczyka udała się? Nawet jeśli nie w pełni, to pół roku pracy z zespołem pokazało ogromny progres, szczególnie pod względem ofensywnych stałych fragmentów gry. Dane Opty mówią jasno – w tabeli średniego wykreowanego xG po SFG Lech Poznań jest drugą drużyną Ekstraklasy, tylko za Pogonią Szczecin, z wynikiem 0,32xG na mecz. To dwa razy więcej niż w sezonie 2024/25, gdy za ten element odpowiadał Dudka. Te okazje przełożyły się na ważne gole – choćby przełamanie Bryana Fiabemy z Widzewem, nawet jeśli w nim pomógł bramkarz rywali, czy zwycięskie trafienie z Genkiem autorstwa Leo Bengtssona, przed którym Uglebjerg zawołał Szweda do siebie, dając mu wskazówki dotyczące wykonania rzutu wolnego. Poza tymi bramkami widać w grze Lecha wypracowane schematy – najbardziej jaskrawym jest przydatność Mateusza Skrzypczaka. Wychowanek Kolejorza aż trzykrotnie w tym sezonie był faulowany w polu karnym, raz po rzucie wolnym przeciwko Breidablikowi i dwukrotnie po rzucie rożnym, w meczach ligowych z Jagiellonią i Cracovią. To również przełożyło się na gole, ale to już dzięki pewnemu wykończeniu Mikaela Ishaka.
Ta współpraca kończy się jednak szybko, a kibice Lecha mogą jeszcze za nią zatęsknić. Uglebjerg odchodzi z Poznania po czwartkowym meczu Ligi Konferencji w Ołomuńcu z tamtejszą Sigmą. Powody odejścia? Osobiste – według ustaleń Maksymiliana Dyśko ze Sportowego Poznania, są to problemy rodzinne, które zmuszały trenera do częstszych wyjazdów do Danii. W końcu doszedł on do wniosku wraz z klubem, że rodzina powinna być priorytetem, dlatego też Lech bezproblemowo przystał na rozwiązanie kontraktu. 11 stycznia Kolejorz wylatuje na zgrupowanie do Abu Zabi i do tej daty ma być znany następca Duńczyka, który przejmie jego obowiązki. To jednak nie koniec zmartwień mistrza Polski. Niedawno głośno zrobiło się o propozycji wicemistrza Szwecji, Hammarby IF, które sondowało możliwość zatrudnienia jako pierwszego trenera innego asystenta Nielsa Frederiksena, Sindre Tjelmelanda. Norweg jest najbliższym współpracownikiem szkoleniowca Lecha, nic więc dziwnego, że włodarze klubu chcą go zatrzymać u siebie jak najdłużej. Według Szymona Janczyka z Weszło do Poznania wpłynęły oferty wykupu Tjelmelanda, w tym z Molde FK, jednak wszystkie były sukcesywnie odrzucane. Kontrakt Norwega wygasa wraz z końcem sezonu i prawdopodobnie wtedy skończy się też jego przygoda z Ekstraklasą – ma on po prostu zbyt duże umiejętności, by nadal być „dwójką”. To może spowodować, że już nie tylko wyniki na boisku będą decydowały o przyszłości Nielsa Frederiksena w klubie z Wielkopolski. W końcu to właśnie swojemu asystentowi powierza choćby prowadzenie treningów czy część kwestii taktycznych. I choć wszystko wskazuje na to, że Duńczyk będzie pierwszym trenerem Lecha od czasu Franciszka Smudy, który wypełni cały kontrakt, to gdy zabraknie mu jego „prawej ręki” rozmowy o kolejnej kadencji mogą nie być już tak pomyślne…
Patryk Chyła/fot. Przemysław Szyszka, lechpoznan.pl