W dzisiejszych czasach od trenera wymaga się, aby drużyna, którą prowadzi miała jakiś styl. By widoczny był pewien nadrzędny pomysł definiujący drużynę. To już nie te czasy, że wystarczy tylko poustawiać najlepszych zawodników na swoich pozycjach i liczyć na to, że jakoś to będzie. Strona taktyczna piłki nożnej poszła tak bardzo do przodu, że trener musi się jednak trochę wykazać.
Tego właśnie zabrakło Bogdanowi Zającowi. Na stanowisku trenera Jagiellonii Białystok wytrwał 229 dni, i chyba było to najbardziej bezbarwne 229 dni w historii piłki nożnej. Były asystent trenera Nawałki nie osiągnął bowiem absolutnie nic. Pod jego skrzydłami nie rozwinął się żaden zawodnik, nie było widać także żadnego nowego pomysłu względem Jagiellonii Iwajło Petewa, Tak naprawdę nie można nawet powiedzieć czegoś konkretnego o warsztacie trenerskim Zająca, bo wygląda na to, że on go po prostu nie posiada.
Wydaje się, że nawet sami zawodnicy zapytani o to, jak ma grać Jagiellonia odpowiedzieliby zakłopotanym milczeniem. Ich poczynania można by podsumować słowami “marazm w najczystszej postaci”. O ile bezpłciowość jest rzeczywiście najpoważniejszym argumentem przeciwko trenerowi Zającowi, tak nietrudno jest zauważyć, że ten problem jest szerszy, i dotyczy większej ilości drużyn ekstraklasowych.
Ile klubów Ekstraklasy faktycznie posiada coś takiego jak “tożsamość taktyczna”?
Moim zdaniem takich klubów jest osiem, a więc równo połowa stawki. A są to:
- Legia Warszawa (chyba najbardziej zaawansowany taktycznie klub Ekstraklasy)
- Pogoń Szczecin (organizacja defensywna, nacisk na grę od własnej bramki)
- Raków Częstochowa (szybkie, długie piłki do przodu, pressing + gra bezpośrednia)
- Górnik Zabrze (pressing, gra z użyciem wahadłowych, rozrzucenie obowiązku strzelania bramek na kilku zawodników)
- Lech Poznań (nacisk na grę w ataku pozycyjnym, budowanie akcji od własnej bramki, chęć efektownej gry)
- Piast Gliwice (organizacja defensywna, kontrataki z wykorzystaniem m.in. Jakuba Świerczoka)
- Warta Poznań (organizacja defensywna, mądra i szybka gra z kontry)
- Wisła Kraków (słynny już gegenpressing trenera Hyballi)
Widzimy więc, że z tych 8 klubów aż 3 opierają swoją grę na szeroko pojętej organizacji gry w defensywie. W końcu Ekstraklasa to liga prostych środków – szczelna obrona, dobra gra z kontry, stałe fragmenty i wystarczy. Dlatego właśnie Pogoń jest druga w tabeli, Piast od 7 kolejki przegrał tylko raz, a Warta jest zdecydowanie najlepszym beniaminkiem.
Może i myśl taktyczna Pogoni, Warty i Piasta nie jest zbyt wyszukana, ale się sprawdza.

Jeśli chodzi o nowinki taktyczne, w czołówce znajduje się jednak Legia i Wisła. Te dwie drużyny zdecydowanie wyróżniają się nowoczesnością gry. Zarówno w poczynaniach legionistów, jak i wiślaków, widać zamysł, opracowywany z dbałością o szczegóły i szlifowany na treningach.
Szczególnie warta uwagi jest przemiana taktyczna Legii pod okiem Czesława Michniewicza. Zmiana taktyki na 3-4-2-1 przynosi szereg korzyści:
- więcej zawodników w środku powoduje, że drużynom przeciwnym trudniej jest zagęścić środek pola
- system z wahadłowymi idealnie pasuje do stylu gry Filipa Mladenovicia i Pawła Wszołka
- Luquinhas i Kapustka jako dwie “10-tki” korzystają z faktu, że chroni ich duet Slisz-Martins
- trójka stoperów zapewnia większą ilość wariantów rozegrania piłki od bramki
Umiejętne użycie formacji z trójką obrońców powoduje to, że Legia dominuje w praktycznie każdym spotkaniu, a bramki traci tylko i wyłącznie po błędach indywidualnych.

Jeśli chodzi o Wisłę Kraków, główną idea trenera Hyballi jest “gegenpressing”, czyli tzw. kontr-pressing. Zakłada on, że najlepszy moment na zastosowanie pressingu jest tuż po stracie piłki, ponieważ wtedy przeciwnik jest najbardziej zdezorganizowany.
Do takiej gry potrzebne jest bardzo dobre przygotowanie fizyczne, i tu wygląda na to, że Hyballa zdał egzamin. Wisła może pochwalić się trzecią największą średnią sprintów na mecz w lidze (105). W dalszym ciągu można zaobserwować to, że piłkarze Wisły wyraźnie spuszczają z tonu w drugiej połowie, ale to zrozumiałe. W końcu żadna drużyna na świecie nie jest w stanie wytrzymać ciągłego pressingu przez 90 minut.
Dla przeciwników Wisła jest niezwykle niewygodnym rywalem. Pressing o takiej intensywności to rzecz bardzo rzadko spotykana w naszej lidze, ale tak właśnie gra się na światowym poziomie. Myślę, że gdyby trener Hyballa miał odrobinę lepszych wykonawców, jego Wisła byłaby w stanie zajść naprawdę daleko.

Chciałoby się, żeby każdy klub był tak wyrazisty taktycznie, jak Legia i Wisła. Niestety, tak nie jest. W lidze jest jeszcze Lechia, Zagłębie Lubin, Śląsk, Jagiellonia, Wisła Płock, Cracovia, Stal Mielec i Podbeskidzie, czyli drużyny, dla których “strategia boiskowa” jest pojęciem obcym.
Czym różni się Stal Mielec od Podbeskidzia? Co wyróżnia Śląsk Wrocław? Jaki zamysł widać w grze Cracovii, Wisły Płock czy też Jagiellonii?
Takie pytania można mnożyć w nieskończoność. Nie wymagam, żeby każda z 16 drużyn miała odrębny, charakterystyczny dla siebie styl. Tak nie ma nawet w lidze angielskiej. Ale jednak to, że w grze połowy drużyn naszej ligi nie widać chociażby zalążka myśli taktycznej, jest co najmniej zastanawiające.
Zmagania chociażby takiego Śląska przypominają mecze futbolu z początku XX wieku. Jedenastu chłopa biega za piłką bez celu, a jak już ją zdobędzie, to byle dalej, byle do przodu. Nie ma w tym żadnej głębszej myśli.
Albo weźmy takiego Piotra Stokowca. Przed meczem z Wisłą Kraków pochwalił się, że może i Wisła ma “gegenpressing”, ale on czytał książkę Michaela Coxa pt. “Gegenpressing i tiki-taka” i razem z asystentem stwierdził, że Lechia będzie grać zgodnie ze sformułowaniem “sin duda”, czyli “bez wątpliwości”.
Cóż, Lechii tamto spotkanie udało się wygrać, ale nie był to wielki triumf stratega zainspirowanego hiszpańską filozofią gry w piłkę. Stawiałbym raczej, że termin “sin duda” to było tak naprawdę bardzo ładnie opakowane “dajcie z wątroby panowie”. Bo czym tak naprawdę jest gra “bez wątpliwości”? Terminem taktycznym, czy zwrotem używanym do motywowania zawodników?

Na tym przykładzie doskonale widać, na czym w dalszym ciągu polega bycie trenerem w Polsce. Bardzo mało jest innowatorów taktycznych, takich jak Michniewicz, Hyballa, a w mniejszym stopniu Papszun i Brosz. Znacznie więcej jest typowych motywatorów, którzy są bardziej wodzirejami niż trenerami.
Być może jeśli szale przechylą się na korzyść taktyków, będziemy oglądali ligę, w której zawodnicy będą dokładnie wiedzieli, co robić na boisku i wszelkie braki techniczne będą nadrabiać taktyką. Na razie częstszym zjawiskiem jest jednak drużyna taka, jak ta którą zostawił za sobą w Białymstoku Bogdan Zając – bezmyślna, bezpłciowa i kompletnie zagubiona.