Tomasz Kaczmarek: Po każdym meczu mam pretensje do siebie

Share on facebook
Share on twitter
2022.03.12 Gliwice 
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2021/2022
Piast Gliwice - Lechia Gdansk 
N/z Tomasz Kaczmarek
Foto Tomasz Kudala / PressFocus

2022.03.12 Gliwice 
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2021/2022
Piast Gliwice - Lechia Gdansk 
Tomasz Kaczmarek
Credit: Tomasz Kudala / PressFocus

W minioną niedzielę Lechia Gdańsk wygrała ze Stalą Mielec 3:2, dzięki czemu znacznie przybliżyła się do europejskich pucharów. Jeszcze przed tym ważnym spotkaniem z Biało-Niebieskimi porozmawialiśmy z trenerem zespołu z Trójmiasta – Tomaszem Kaczmarkiem.

Co myśli na temat przygotowania fizycznego zespołu? Co jest według niego najważniejsze na finiszu sezonu? Gdzie dla polskiej Ekstraklasy jest jeszcze pole do rozwoju? Między innymi na te pytania odpowiadał szkoleniowiec Lechii w wywiadzie, który przeprowadził duet redaktorów naczelnych naszego portalu – Jakub Kowalikowski i Kacper Czuba. Zapraszamy do lektury!

***

Jakub Kowalikowski: Lechia ma duże szanse na zajęcie czwartego miejsca. Czy jeśli drużyna faktycznie zdoła obronić tę pozycję, to będzie pan zadowolony ze swojego pierwszego sezonu w Gdańsku?

Tomasz Kaczmarek: W tym momencie jestem tak bardzo skupiony na następnym meczu, że na razie nie czuję się gotowy, żeby podsumowywać ten sezon. Na pewno mam dużo przemyśleń, bo były fazy lepsze i gorsze. Kwalifikacja z Lechią do europejskich pucharów byłaby sukcesem, ale to jest taka bardzo ogólna ocena. Żeby zrobić prawdziwą analizę, nie tylko dla mediów, ale również dla siebie i dla rozwoju własnego oraz klubu, należy wejść głębiej w detale, na co chwilowo nie ma czasu.

Kacper Czuba: Jak powszechnie wiadomo, do rywalizacji na kilku frontach potrzebna jest szeroka kadra. Na jakich pozycjach trener oczekiwałby wzmocnień w letnim okienku transferowym? 

Nie chciałbym na to pytanie odpowiadać konkretnie już teraz, gdyż mamy jeszcze trzy kolejki do końca sezonu [rozmowa przeprowadzona przed meczem ze Stalą – przyp. red.] i nie jest to jeszcze właściwy moment, aby o tym myśleć. Jestem zadowolony z pracy z moim zespołem i widzę w nim jeszcze duży potencjał, aby tę grupę zawodników, którą mamy teraz, jeszcze bardziej rozwinąć. Tego rozwoju oczekuję od nas wszystkich. Jednak nie zmienia to faktu, że drugim decydującym czynnikiem do rozwoju drużyny są transfery. Tutaj trzeba szczerze powiedzieć, że jest to decyzja włodarzy klubu, jakie są ich ambicje na kolejny sezon, na przyszłość. Wola zainwestowania w zespół będzie odpowiedzią na te pytanie. Bardzo dużo w tej kwestii zależy od ludzi, którzy prowadzą ten klub.

JK: W wieku dziewięciu lat przeprowadził się pan do Niemiec. Mówi pan zatem po niemiecku, ale również polsku, angielsku, pracował też w Norwegii czy Egipcie jako asystent Boba Bradleya. Otaczał się pan wieloma kulturami. Jakie jest pańskie podejście do języków obcych? Uważa pan, że znajomość ich ułatwia funkcjonowanie w świecie futbolu czy może nie jest rzeczą niezbędną?

W piłce nożnej, życiu prywatnym czy społecznym komunikacja jest bardzo ważna. Języki niesamowicie to ułatwiają. Ja na przykład bardzo żałuję, że pracując dwa lata w Egipcie, nie nauczyłem się języka arabskiego. Przegapiłem tę możliwość, po arabsku mówię niestety tylko 10 czy 15 zdań. Byłem w tym momencie leniwy, nie wiedziałem, jak szybko czas zleci i jaką szansę marnuję. W piłce nożnej języki są bardzo ważne. Futbol stał się bardzo międzynarodowy. U nas w szatni są zawodnicy, którzy na przykład mówią tylko po francusku, tylko po angielsku czy tylko po niemiecku. Każda forma komunikacji jest istotna. Wiadomo, że piłka nożna jako gra jest bardzo ważna i samą znajomością języków nie wygramy meczu, ale chodzi o to, żeby zbudować więź z piłkarzami oraz znaleźć sposób, aby nie tylko przekazać im informację, co można zrobić przez translatora, ale również nieraz przemówić do ich serca oraz ich emocji. To można zrobić wyłącznie wspólnym językiem.

JK: Jeśli miałby pan wybrać jeden język, którego chciałby się pan teraz nauczyć, jaki to by był?

Mówiąc tylko o piłce nożnej, byłby to hiszpański lub portugalski. One są ojczystymi językami bardzo wielu piłkarzy. Z tego co wiem, łatwiej jest najpierw nauczyć się hiszpańskiego, a później przejść na portugalski niż na odwrót. Zacząłbym więc od hiszpańskiego.

KC: Filip Koperski był jednym z wygranych zimowego obozu przygotowawczego. Rundę wiosenną Ekstraklasy zaczynał jako prawy skrzydłowy, później na meczu z Cracovią przestawił go trener na prawy bok obrony. Na jakiej pozycji docelowo widzi Pan tego zawodnika? Bo na razie jest to casus trochę podobny do Mateusza Żukowskiego, który też dobrze zaczął na tej nowej dla siebie pozycji, a później było trochę słabiej…

Moim zdaniem, to jeszcze za wcześnie, aby tak już oceniać tę sytuację, bo Filip zagrał jedynie klika spotkań na prawej obronie, które były poprawne. Na pewno koronką tego wszystkiego był gol w meczu z Lechem Poznań, gdzie Filip w tych spotkaniach pokazał, że może zostać dobrym zawodnikiem. Osobiście jestem co do niego przekonany, jego warunków fizycznych, osobowości i umiejętności piłkarskich. Koperski jest z rocznika 2004, czyli ma skończone dopiero 18 lat, a Lechia Gdańsk w tym sezonie ma bardzo duże ambicje i połączyć to wszystko z tym, aby zdobywać punkty i wprowadzać młodych zawodników do gry jest dla każdego trenera wymagające. Warto też dodać, że miał też w rundzie wiosennej 2-3 drobne urazy. Ze zgrupowania kadry młodzieżowej wrócił z urazem mięśniowym.

Teraz w ciągu ostatniego tygodnia ma lekkie problemy mięśniowe. Te drobne komplikacje zdrowotne wybiły jego z rytmu, bo gdyby do tego nie doszło, to na pewno byłby regularnie w kadrze meczowej i zebrałby więcej minut. Liczę, że w ostatnich trzech meczach tego sezonu Filip jeszcze zagra i mam duże nadzieje powiązane z następnymi rozgrywkami w jego wykonaniu. Czy finalnie jego wybraną pozycją będzie wybrana prawa obrona, skrzydło czy pomoc? To wszystko się jeszcze okaże. Koperski ma predyspozycje, aby grać na obu pozycjach i w tym momencie nie jest to decydujące, jaka to jest pozycja. Ważne jest to, aby kontynuować tę drogę i pomagać jemu w jego rozwoju. 

JK: Prawa obrona w Lechii Gdańsk to newralgiczna pozycja w tym sezonie. Grali na niej Joseph Ceesay, Bartosz Kopacz, Mateusz Żukowski, David Stec, Mykoła Musolitin czy Filip Koperski. Z czego wynika taka rotacja w tym sektorze?

Wynika tylko z tego, że latem Lechię opuścił Karol Fila, który był nominalnym prawym obrońcą. Z różnych względów klub zdecydował, aby podejść do tej pozycji trochę bardziej eksperymentalnie. Mnie jeszcze wtedy w Gdańsku nie było, ale ja to rozumiałem tak, że ludzie w klubie wiedzieli, że zabezpieczeniem tej pozycji jest Bartosz Kopacz, który jest w stanie jako stoper solidnie zagrać w tym sektorze, a dodatkowo był też projekt z Mateuszem Żukowskim.

Trzeba powiedzieć również, że pierwsza część rundy jesiennej wyglądała tak, że próbowaliśmy rozwijać Żukowskiego. Były mecze, w których to wyglądało ciekawie. W fazach, w których Mateusz miał większe problemy, pomagał Bartek Kopacz. Nieraz się tak dzieje w piłce, że na takiej pozycji dochodzi do wielu ruchów. Nie doszliśmy do porozumienia z Mateuszem w sprawie nowego kontraktu, więc ważne było, aby znaleźć rozwiązanie, które było do zaakceptowania dla obu stron. Przyszła też dobra oferta za Bartka Kopacza, która dla Lechii była ciekawa.

Trzeba powiedzieć, że ta pozycja pod względem trenerskim jest w ostatnich miesiącach bardzo dużym wyzwaniem, ale na tych zawodnikach klub zarobił w tym sezonie najwięcej pieniędzy. Jak spojrzymy na trzech ostatnich sprzedanych piłkarzy, to są to Karol Fila, Mateusz Żukowski i Bartosz Kopacz, czyli naszych trzech prawych obrońców. Suma tego wszystkiego jest dla klubu istotna. Jestem przekonany, że prezes by się ucieszył, gdybyśmy na wszystkich pozycjach mieli tak dużo transferów (śmiech).

Zimą poprawnie zabezpieczyliśmy prawą obronę Davidem Stecem, który ostatnio miał kilka drobnych kontuzji. Ze względu na to, doszły na tę pozycję eksperymenty, czyli decyzje co do Filipa Koperskiego i Josepha Ceesaya. Trzeba tu szczerze powiedzieć, że rozpoczęliśmy nowe projekty – gdy mówię o projekcie, to mam na myśli pomysł na rozwój zawodnika na danej pozycji. Są to bardzo ciekawe projekty. Obaj zawodnicy wymagają dużo pracy, ale jest w nich niesamowicie ciekawy potencjał. Jestem przekonany, że w przyszłym sezonie na tej pozycji możemy mieć naprawdę bardzo dobre rozwiązania.

KC: W ostatnim czasie więcej minut zaczął dostawać Bassekou Diabate, który znajduje się aktualnie w dobrej dyspozycji. Wielu zaskoczyła obecność Malijczyka w pierwszym składzie w sparingowym meczu z Szachtarem Donieck (2:3). Następnie zaczął mecz od 1. minuty w Zabrzu, gdzie też zagrał solidne zawody i jego pozycja w składzie zaczęła rosnąć. Co sprawiło, że dopiero teraz Diabate występuje w większym wymiarze czasowym na boisku?  

Mecz z Szachtarem w tym wszystkim pomógł, a powiązane to było wszystko z tym, że w tym sparingu zmieniliśmy trochę naszą organizację gry w ofensywie. Przeszliśmy na romb, gdzie są trzy centralne pozycje – dwóch napastników i ofensywny pomocnik. Jest trochę więcej miejsca w tym systemie dla piłkarzy. Warto też zaznaczyć, że od około sześciu tygodni było widać, że Bass znajduje swoją optymalną formę, świeżość. Głównie te dwie rzeczy się na to złożyły. Trzeba również pamiętać, że to wciąż jest młody chłopak, który gra pierwszy sezon w Europie, a w styczniu miał tak naprawdę pierwszy w pełni przepracowany okres przygotowawczy w Europie. Latem późno tutaj dołączył i jego przygotowania były mocno zaburzone. Dla niego ten czas przygotowań po pierwsze był w zimnym kraju, a po drugie co do ilości obciążeń, treningów, był czymś nowym. Potrzebował więc więcej czasu niż inni zawodnicy, aby po tym okresie się wyświeżyć i znowu dojść do formy.

Cieszę się, że wraca do dobrej dyspozycji, bo jest to piłkarz, który w następnym sezonie, a to trzeba mieć też w głowie, aby budować drużynę na następne lata, na przyszłość, może wyglądać bardzo ciekawie. Ten rok był taki, aby niektórych zawodników, w tym Bassa potencjałem zbliżyć do pierwszego składu. 

KC: Można powiedzieć, że Piotr Stokowiec będąc trenerem Lechii zapoczątkował za swojej kadencji w Gdańsku taki trend stawiania na młodych zawodników, który trener teraz kontynuuje. Swoje szanse dostają w tym sezonie m.in. Jakub Kałuziński, Kacper Sezonienko czy wspomniany wcześniej Koperski. Chciałbym jednak zapytać o dwóch innych młodzieżowców Lechii – pomocnika Tomasza Neugebauera i skrzydłowego Dominika Piłę, który po tym sezonie przychodzi do Gdańska z Chrobrego Głogów. Jak trener widzi rolę, miejsce w zespole dla tych zawodników w przyszłym sezonie?

Młodzi zawodnicy zawsze mają to samo zadanie w każdym klubie na świecie – ciężko pracować, rozwijać się i czekać na swoją szansę. W przypadku tych dwóch piłkarzy będzie wyglądało podobnie. Z Neugebauerem pracujemy już od 3-4 miesięcy. Tomek jest zawodnikiem, który w tym czasie tutaj miał dobre wejście. Jeszcze nie widać go w większym wymiarze na boiskach Ekstraklasy, bo zagrał tylko w starciu przeciwko Wiśle Kraków. Jednakże w szatni wszyscy zauważyliśmy, że jest to piłkarz, który umie grać w piłkę, ma dobrą osobowość i mam nadzieję, że uda nam się mu na tyle pomóc, żeby rozwinął się jeszcze bardziej i został dobrym piłkarzem.

Dominik Piła z kolei jest najciekawszym młodym zawodnikiem, który aktualnie występuje na pierwszoligowych boiskach. Wiadomo, że pewnie będzie potrzebował pewnie takiego okresu adaptacyjnego, bo krok z drużyny z Głogowa do Lechii Gdańsk jest bardzo dużą zmianą. Myślę jednak, że mówimy tutaj o zawodniku, który ma duży potencjał i ma ciekawą drogę przed sobą.

W kontekście stawiania na młodzieżowców – ludzie muszą zrozumieć, że to nie są trenerzy, którzy stawiają na młodych zawodników. To nie jest tak, że nagle trener Stokowiec albo Kaczmarek myśli sobie ach.. będzie teraz grało trzech młodych zawodników, bo takowych uwielbiam. Jako szkoleniowcy możemy tylko na nich postawić, jeśli klub jest w stanie dać nam takich zawodników z jakością, potencjałem, z piłkarskim talentem, którzy mają papiery na to, aby grać w Lechii Gdańsk i wnieść wartość dodaną do tej drużyny. Tutaj kluczowym tematem jest własna akademia, czyli ludzie pracujący w klubie, scouting i trenerzy akademii plus scouting samego klubu. Tak jak teraz w wypadku Neugebauera czy Piły – szybko zauważamy tych piłkarzy, jesteśmy też gotowi zainwestować odpowiednie środki, aby sprowadzić tych zawodników do nas.

Jeżeli na przykład nie będzie już teraz przepisu o młodzieżowcu i klub podejmie decyzje, że nie opłaca się już inwestować w młodych graczy, to bardzo szybko wtedy liczba młodych piłkarzy, którzy u nas grają, będzie znacznie mniejsza, bo nie będą wystarczająco dobrzy. My, szkoleniowcy w tej kwestii jesteśmy niesamowicie uzależnieni od decyzji włodarzy klubu.   

JK: Jest pan w Gdańsku już kilka miesięcy. Z jakich aspektów, które udało się poprawić w Lechii, jest pan najbardziej zadowolony?

Ja bym nigdy nie mówił, że udało nam się coś poprawić, bo trener Stokowiec miał inny pomysł na zespół. Inaczej realizował swoją wizję tej drużyny. Mój pomysł na zespół jest inny. Przy okazji naszych najlepszych meczów jestem bardzo zadowolony z rozwoju. Uważam, że to są momenty, w których naprawdę fajnie się nas ogląda. Gramy technicznie, odważnie, dynamicznie, do przodu, od nogi do nogi, zmieniamy strony, bardzo mocno reagujemy w momentach straty, bronimy do przodu – widać wszystkie elementy drużyn grających na najwyższym poziomie. Ale nie udaje się nam jeszcze utrzymać tego przez 90 minut. To będzie kluczem, żeby tak naprawdę się rozwinąć i odnieść sukces. Żeby udało się nam nasz wysoki poziom prezentować dłużej, w trudnych fazach sezonu oraz w trudnych meczach. Przed nami bardzo dużo pracy. Wiadomo, że znaczenie mają tutaj tematy piłkarskie, ale również tematy mentalne.

Jednym z nich jest to, co było widać w Lubinie. W momencie, w którym zespół dość szybko przejmuje prowadzenie, nadal ma zakorzenione w DNA, że wielu zawodników woli, preferuje i lepiej się czuje, żeby od tego momentu grać bezpieczniej, defensywnie i bez ryzyka. Dla nich jest naturalne, żeby oddać inicjatywę meczu. To jest coś, co jest całkowicie przeciwko mojej własnej myśli. Tutaj musimy się bardzo rozwinąć. Ja zawsze powtarzam, że przekształcenie zespołu bardziej myślącego defensywnie w zespół całkowicie myślący ofensywnie to najtrudniejszy proces w piłce. Wymaga też trochę czasu. Widzę jednak światełko w tunelu.

KC: Lechia aktualnie ma kilku zawodników na wypożyczeniu. Jednym z nich jest Łukasz Zjawiński, który w Sandecji Nowy Sącz ostatnio strzela regularnie gole w Fortuna 1. Lidze. Wielu kibiców było zdziwionych tym transferem w letnim okienku transferowym. Chciałbym zapytać, czy śledzi trener poczynania Łukasza w 1. Lidze oraz czy widzi dla niego miejsce w składzie na przyszły sezon?

Zależało mi na tym, aby Łukasz poszedł na wypożyczenie do dobrego klubu, gdzie będzie grał, rozwijał się. Jest to niesamowicie młody chłopak z dobrą i mocną osobowością, z bardzo dobrymi warunkami fizycznymi i dobrym instynktem strzeleckim. Ma jednak również takie elementy w swojej grze, które są jeszcze do dopracowania pod względem technicznym czy taktycznym. On jeszcze nie był tutaj na to gotowy, żeby wygrać rywalizację z Łukaszem Zwolińskim czy Flavio Paixao. Do tego doszła sytuacja, że w podobnym wieku są też konkurenci Łukasza do gry, czyli Sezonienko i Diabate. Mieliśmy trzech zawodników w tej samej sytuacji i jest niemożliwe, aby tych zawodników rozwijać wszystkich razem, dawać im szansę. Jestem natomiast przekonany, że Łukasz latem do nas wróci i jestem pewny, że latem poczyni kolejny krok w swoim rozwoju. Na pewno letni okres przygotowawczy będzie dla nas momentem weryfikacji, żeby zobaczyć stopień jego rozwoju. Ogólnie z tej decyzji o jego wypożyczeniu do Sandecji jestem bardzo zadowolony.

JK: Jak oceniłby pan przygotowanie fizyczne zespołu? W ostatnich tygodniach mówi się, że piłkarze Lechii szybko tracą siły. Może pan to skomentować?

Każda porażka Lechii, obojętnie czy u siebie, czy na wyjeździe, wywołuje u kibiców duże emocje. Jest to bardzo pozytywne, bo świadczy o tym, że ludziom na nas zależy. Wiadomo, że te emocje często są gorące, poruszane bardzo szybko po meczu. Te analizy są niesamowicie ogólne. Na porażkę składa się wiele czynników – taktyka, forma, dyspozycja, mentalność, przygotowanie fizyczne. Piłka nożna jest bardzo kompleksowa. Bardzo trudno jest sprowadzić coś do jednej czy drugiej rzeczy. Co do przygotowania fizycznego, to uważam, że w opinii publicznej – nie tylko w Lechii, ale też w innych klubach, innych ligach – najłatwiej jest uderzyć w temat przygotowania fizycznego, bo każdy może w to uderzyć. To jest prosty strzał.

Zawsze mówię, że każdy zespół, który przegrywa, wygląda źle. Albo są straty piłki, albo trzeba gonić za kontrami, albo gra się nie klei. Są emocje, gestykulacje. Można w tym wszystkim znaleźć wiele rzeczy. Koniec końców liczą się fakty. Fakty są takie, że jesteśmy w Ekstraklasie jednym z najlepiej biegających zespołów pod względem intensywności, sprintów itd. Można to skrócić do tego, że jesteśmy fizycznie bardzo dobrze przygotowani i w całej lidze mamy chyba najmniejszą liczbę kontuzji. Co do takich tematów, jesteśmy na wysokim poziomie. Ja jestem z pracy w klubie bardzo zadowolony.

Gdy popatrzymy dokładnie na najlepsze mecze Ligi Mistrzów, to zauważymy, że zespoły biegają dużo mniej. To wszystko jest ze sobą połączone. Drużyny, które mają dobrą organizację gry, dobrze operują piłką, są zawsze zabezpieczone, w momentach straty dobrze reagują – nigdy nie muszą dużo biegać. One nigdy nie tracą piłki, a gdy już ją tracą, to od razu ją odzyskują albo przerywają kontry. Tylko źle ustawione zespoły, popełniające proste błędy, muszą dużo biegać. Tutaj naprawdę wiele ludzi nie rozumie detali tego wszystkiego. Wówczas najłatwiej uderzyć w przygotowanie fizyczne.

Ale proszę mi uwierzyć w jedną rzecz – w rundzie wiosennej mieliśmy sporo tematów, które są do poprawy, i nad którymi musimy pracować. To było w niektórych spotkaniach oczywiste. Przygotowanie fizyczne jest naszym najmniejszym problemem. Mimo wszystko nie możemy zapomnieć jednej rzeczy. Lechia w tamtym sezonie po 30 meczach miała 42 punkty, a w tym sezonie mieliśmy 52. Dziesięć punktów więcej. To jest 25% więcej punktów. Polepszyć się w piłce nożnej o 25% punktów jest olbrzymim rozwojem. Ja wiem, że wszyscy chcieliby się zawsze polepszyć o 100% czy 80% punktów, ale to jest niemożliwe. Dlatego jest wiele rzeczy, które są do poprawy, ale nie możemy też zapominać, że są pewne tematy, które naprawdę idą w dobrym kierunku.

KC: Rozmawiamy kilka dni po meczu z Zagłębiem Lubin (2:2). Czy był Pan zaskoczony tak ofensywną wersją gry rywala, dodatkowo grającego w wysokim pressingu? Przed meczem z Lechią lubinianie spisywali się przeciętnie, a ich występ przeciwko ekipie z Trójmiasta był ich jednym z najlepszych w rundzie wiosennej Ekstraklasy.

Zagłębie w tym meczu dokonało kilku zmian personalnych w składzie i trochę inaczej niż zazwyczaj podeszli do 2-3 tematów/detali taktycznych. Nie byłem niczym zaskoczony pod takim względem, jak mówiłem już na pomeczowej konferencji prasowej – wiem, jak to jest w sytuacji, kiedy twoja drużyna jest pod ścianą. Wiem, że w takich momentach szuka się rożnych rozwiązań. Nie wiedziałem, co trener Stokowiec zmieni, ale wiedziałem, że na pewno dokona tych pewnych roszad, bo po prostu był zmuszony, aby to zrobić. Jest zbyt doświadczonym szkoleniowcem, aby kontynuować to, co nie wychodziło w ostatnich spotkaniach. Trzeba powiedzieć, że decyzje, które podjął na mecz z nami, dają im też dużo nadziei na trzy ostatnie kolejki sezonu. 

JK: Lechia do przerwy prowadziła 2:0 i wydawało się, że ma mecz pod kontrolą. Co powiedział pan piłkarzom w przerwie? Jakie były założenia na drugą połowę? Mówił pan na konferencji prasowej, że ma pretensje do siebie, bo pozwolił piłkarzom zagrać bezpieczniej i mniej odważnie.

Ja po każdym meczu mam pretensje do siebie, bo osobiście staram się podchodzić jak najbardziej krytycznie do moich decyzji. Nigdy nie pozwalam na to, żeby sam wynik był odzwierciedleniem jakości mojej pracy. Nieraz jest tak, że wygrywasz mecz, ale wiesz, że jako trener nie zrobiłeś dobrej roboty. Po prostu zawodnicy tobie pomogli. Są też inne sytuacje, w których nawet po przegranym meczu możesz być zadowolony ze swojej pracy, bo wszystkie decyzje były słuszne i dałeś drużynie największą szansę na wygranie spotkania, ale niestety nie udało się odnieść zwycięstwa, bo w ten sport gra też przeciwnik.

Co do meczu z Zagłębiem, założenia na drugą połowę były bardzo pragmatyczne. Chodziło o to, aby zagrać solidnie w średnim pressingu, utrudnić Zagłębiu grę, poszukać kilku kontr, a z piłką grać dosyć bezpiecznie. Pozwoliłem zawodnikom w przerwie meczu na niebudowanie akcji od własnej bramki, na to, żebyśmy pod presją wybijali drugie piłki i dopiero w wyższych strefach boiska grali po ziemi. To była pewna forma minimalizacji ryzyka. Gdybym mógł podjąć te decyzje jeszcze raz, postąpiłbym inaczej, co nie znaczy, że byśmy ten mecz wygrali. W pierwszej połowie nie wyglądaliśmy dobrze. Graliśmy bez odwagi, byliśmy wolni nie tylko w nogach, ale też w głowach. Nie było wystarczająco zawodników, którzy chcieli wziąć ciężar gry na siebie. Konsekwencją tego były moje decyzje.

Po meczu zawsze wszyscy jesteśmy mądrzejsi. Na pewno przegapiłem możliwość, aby w przerwie wysłać drużynie odważniejszy sygnał. To, co ustaliliśmy sobie w szatni po pierwszej połowie – czyli że chcemy wspólnie, blisko siebie i bardzo intensywnie bronić oraz utrudniać przeciwnikowi grę, a także być dobrze zorganizowanym w prostszym podejściu do gry z piłką – nie zostało też wykonane na dobrym poziomie. Dlatego w drugiej połowie wyglądaliśmy źle. Wiem, że opinia publiczna zawsze oparta jest tylko na wyniku, to znaczy, że pierwsza połowa jest dużo lepiej odbierana, bo prowadziliśmy 2:0, a w drugiej przegraliśmy 0:2. Prawda tego meczu jest taka, że my zagraliśmy 90 minut na bardzo niskim poziomie. Całe spotkanie nam się nie udało, oprócz kilku indywidualnych momentów. Oczekiwania, które my mamy wobec siebie, jako zespół, są większe. Zawodnicy na 100% nie byli zadowoleni z tego meczu. Co nie zmienia faktu, że nawet w gorszy dzień, kiedy kilka rzeczy w meczu nam się ułożyło, musimy od siebie oczekiwać, aby zebrać po prostu komplet punktów. W Lubnie nie byliśmy nawet blisko tego.

KC: W Pogoni Szczecin współpracował trener z Kostą Runjaiciem, który jest jednym z najlepszych szkoleniowców w polskiej Ekstraklasie. Jaka jest taka cecha warsztatu trenerskiego Niemca, która Panu najbardziej imponuje, albo którą chciałby trener mieć u siebie?

Uważam, że Kosta jest bardzo ciekawą osobowością. Trudno mi też jednak jest też ludzi, z którymi pracowałem przez dłuższy czas zredukować do jakiejś jednej konkretnej cechy – takie pytania dostawałem kiedyś o Boba Bradleya, teraz o Kostę. Jest to wręcz prawie niemożliwe, bo tak naprawdę wszystko to, co jako trenerzy robimy, to jest zbiór wielu tematów, cech, rożnych rzeczy. Na pewno dwie cechy wyróżniające Kostę to osobowość, ma taki bardzo naturalny autorytet. Ma też tego pełną świadomość. Z drugiej strony z kolei ma też taki balans pomiędzy poziomem adrenaliny, mentalnością zwycięzcy a dużą swobodą, spokojem i luzem w innych sytuacjach. Dobrze czuje, kiedy trzeba podkręcić tempo gry drużyny, a kiedy trzeba wyluzować. Połączone z tym wszystkim jest to, że uważam, że potrafi on też bardzo dobrze dowartościować ludzi, z którymi pracuje. On wie, że jest szefem, że to on podejmuje ostateczne decyzje, ale jest osobą, która pracuje zespołowo.

Mogę powiedzieć tak nie tylko o całym jego sztabie w Pogoni, ale o wszystkich ludziach w klubie – oni bardzo chętnie przychodzili do pracy. Kosta w Szczecinie wytworzył atmosferę, w której wszyscy ludzie po prostu uwielbiali przychodzić do roboty. Za to naprawdę chapeau bas. W takim wymagającym zawodzie, dodatkowo obarczonym dużym poziomem ciśnienia, stresu jest naprawdę bardzo dużym wyzwaniem.

JK: Wkraczamy w decydującą fazę sezonu. Co jest według pana najważniejsze w takim okresie? Jak trzeba podchodzić do meczów, zawodników na finiszu rozgrywek?

Dla mnie to jest proste – jak najmniej emocji, dużo więcej jasnego planu. Zespół musi dokładnie wiedzieć, w której fazie meczu co ma robić, jak ma grać. Wszystkie detale muszą być przygotowane, wytrenowane. Ostatnio oglądałem wywiad z Salahem po meczu Ligi Mistrzów. Wiadomo, że Liverpool walczy teraz o cztery trofea. Salah dostał takie samo pytanie – co jest teraz najważniejsze? Odpowiedź wszystkich najlepszych zawodników i trenerów zawsze jest taka sama. Koncentracja na następnym meczu. Skupienie na tym, żeby być w formie, i żeby komunikacja wyglądała w taki sposób, aby atmosfera była dobra i ambitna. Nie można nigdzie wybiegać myślami. Koncentrujesz się tylko na tym, co możesz kontrolować. W piłce nożnej nie masz wpływu na sędziego, na wyniki, jakie osiąga przeciwnik.

Na dziś nie możemy kontrolować, jak zagramy z Rakowem. Jedyne, na co mamy wpływ, to mecz ze Stalą Mielec. Wszystko inne to tylko strata koncentracji i energii. Łatwo to powiedzieć, ale sztuką jest naprawdę tylko tym żyć. To decyduje o jakości grupy. Inne problemy, rozmowy kontraktowe, transfery – wszystkie inne rzeczy musisz wyłączyć. To nie jest łatwe. To jest jednak jedyne rozwiązanie – aby jak najbardziej koncentrować się na następnym zadaniu, wyłączyć jak najwięcej emocji, i żeby to przygotowanie było konkretne. Tak naprawdę ono powinno być tak samo konkretne jak w pierwszej kolejce sezonu. Masz tylko mniej czasu na korektę błędów.

KC: Był Pan przez pewien czas w Pogoni, teraz jest pierwszym szkoleniowcem Lechii, w związku z czym trochę już czasu trener spędził w Ekstraklasie. Jakby Pan scharakteryzował te rozgrywki? Jaka to jest liga? Co jest w niej kluczowe, aby zdobyć mistrzostwo?

Do zdobycia tytułu w każdej lidze najważniejsza jest jakość. Wiem, że w piłce nożnej jest dużo romantyki i że kiedyś Leicester City, czyli wówczas drużyna ze środka tabeli, wygrała mistrzostwo Anglii. Jednak takie historie zdarzają się raz na 50 lat. Zawsze o to mistrzostwo będą walczyły zespoły z najlepszymi zawodnikami i trenerami. Ci ludzie zawsze tam są, gdzie są najlepsze warunki. Ekstraklasa jest fizyczną ligą. Poziom taki czysto piłkarski, techniczny czy dynamiczny nie jest dzisiaj na najwyższym poziomie. Tutaj na pewno dla polskiej piłki, jak i Ekstraklasy jest największe pole do rozwoju. To ma do czynienia ze szkoleniem zawodników, ale też i z odwagą, jak grać w piłkę i wizją futbolu. Uważam, że w tym aspekcie musimy wszyscy zrozumieć jedną rzecz – nie jest to temat tylko czysto trenerski.

Sądzę, że polska piłka, definiuje się głównie przez pryzmat wyniku. Jest bardzo mało zrozumienia dla takich tematów, jak procesy czy rozwój sportowy. W tej kwestii w polskim futbolu na pewno na kilku pozycjach brakuje kompetencji. Ludzi rozumiejących piłkę nożną, podejmujących właściwe decyzje. Jak się popatrzy, co się dzieje się w końcówce Ekstraklasy, że pięciu trenerów przed ostatnią serią gier było zagrożonych utratą stanowiska na cztery kolejki przed końcem sezonu. Wszystkie te takie ruchy, przemyślenia są takimi czystymi aktami desperacji. Jest to próba skorygowania długich łańcuchów błędów popełnionych w klubie na finiszu sezonu. To świadczy wyłącznie o braku kompetencji i nie zawsze na pozycji trenera. Jak popatrzmy dzisiaj na to jak się prowadzi najlepsze kluby w dużych najlepszych ligach, jak i odnoszących co roku sukcesy w mniejszych, co roku produkują i sprzedają zawodników – tam na poziomie kompetencji, struktur, decyzji sportowych jest po prostu bardzo dużo kompetentnych, profesjonalnych ludzi. Te drużyny są prowadzone profesjonalnie. Najważniejsze jednak jest to, że w tych ekipach jest bardzo mało emocji w podejmowaniu decyzji.

Nawiązując do Ekstraklasy, to uważam, że na pewno Pogoń i Raków są bardzo dobrymi przykładami dobrej pracy w klubie – budowania odpowiednich struktur, inwestowania w rozwój. Tutaj w tym wszystkim jest droga do sukcesu. Na pewno polska liga jest fajnym produktem, są dobre kontrakty telewizyjne, dobry poziom stadionów i cała otoczka wokół tych rozgrywek została fantastycznie rozwinięta. Tego zazdrości nam wiele porównywalnych lig, krajów w Europie. Ważne jednak jest to, abyśmy się na tym nie zatrzymali i zrozumieli, że w wielu obszarach musimy jeszcze kilka rzeczy przemyśleć, skorygować, aby jako liga wejść na poziom, na który jesteśmy w stanie wejść. Bo prawda jest taka, że te wszystkie pięcioletnie tabele ligowe UEFA, gdzie Polska znajduje się na 30. miejscu, nie oszukują. Są prawdziwym odzwierciedleniem naszego poziomu sportowego. Powinniśmy mieć świadomość tego, że to w wielu tematach pokazuje nam to, że naprawdę musimy się rozwinąć.

JK: Teraz chciałbym zapytać o dwóch zawodników. Po jednym z meczów powiedział pan na konferencji prasowej, że jeśli Henrik Castegren znajdzie się choćby dwa razy w kadrze meczowej w tym sezonie, to będzie sukces. Czy jest szansa, że Szwed faktycznie znajdzie się w „18” na ostatnie mecze? Drugi zawodnik to Omran Haydary. Bierze go pan pod uwagę w przyszłym sezonie?

Henrik był transferem, żeby wzmocnić nas jeszcze na tę rundę. Było jednak tyle drobnych komplikacji zdrowotnych, kontuzji, przerw, że to wszystko się bardzo przeciągnęło. Inni stoperzy są zdrowi, są w dobrej formie. Henrik nie jest jeszcze w stanie z nimi konkurować. Miałem nadzieję, że uda nam się go zobaczyć w kadrze meczowej w tym sezonie, ale w tym tygodniu znowu doszło do drobnego urazu, który wyklucza go na kilka dni czy tydzień z treningów. Myślę, że raczej w tym sezonie już go w kadrze meczowej nie zobaczymy.

Omran jest naprawdę fantastycznym chłopakiem i bardzo dobrym zawodnikiem. W Ekstraklasie poradzi sobie w wielu klubach. Jest niesamowicie szybki, bezpośredni, ma w sobie dużo jakości. Bardzo go szanuję. Jest niezwykle profesjonalny, ma bardzo pozytywną osobowość. Nie do końca jednak pasuje do mojego pomysłu. Jest to piłkarz bardziej dla drużyn broniących nisko, grających z kontrataku, nie grających tak dużo w ataku pozycyjnym. W momencie, kiedy zimą chciałem zredukować rozmiar naszej kadry, Omran stał się w pewnym sensie ofiarą tych decyzji. Naprawdę życzę mu, aby teraz znalazł nowy klub, bo jestem przekonany, że właściwemu zespołowi potrafi dać bardzo dużo.

KC: Patrząc na ekstraklasowe kluby i trenerów widzimy pewien schemat – przy pierwszym poważniejszym kryzysie taki szkoleniowiec dostaje wypowiedzenie. Czy zdaniem Pana to, że prezesi ligowych drużyn decydują się na taki krok, to nie jest jeden z największych problemów całej Ekstraklasy? Bo wtedy trudno jest też realizować te procesy piłkarskie, o których trener wcześniej już wspomniał.

Znam za mało prezesów ekstraklasowych klubów, aby oceniać ich pracę. Myślę, że ostatnia rzecz, jaką prezesi polskich drużyn chcą czytać, to jak ja oceniam ich pracę (śmiech). Ogólnie jest tak, że jeżeli jako trener czujesz, że twoje relacje z prezesem bardzo się zmieniają ze względu na jeden czy wynik, to nagle czujesz mniej wsparcia, zaufania z ich strony. W trudniejszych momentach widzisz tak naprawdę kto jest chorągiewką na wietrze, a kto jest mocną, stabilną osobowością. Jeśli czujesz, że masz do czynienia z ludźmi, którzy są słabi, to twoją naturalną reakcją jest to, że wszystko co robisz jest zorientowane na najbliższy mecz, wynik. Wszystkie twoje decyzje, działania idą w tym kierunku – jest to naturalny odruch ludzki, żeby przeżyć, zabezpieczyć się, nie popełnić błędu. Może wygrasz w takiej sytuacji mecz, ale najbardziej na takim nerwowym działaniu cierpi rozwój zawodników, bo wszystko, co wtedy robi trener, jest takie krótkoterminowe. Cała koncentracja jest tylko na następnym meczu.

Może trochę przesadzę teraz, ale wtedy dochodzi do takich sytuacji, że trzy razy w tygodniu trenujesz stałe fragmenty gry, a nie ćwiczysz tego, jak grać pod presją, jak wychodzić z wysokiego pressingu. Może zostaniesz wtedy pół roku dłużej na stanowisku, wyjdziesz jakoś z tego kryzysu, ale nigdy nie rozwiniesz wtedy klubu, drużyny. Jako trener uważam, że bardzo ważne jest to, żeby na początku współpracy z klubem mieć jasno ustalone oczekiwania, cele, na czym ludziom w danym klubie zależy. Bo są osoby, którym w drużynie naprawdę chodzi tylko o osiągnięcie odpowiedniego wyniku i jeśli prezes na początku współpracy powie: słuchaj, mnie nie interesuje, jak my będziemy grać w piłkę, możesz wszystko wybijać w trybuny, ale ważne, abyśmy na koniec sezonu byli w pierwszej czwórce. Jako szkoleniowiec albo w to wchodzisz albo nie. Tylko nie możesz później narzekać, że jednak chcesz pracować inaczej.

Jeżeli klub oczekuje od trenera, żeby rozwijał zawodników, klub, aby grał dobrą piłkę nożną, stawiał na młodych zawodników, to klub musi zrozumieć, że jest to tylko możliwe, jak łącznie przejdziesz razem przez jeden, drugi czy trzeci trudniejszy moment. Przegrasz kilka spotkań, bo musisz mieć we wszystkich decyzjach mieć więcej odwagi, niektórym procesom dać więcej czasu.

Ważne też, aby nie było tak, że jak osiągasz ponad możliwości i oczekiwania, to nagle zmiana wszystkich celi w trakcie sezonu, nie jest dla mnie do końca logiczna. Tutaj kluby mają ludzi od tego, aby podejmować decyzje, trenerów, aby rozwijali drużynę. Są też kontrakty, tylko ważne jest to, że ludzie, którzy decydują się na takie zmiany, biorą na siebie bardzo dużą odpowiedzialność, że nie masz żadnej gwarancji, że następny trener tę robotę wykona lepiej. Bo często jest tak, że następnemu szkoleniowcowi nie udaje się tej pracy wykonać lepiej, ponieważ nie zawsze wszystko wynika tylko z kwestii trenerskich.

***

Z trenerem Tomaszem Kaczmarkiem rozmawiali Jakub Kowalikowski i Kacper Czuba