To ma być Superpuchar? To jest jakaś popierdółka, a nie Superpuchar!

Share on facebook
Share on twitter
09.10.2020 Warszawa
Pilka nozna
Superpuchar Polski 2020
Legia Warszawa - Cracovia Krakow
N/z Milan Dimun, upuszcza trofeum
Foto Adam Starszynski / PressFocus

09.10.2020 Warsaw
Football
Polish Super Cup 2020
Legia Warszawa - Cracovia Krakow
Milan Dimun, upuszcza trofeum
Credit Adam Starszynski / PressFocus

Parafraza słynnego cytatu z filmu ”Kiler” idealnie posłuży za podsumowanie wczorajszego paździerza na Łazienkowskiej zwanego Superpucharem Polski. To był mecz, który zdecydowanie nie zasłużył na taką nazwę, choć tu trzeba zadać pytanie: czy spodziewaliśmy się jakiegoś spektakularnego widowiska? Obie drużyny prezentują się przeciętnie i obie zostały ośmieszone w europejskich pucharach. Spotkanie też wciśnięte na siłę w sam środek reprezentacyjny, to i piłkarze wyglądali na takich, którzy też chcieli odpocząć, a nie grać. Kibice mają prawo czuć się rozczarowani, ale chyba tylko Legii, a nie Cracovii. ”Pasy” po rzutach karnych zdobywają drugie w tym roku trofeum do kolekcji.

Spotkanie pomiędzy mistrzem Polski z triumfatorem Pucharu Polski miało odbyć się pierwotnie 9 sierpnia, ale ze względu na przypadek koronawirusa w Legii zostało odwołane. PZPN ostatecznie przełożył mecz na jedyny wolny termin jakim byla przerwa na kadrę – 9 października. Jak się później okazało, legionistów nie mógł poprowadzić nowy trener, Czesław Michniewicz, który tego samego dnia prowadził młodzieżówkę w meczu eliminacyjnym do Euro U-21 z Serbią. Z przyczyn reprezentacyjnych aż 9 zawodników nie mogło zagrać w piątkowym meczu. To była na tyle absurdalna edycja Superpucharu Polski, że na kilkanaście godzin przed meczem z powodu gorączki zrezygnował sędzia główny spotkania, Mariusz Złotek, a jego miejsce zajął Wojciech Myć, najbardziej krytykowany polski arbiter w ostatnich miesiącach. Ten mecz po prostu nie mógł być wielkim widowiskiem, bo wszystkie znaki na niebie i ziemii podpowiadały, że zamiast Superpucharu będzie Superpaździerz. I taka była pierwsza połowa. Nudna i beznadziejna. Żadna z ekip nie stworzyła większego zagrożenia. Więcej się działo na trybunach niż na murawie.

Druga połowa ciut lepsza, ale to tak jakby powiedzieć, że ”Studniówka” jest lepsza niż ”Futro z misia”. I to badziew, i to badziew – zero różnicy. O ile do przerwy Cracovia oddała jeden celny strzał na bramkę, tak Legia czekała na ten moment do 50. minuty, kiedy Luquinhas uderzył wprost w Lukasa Hrosso. Najciekawsza sytuacja drugiej połowy – Pekhart pokonuje golkipera ”Pasów”, ale okazuje się, że Czech był na spalonym. Zwykle zawodzący Wojciech Myć dziś był perfekcyjny. Ale też nie oszukujmy się, gdzie miał popełnić błąd, skoro piłkarze obu ekip zbytnio się nie wysilali. Gdy już kibice powoli zasypiali, to sędzia obudził ich zapraszając obie ekipy na serię jedenastek. Całe szczęście, że PZPN ustanowił przepis, w którym zamiast dogrywki będą rzuty karne. Ot, prosty sposób na to, aby widzowie zgromadzeni na trybunach zamiast męczyć się przez dodatkowe pół godziny, mogli obejrzeć ekspresowy pojedynek strzelecki.

W serii rzutów karnych triumfowała Cracovia, która zwycięstwo zawdzięcza dwóm osobom: Lukasowi Hrosso i… Pawłowi Wszołkowi. Skrzydłowy uderzył na tyle słabo i przewidywalnie, że bramkarz ”Pasów” nie miał żadnego problemu, aby obronić ten strzał. Tym samym Cracovia dołożyła drugie trofeum w tym roku do gabloty, a Michał Probierz ustrzelił po raz drugi w swojej karierze dublet w postaci Pucharu i Superpucharu Polski (poprzednio dokonał tego wyczynu z Jagiellonią w 2010 roku). Czesław Michniewicz zaś dokonał czegoś niemożliwego – przegrał dwa mecze jednego dnia, jeden jako selekcjoner młodzieżówki, drugi jako trener Legii. Choć obowiązki szkoleniowca w dzisiejszym meczu pełnił Marek Saganowski, to jednak niestety Michniewicz odpowiada za tą porażkę. Dodajmy, że to była siódma porażka legionistów w batalii o Superpuchar kraju. Ta seria jest już tak samo przerażająca jak gra piłkarzy z ”L” na piersi w ostatnich tygodniach.

Tak jak absurdalne było to starcie o to prestiżowe trofeum, tak równie kuriozalne było jego wręczenie. Kapitan Cracovii, Milan Dimun otrzymał Superpuchar w formie patery w obwolucie i ta patera zanim poszybowała ku górze, wylądowała na murawie. Ot, takie symboliczne wydarzenie podsumowujące tak mało eksluzywne spotkanie.

Legia Warszawa – Cracovia 0:0, 4:5 k.

Żółte kartki: Ferraresso, Rapa, Marquez

Legia Warszawa: Cierzniak – Juranović, Lewczuk, Wieteska (23′ Astiz), Rocha (84′ Stolarski) – Martins (77’ Cholewiak), Luquinhas, Kapustka (58′ Antolić) – Valencia, Wszołek – Pekhart (66′ Rafa Lopes)

Cracovia: Hrosso – Rapa, Marquez, Rodin, Szymonowicz (56′ Ferraresso) – Sadiković, Dimun, van Amersfoort – Fiolić, Rivaldinho (73′ Piszczek), Alvarez (78′ Vestenicky)

Sędzia: Wojciech Myć (Lublin)

Stadion: Stadion Miejski Legii Warszawa im. Marszałka J. Piłsudskiego