Time to say goodbye. Frank Lampard zwolniony z Chelsea

Share on facebook
Share on twitter
Chelsea Manager Frank Lampard during the Premier League match at Stamford Bridge, London
Picture by Paul Chesterton/Focus Images Ltd +44 7904 640267
14/07/2020
14.07.2020 Londyn
Pilka nozna, Liga Angielska, Premier League
Chelsea Londyn - Norwich City

Paul Chesterton/Focus Images Ltd/PressFocus 
POLAND ONLY!!

Poniedziałek to czarny dzień dla trenerów piłkarskich. Tydzień temu z posadą selekcjonera reprezentacji Polski pożegnał się Jerzy Brzęczek, dzisiaj zarząd Chelsea zwolnił Franka Lamparda. Jak wyglądała przygoda były zawodnika The Blues na Stamford Bridge?

Początek przygody

Lampard na stanowisko pierwszego trenera Chelsea został powołany na początku lipca 2019 roku, tuż przed sezonem 2019/20. Na samym początku pracy musiał zmierzyć się nie tylko z dużymi oczekiwaniami kibiców, ale również z zakazem transferowym na dwa okienka, który został nałożony na drużynę z Londynu za złamanie przepisów dotyczących kontraktowania młodych graczy. Przez to nowy szkoleniowiec The Blues został zobligowany do postawienia na młodych graczy, których ogrywał, będąc trenerem Derby County. Mowa głównie o Masonie Mouncie i Fikayo Tomorim, którzy pracę z „Lampsem” rozpoczęli już za czasów gry dla Baranów. Szansę pokazania się w pierwszym zespole dostali również Tammy Abraham oraz Reece James. Połączenie młodości z doświadczeniem (m.in. Jorginho, Azpilicueta, Willian) przyniosło całkiem niezłe skutki. W październiku Lampard otrzymał nagrodę dla menedżera miesiąca, a całą kampanię londyńczycy zakończyli na czwartej pozycji. Wydawało się, że w swoim debiutanckim sezonie były zawodnik Chelsea doprowadzi swój zespół na podium, ale na ostatniej prostej lepsze okazały się Czerwone Diabły z Old Trafford.

Miliony monet

Letnie okienko transferowe przed sezonem 2020/21 było pierwszym po zakazie, w którym Chelsea mogła swobodnie przeprowadzać transfery. Lampard nie zamierzał ograniczać się z wydatkami i ruszył na prawdziwe polowanie. Do Londynu przeniosło się w sumie siedmiu nowych zawodników, którzy kosztowali razem niecałe 250 milionów euro! Wzmocnienia The Blues robiły wrażenie nie tylko na kibicach, ale i także na trenerach – Jurgen Klopp jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek Premier League zaczął usprawiedliwiać bierność transferową swojego zespołu tym, że Liverpool nie jest zarządzany przez jakiegoś oligarchę, przez co w tych trudnych czasach klubu z Merseyside nie stać na kosztowne zmiany w składzie.

” – Niektóre kluby zdają się nie myśleć o tym, jak niepewna może być przyszłość. Są zarządzane przez kraje, przez oligarchów – to jest prawda. My jesteśmy inni. Dwa lata temu zaszliśmy do finału rozgrywek Ligi Mistrzów, rok temu je wygraliśmy. Zostaliśmy mistrzami Premier League, nie zmieniając naszej filozofii. Nie możemy tego zmienić w jedną noc i powiedzieć: „Teraz chcemy zachowywać się jak Chelsea.”. Zatrudniają wielu piłkarzy. To może być ich przewaga, ale muszą się zgrać. Nie możesz ściągnąć 11 najlepszych piłkarzy na świecie i liczyć na to, że tydzień później będą grać najlepiej na świecie.” – rzekł szkoleniowiec The Reds brytyjskiemu BBC Radio 5 Live we wrześniu.

(Nie)dobrze naoliwiona maszyna

Klopp miał rację. Żeby nowi zawodnicy zaczęli się spłacać swoimi dobrymi występami, muszą do siebie dotrzeć, trener musi ich odpowiednio wkomponować w drużynę. Z siedmiu zawodników, którzy dołączyli przed sezonem do Chelsea, na dobrą ocenę zasługują jedynie bramkarz Edouard Mendy, Ben Chilwell oraz Thiago Silva. Ci, po których spodziewano się najwięcej, czyli Timo Werner i Kai Havertz straszliwie zawodzą. Były napastnik RB Lipsk jest cieniem samego siebie z występów w Bundeslidze. Momentami nie potrafi wykorzystać sytuacji, które innym snajperom Premier League nie sprawiają żadnych trudności. Havertz miał rządzić i dzielić w środku pola, a tymczasem błyszczy jedynie w krajowych pucharach w starciach z niżej notowanymi rywalami. Do tego trzeba również dodać Hakima Ziyecha. Marokańczyk nieustannie jest nękany przez kontuzje i urazy, przez co nie może zademonstrować fanom The Blues swoich pełnych umiejętności.

Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Marazm

Po 19 spotkaniach Chelsea plasuje się na 9. miejscu w tabeli Premier League. To katastrofa, biorąc pod uwagę potencjał personalny, który miał do dyspozycji Lampard, o wydatkach nie wspominając. Jednak nie sama pozycja w tabeli doprowadza kibiców do białej gorączki. Na grę zespołu nie dało się ostatnio patrzeć. Podopieczni 42-letniego szkoleniowca popełniali masę prostych błędów, tracili piłki, nie wykorzystywali sytuacji i dawali się ogrywać niczym trampkarze. W meczach z mocnymi ekipami, takimi jak Manchester City czy Leicester City, styl prezentowany przez podopiecznych byłego szkoleniowca Derby County nie wystarczał, a piłkarze w niebieskich koszulkach schodzili z boiska jako przegrani. Frustracja wzbierała, aż włodarze The Blues nie wytrzymali i zdecydowali się dzisiai zwolnić Lamparda.

42-latek poprowadził drużynę, w której przed laty święcił triumfy, w 84 meczach. Ze zwycięstwa cieszył się 44 razy, co daje mu 52% wygranych pojedynków. 15 razy jego zespół musiał podzielić się punktami, a 25 razy zmuszony był przełknąć gorycz porażki. Gorzej robi się, gdy spojrzymy w statystykę spotkań z drużynami z TOP6 (Tottenham, Man City, Man Utd, Liverpool, Arsenal). Lampard jako menedżer Chelsea rozegrał 21 (we wszystkich rozgrywkach) meczów z tymi ekipami. Zdobył 21 punktów na 63 możliwe. Średnia – 33%. Chelsea nie może wygrać ligi, nie potrafiąc zwyciężać z najlepszymi drużynami w Premier League.

Różowo nie jest także w statystykach indywidualnych. Najlepszym strzelcem Chelsea jest Tammy Abraham, który miał przygotować sobie ciepłe miejsce na ławce rezerwowych w związku z przybyciem Wernera. Najwięcej asyst ma boczny defensor Ben Chilwell. Kupiony z Leicester City lewy obrońca spełnia swoje zadania należycie, ale obowiązek dogrywania kolegom powinien spoczywać też na piłkarzach z drugiej linii. Idziemy dalej. Timo Werner oddał najwięcej strzałów z całej ekipy The Blues w tym sezonie w Premier League (41). Ile zdobył bramek? Cztery. Średnio co dziesiąty strzał Niemca wpada do siatki. Były snajper RB Lipsk przoduje również w statystyce zmarnowanych okazji (pudłował aż dziewięciokrotnie).

Przesyłka z Paryża

Źródło: Twitter

Marazm na boisku i niespełnione oczekiwania wobec piłkarzy, których Lampard pozyskał, doprowadziły do zwolnienia 42-latka. Na jego miejsce na 99,9% przyjdzie Thomas Tuchel, który świąteczną porą również pożegnał się z posadą, tyle, że w Paryżu. Niemiec będzie musiał przemówić do Wernera, Havertza i reszty zespołu, bo inaczej zakończenie sezonu w pierwszej czwórce stanie się tylko pobożnym życzeniem, a setki milionów euro będą się śnić Romanowi Abramowiczowi po nocach.

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, aby odwiedzić profil autora na Twitterze!