Tęsknota za strzelaniem goli, czyli o ofensywnej niemocy Legii Warszawa słów kilka

Share on facebook
Share on twitter
2021.07.14, Warszawa, Pilka nozna, UEFA Liga Mistrzow 2021/2022, I Runda Elimacyjna
Mecz Legia Warszawa - FK Bodo/Glimt
N/z Trener Czeslaw Michniewicz
Foto Rafal Oleksiewicz / PressFocus

2021.07.14, Football, UEFA Champions League 2021/2022, First Qualifying Round
Legia Warszawa - FK Bodo/Glimt
Trener Czeslaw Michniewicz
Credit Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Legia Warszawa dzisiejszym meczem ze Spartakiem Moskwa rozpoczyna prawdziwy piłkarski maraton, który potrwa co najmniej do grudnia. Do gry w Ekstraklasie i Pucharze Polski dołączają upragnione wręcz mecze Ligi Europy. Choć sam powrót na europejskie salony po pięciu latach przerwy wypada pochwalić, patrząc na ligowy bilans legionistów należy bić na alarm.

Po siedmiu kolejkach Ekstraklasy Legia niespodziewanie znajduje się na pozycji spadkowej. Ma co prawda o dwa rozegrane mecze mniej od większości drużyn w lidze, ale umówmy się – dla zespołu o takim potencjale kadrowym 6 punktów w 5 meczach to niemal policzek. Jeszcze gorszą informacją dla “Wojskowych” jest to, że do tej pory zdołali strzelić w lidze tylko 4 bramki.

Już mecz z Wisłą Kraków zdradzał pierwsze objawy kryzysu. Legioniści sprawiali wrażenie przytłoczonych agresją i determinacją podopiecznych Adriana Guli. Mecz ze Śląskiem Wrocław zakończył się drugą ligową porażką z rzędu. Większość pomeczowych komentarzy skupiło się wokół kontrowersyjnej bramki dla wrocławian. Jedni bronili sędziego Frankowskiego, twierdząc że zgodnie z przepisami gra toczy się aż do gwizdka, zaś kibice Legii poczuli się skrzywdzeni decyzjami sędziego głównego i sędziego liniowego Marcina Bońka.

Prawda jest jednak taka, że tamta porażka nie miała nic wspólnego z decyzjami sędziowskimi. Zwalanie winy za tamten mecz na sędziów, podczas gdy ma się do dyspozycji piłkarzy, którzy poziomem przestają ligę, to nic innego jak szukanie tanich wymówek. Legia miała 84 minuty na to, by ustalić wynik tamtego spotkania, i jej się to nie udało.

Najważniejszy wniosek, jaki można wyciągnąć po meczu Śląsk – Legia jest taki, że Legia nie tylko nie strzela, ale i nie tworzy sytuacji. Widać to zresztą na przestrzeni wszystkich pięciu meczy, jakie grała w tym sezonie Ekstraklasy. Średnia oczekiwanych goli na mecz (xG) Legii wynosi 0,97, co daje dopiero czternasty wynik w lidze.

Legia to zespół bardzo specyficzny. To praktycznie jedyna drużyna w Ekstraklasie, w której co sezon stawia się ten sam cel: mistrzostwo. W drodze po ten cel jedna porażka to wypadek przy pracy, a dwie porażki to już duży problem. Warto więc postawić pytanie – jak doszło do tego kryzysu, i jak Legia może z niego wyjść?

System z wahadłowymi przestał działać

6 lutego 2021 Legia Warszawa pokonała u siebie Raków Częstochowa 2:0. Ten mecz był ważny nie tylko dlatego, że wygrana nad tak trudnym rywalem dała Legii pewność siebie potrzebną do zdobycia mistrzostwa. Był to też pierwszy mecz, w którym Czesław Michniewicz zdecydował się na zastosowanie formacji z trójką obrońców.

Przez pierwsze kilkanaście spotkań wydawało się, że system ten pasuje do graczy, jakich posiada Michniewicz i pozwala mu w odpowiedni sposób wykorzystać potencjał ofensywny drzemiący w Legii.

Od meczu z Rakowem formacja Legii praktycznie się nie zmieniała, co pozwoliło rywalom rozczytać to, jak gra stołeczny klub. Stało się jasne, że kluczem do zatrzymania legionistów jest odcięcie wahadeł. Jeśli drużynie przeciwnika ta sztuka się udawała, Legia zaczynała mieć problemy z kreowaniem sytuacji.

Uzależnienie od Tomasa Pekharta

Tomas Pekhart to w pewnym sensie fenomen. Ciężko uwierzyć, że zawodnik tak ograniczony w zeszłym sezonie Ekstraklasy strzelił 22 bramki. Czech dobrze gra głową, umie ustawić się do dośrodkowania i… to w zasadzie wszystko. Nie jest to zawodnik zbyt silny, nie umie zastawić się z piłką (co może dziwić biorąc pod uwagę jego wzrost), a poza tym co oczywiste nie jest szybki.

Jego największą wadą jest jednak to, że swoimi ograniczeniami determinuje styl gry Legii. Jego obecność na boisku wymusza na kolegach grę dośrodkowaniami, co jest wodą na młyn drużyn, które przeciwko Legii bronią w niskim bloku defensywnym.

Z Pekharta pożytek jest głównie wtedy, gdy dostanie centrę idealnie na głowę. Jak pokazał mecz ze Śląskiem, nawet w takich sytuacjach ostatnio się myli.

Amerykański dziennikarz sportowy Bill Simmons wymyślił kiedyś “teorię Ewinga”, która mówiła o tym, że drużyna koszykarska New York Knicks grała lepiej, gdy na boisku nie było jej pozornie największej gwiazdy, czyli środkowego Patricka Ewinga. Bardzo możliwe, że z Tomasem Pekhartem jest podobnie.

Kontuzja Bartosza Kapustki

3 minuta meczu z Florą Tallinn w Warszawie. Bartosz Kapustka po strzelonej bramce biegnie za linię bramkową i w euforii wykonuje brawurowy skok. Skok, który zmieni nie tylko jego karierę, ale i plany taktyczne Czesława Michniewicza na najbliższe miesiące.

Nieobecność Kapustki na boisku widać gołym okiem. Zawodnika o takiej charakterystyce nie ma obecnie w składzie. Są zawodnicy bardziej defensywni, tacy jak Martins czy Slisz, lub zawodnicy o ofensywnym usposobieniu, jak na przykład Muci bądź Luquinhas. Takiego piłkarza jak Kapustka, który swoją mobilnością łączy jednocześnie atak i obronę, zwyczajnie nie ma.

Odbija się to na sposobie, w jaki Legia buduje akcje. Ponieważ ani Martins, ani Slisz nie mają takich predyspozycji ofensywnych jak Kapustka, najczęściej zmuszeni są rozgrywać z głębi pola długim podaniem. Jeśli z kolei za rozgrywanie zabiera się na przykład Luquinhas, jego zejście niżej powoduje, że z przodu jest o jednego zawodnika mniej.

Nowe ustawienie lekiem na całe zło?

Wydaje się, że z tej sytuacji jest jedno wyjście – zmiana ustawienia. Widzi to również Czesław Michniewicz, który wspomniał o takiej możliwości w wywiadzie udzielonym TVP Sport. Mecz ze Spartakiem może być zatem pierwszym meczem od dość dawna, na który Legia wyjdzie w ustawieniu z czwórką obrońców.

Teraz jest tylko kwestia znalezienia odpowiedniego ustawienia. Będzie to dość trudne biorąc pod uwagę to, że znaczna część ruchów transferowych w tym okienku była przygotowywana z myślą o utrzymaniu dotychczasowej formacji.

Właśnie dlatego w obecnym składzie Legii nie ma zbyt wielu nominalnych skrzydłowych. Za takich można uznać tylko Luquinhasa (który nieco lepiej radzi sobie na 10-tce), Lirima Kastratiego (który na razie jest niewiadomą) i Kacpra Skibickiego (melodia przyszłości). Ponadto, zrezygnowanie z trójki stoperów będzie oznaczało, że na ławce będzie musiał usiąść Wieteska, Jędrzejczyk bądź Nawrocki. Żaden z nich na to nie zasługuje.

Przed Czesławem Michniewiczem stoi zatem ciężkie zadanie, choć 51-latek pokazywał już, że nie takie rzeczy mu się udawały.

Czy w Lidze Europy będzie łatwiej?

Z jednej strony postawa Legii w Ekstraklasie nie napawa optymizmem, jeśli chodzi o rywalizację w Lidze Europy. Jeśli “Wojskowi” nie potrafili znaleźć sposobu na Wisłę Kraków czy Śląsk Wrocław, trudno oczekiwać tego, by wyszarpali punkty przeciwko Napoli czy Leicester. Z drugiej strony kibiców Legii pocieszyć mogą dwie informacje.

Pierwsza jest taka, że w żadnym z sześciu spotkań fazy grupowej legioniści nie będą prowadzić gry. Będą raczej koncentrować się na grze obronnej i czyhać na idealną okazję do kontry. W meczach chociażby z Bodo/Glimt czy też Slavią Praga było widać, że wykorzystywanie przestrzeni zostawianych przez przeciwnika to element, który legioniści mają opanowany. Z kreowaniem sytuacji paradoksalnie może być więc łatwiej w Lidze Europy, niż w Ekstraklasie.

Sympatycy Legii mogą także ze spokojem patrzeć na ławkę trenerską wiedząc, że jest tam fachowiec, który lubuje się w misjach specjalnych – a te sześć spotkań niewątpliwie będzie taką misję stanowić. Czesław Michniewicz już na mistrzostwach Europy U-21 dał się poznać jako trener, który umie ustawić drużynę znacznie niżej notowaną od swoich rywali.

Rzecz w tym, że w lidze czeka go zadanie zupełnie odwrotne.

Stanisław Pisarzewski