Tanio sprzedana Skóra(ś). Lech znowu przegrywa w ostatniej minucie

Share on facebook
Share on twitter
2020.10.04 Gliwice
Pilka nozna PKO Ekstraklasa Sezon 2020/2021
Piast Gliwice - Lech Poznan
N/z Michal Skoras
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2020.10.04 Gliwice
Football Polish PKO Ekstraklasa League Season 2020/2021
Piast Gliwice - Lech Poznan
Michal Skoras
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus

Lechici podbudowani po ostatnim zwycięstwie nad Standardem przystępowali do rewanżu w Belgii pewni siebie z nadziejami na powtórzenie korzystnego wyniku. Trzeba było jednak liczyć się z tym, że Standard to nie drużyna z okręgówki – krótko mówiąc, Belgowie nie mieli zamiaru sprzedawać tanio skóry.

Zarówno jedni jak i drudzy nie weszli w mecz zbyt dobrze. W poczynaniach zawodników pojawiało się wiele nerwowości. Pierwsze dziesięć minut spotkania to typowe badanie siebie – sporo zmian w belgijskim zespole względem starcia w Poznaniu, za którymi mogła kryć się również i zmiana taktyki przez Philippe’a Montaniera. Przejawem tego mogła być sytuacja z 16. minuty. Standard nałożył na zespół Lecha silny pressing, czego nie widzieliśmy przy Bułgarskiej i wypracował sobie okazję. Oko w oko z Bednarkiem stanął Fai, ale golkiper nie dał się przechytrzyć i popisał się efektowną paradą. Mimo to dalej w grze Lecha widać było sporo niedokładności.

W przeciwieństwie do wicemistrzów Polski, rywale nie zwalniali tempa. Mieli znakomitą szansę na wyjście na prowadzenie, ale po strzale Oulare znowu kapitalnie interweniował Bednarek. Bramkarz Lecha był czujny i wyrastał na lidera zespołu. Prawde mówiąc, Kolejorz na tle Standardu zdawał się być nieco przyćmiony, niemrawy, zepchnięty do defensywy. Belgowie sprawiali wrażenie, że odrobili należycie lekcje z Poznania. Najbardziej aktywny był rosły Oulare. Napastnik drużyny z Liege próbował na wszelkie sposoby – głową, z dystansu, a nawet ekwilibrystycznie z przewrotki.

Lech nie miał kompletnie pomysłu na grę. Nie widać było ani skrzydłowych ani Ishaka. Zawodnicy Standardu każdą kontrę Kolejorza gasili w zarodku. Raz po raz straszyli Bednarka strzałami z różnych pozycji. W 40. minucie w pole karne z lewej strony boiska zagrywał Gavory, ale Lestienne’owi zabrakło dokładnego przyjęcia i oddania strzału. Co prawda, tuż przed końcem pierwszej połowy Ishak miał szansę na gola dla Lecha, ale jego strzał wylądował na trybunach. Chwilę potem Oulare obejrzał od sędziego czerwony kartonik, więc Belgowie kończyli już pierwsze 45 minut w dziesiątkę – te dwie sytuacje dawały jakiś cień nadziei dla polskich kibiców.

Kolejorz w drugiej połowie nieco się uaktywnił – Lechici żwawiej poruszali się po murawie, wykorzystywali grę w przewadze i stwarzali sobie co raz to więcej szans. Belgowie również nie pozostawali dłużni, ale mieli zdecydowanie mniej okazji na pokonanie Bednarka niż chociażby w pierwszej części spotkania. Lech starał się podkreślać to, że Standard grał bez jednego zawodnika i tak po błędzie Dussenne’a w 60. minucie świetnie w polu karnym Belgów odnalazł się Ishak, który pokonał Bodarta mocnym strzałem w krótki róg bramki.

Wydawało się, że Lech miał wszystko pod kontrolą, ale po strzeleniu gola podopieczni trenera Żurawia zupełnie odpłynęli. Nie minęła chwila, a w środku pola piłkę stracił Skóraś. Rozwinęła się z tego znakomita okazja dla Standardu – lewą stroną pomknął Balikwisha i oddał strzał na bramkę. Bednarek obronił, ale był bezradny przy dobitce Tapsoby, która dała Standardowi wyrównanie.

Niemniej jednak była to jedna z nielicznych akcji zespołu z Liege. Belgowie przez większość czasu musieli trudnić się w obronie. W 70. minucie nawet dwukrotną szansę z rzutu wolnego otrzymał Jakub Moder, ale jego strzały pozostawiały wiele do życzenia. Co więcej, siły na boisku wyrównały się po tym jak Crnomarković przerwał faulem dobrze zapowiadający się szybki atak Standardu i zobaczył za to zagranie drugą żółtą kartkę.

Belgowie nie rezygnowali. Po zejściu stopera Kolejorza powrócił obraz gry z pierwszej połowy. Standard szukał swoich szans, a Lech raczej był przyczajony i czekał na dobry moment. Taki niestety nie nastąpił, a na domiar złego – Standard w doliczonym czasie gry, w samej końcówce strzelił bramkę na wagę trzech punktów. Bohaterem Belgów został środkowy obrońca Laifis, który pokonał Bednarka strzałem głową.

Kolejorz może sobie jedynie pluć w brodę i mieć pretensje wyłącznie do siebie. Najpierw fatalny błąd Skórasia, a pod koniec drugiej połowy brak koncentracji i gry do ostatniego gwizdka – tak to można skwitować. A ostrzegaliśmy w przedmeczowej zapowiedzi, że Belgowie lubią strzelać w końcówkach. Podopieczni Dariusza Żurawia nie odrobili pracy domowej i znów, trzeci raz z rzędu, po meczach z Legią i Rakowem, tracą korzystny rezultat w ostatniej akcji. Ze złości szkoda strzępić wiadomo co…

Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Najwyższy czas po prostu spiąć pośladki i przygotować się do kolejnych zmagań z Rangers i Benficą, które będą miały miejsce już niebawem.

Standard Liege – Lech Poznań 2:1 (0:0)

Bramki: Tapsoba 63′, Laifis 90+3′ – Ishak 60′

Składy:

Standard: Bodart – Gavory (77. Jans), Laifis, Dussenne, Fai – Raskin (77. Bastien), Cimirot, Balikwisha (76. Avenatti), Bokadi (46. Tapsoba) – Oulare, Lestienne (46. Boljević)

Trener: Philippe Montanier

Lech: Bednarek – Butko, Crnomarković, Rogne, Puchacz – Skóraś (64. Czerwiński), Tiba (78. Marchwiński), Moder (78. Satka), Sykora (64. Kravets) – Ramirez, Ishak (83. Kaczarawa)

Trener: Dariusz Żuraw

Żółte kartki: Oulare, Balikwisha, Raskin, Boljević – Crnomarković, Butko, Kravets

Czerwone kartki: Oulare – Crnomarković

Sędzia: Petr Ardeleanu (Czechy)

Piotr Sornat