Takie mecze nawet filozofom się nie śniły! Lechia rzutem na taśmę wygrywa z Zagłębiem

Share on facebook
Share on twitter
2021.10.23 Gdansk
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2021/2022
Lechia Gdansk - Gornik Zabrze
N/z Tomasz Kaczmarek
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2021.10.23 Gdansk
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2021/2022
Lechia Gdansk - Gornik Zabrze
Tomasz Kaczmarek
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus

Lechia drugi raz z rzędu pokazuje, że gra się do samego końca! Tydzień temu „Biało-Zieloni” zapewnili sobie zwycięstwo bramkami w końcówce, dzisiaj decydujące trafienie również padło w doliczonym czasie. Przez najbliższy tydzień Marco Terrazzino ma darmowy wstęp do wszystkich gdańskich restauracji.

Nie minęło nawet pół minuty od pierwszego gwizdka arbitra, a już zrobiło się nerwowo w polu karnym Lechii. Nieodpowiedzialnie z piłką zachował się Mario Maloca, który zbytnio zwlekał z oddaniem jej partnerowi i w ostatniej chwili wybił futbolówkę sprzed nóg Filipa Starzyńskiego, który ruszył z pressingiem do stopera gospodarzy. W tej sytuacji defensywa gdańszczan zdołała uniknąć straty bramki, ale kilka minut później, gdy Zagłębie ponownie ruszyło pod szesnastkę „Biało-Zielonych”, obrońcy Tomasza Kaczmarka byli już bezradni. Faulowany w polu karnym był Sasa Zivec, a sędzia wskazał na jedenasty metr, nie konsultując nawet decyzji z VAR-em. Do piłki podszedł Filip Starzyński, który nie zwykł mylić się w tego rodzaju uderzeniach, i tym razem również pewnie wykorzystał rzut karny. 5 minut nieporadności w poczynaniach drużyny z Trójmiasta zostało szybko wykorzystane przed ekipę przyjezdnych. Lechia najwyraźniej nie wyszła jeszcze z szatni, podczas gdy lubinianie sprawiali wrażenie rozgrzanych i wyśmienicie przygotowanych do spotkania.

Kolejne fragmenty meczu zbytnio nie zmieniły obrazu gry. Zagłębie wyglądało bardzo dobrze – podopieczni Dariusza Żurawia „siedzieli” na rywalu, w ich poczynaniach było widać pewność siebie, której w zespole gospodarzy wyraźnie brakowało. Zawodnicy w szarych koszulkach popełniali sporo prostych błędów, gubili krycie, a ich pressing, tak znamienny dla stylu Tomasza Kaczmarka, na początku sobotniego spotkania wyglądał wręcz żenująco. „Biało-Zieloni” potrzebowali momentu na ustabilizowanie swojej gry.

Z kolejnymi minutami Lechia zaczęła przeważać, a Zagłębie lekko się cofnęło. W końcu gospodarze dochodzili do niezłych sytuacji pod bramką Dominika Hładuna. Najaktywniejsze były zwłaszcza skrzydła, gdzie można było zaobserwować przyzwoitą współpracę między bocznymi obrońcami a skrzydłowymi. Conrado dobrze uzupełniał się z Kacprem Sezonienko, a na prawej stronie Ilkay Durmus tworzył zagrożenie wraz z Mateuszem Żukowskim. Piłkarze „Biało-Zieloni” próbowali, ale ku niezadowoleniu kibiców, w pierwszej połowie na niewiele się to zdało. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 0-1. Zagłębie, oprócz zrywu na początku spotkania, prezentowało się dość średnio i nie wyglądało jak strona przeważająca.

W pierwszych 10 minutach drugiej połowy Zagłębie miało dwie stuprocentowe okazje na podwyższenie wyniku. Starzyński stanął przed szansą na skompletowanie dubletu, ale jego strzał głową przeleciał obok bramki. Prawdziwy kiks przydarzył się Patrykowi Szyszowi, który dostał piłkę na pustą bramkę, ale nie zdołał wślizgiem wbić piłki do siatki. Impuls Lechii dały trzy zmiany, które w 55. minucie przeprowadził Tomasz Kaczmarek. Marco Terrazzino krótko po tym, jak pojawił się na murawie miał wyśmienitą okazję do wyrównania, ale Hładun obronił jego uderzenie. Akcja z udziałem Niemca włoskiego pochodzenia wyglądało koronkowo. Zabrakło tylko ostatniego akcentu.

W kolejnych minutach Lechia nadal atakowała bramkę Zagłębia, ale ich próby niekiedy bywały bardzo nieudolne. Zawodnicy gospodarzy w dzisiejszym spotkaniu nie stronili od różnego rodzaju błędów, które niweczyły ich wysiłki związane z walką o wyrównanie.

Starania gospodarzy przyniosły oczekiwany skutek dopiero w 84. minucie. W środku pola karnego piłkę dostał Terrazzino, który sytuacyjnym strzałem pokonał bramkarza Zagłębia i doprowadził tym samym do remisu. Parafrazując klasyka: „Lechii się ten po prostu należał”. „Biało-Zieloni” od dłuższego czasu przeważali, a bramka była tylko kwestią czasu.

Tego, co wydarzyło się w czasie doliczonym nie sposób opisać słowami! Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem 1-1, wtedy Marco Terrazzino po raz drugi w tym meczu pokazał, że nie grał w Bundeslidze za ładne oczy. Niemiec tuż przed końcowym gwizdkiem strzelił drugiego gola, który pogrążył Zagłębie i dał Lechii upragnione trzy punkty. Stadion oszalał, a na ustach kibiców znalazło się jedno nazwisko: „TERRAZZINO”.

Lechia Gdańsk 2:1 Zagłębie Lubin (0:1)

Bramki: 84′, 90+4′ Terrazzino – 6′ Starzyński

Żółte kartki: Maloca – Hładun, Sławiński, Żubrowski

Składy:

Lechia: Kuciak – Żukowski, Nalepa, Maloca, Conrado (74′ Diabate) – Gajos, Kubicki (54′ Kryeziu), Flavio (C) – Durmus, Sezonienko (54′ Pietrzak), Zwoliński (54′ Terrazzino)

Zagłębie: Hładun – Chodyna, Kruk, Pantić, Bartolewski – Poręba, Żubrowski (78′ Pakulski) – Szysz (78′ Pieńko), Starzyński (64′ Zhigulev), Zivec (64′ Daniel) – Zajić (69′ Sławiński)

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

MVP: Marco Terrazzino (Lechia)

Kuba Kowalikowski
Kliknij w zdjęcie, żeby odwiedzić profil autora na Twitterze!