Szymon Żurkowski. Piłkarz jeszcze nie stracony

Share on facebook
Share on twitter
zurkowski1

Jeszcze na dobre nie rozpoczęła się kariera Szymona Żurkowskiego w Italii, a już doczekał się nadanej przez wielu łatki ”zmarnowanego talentu”. 22-latek, który w barwach Górnika Zabrze był wyróżniającym się piłkarzem w ekstraklasie, a w młodzieżówce Czesława Michniewicza był kluczowym zawodnikiem, we Włoszech można powiedzieć, że odbija się od ściany. W barwach Fiorentiny zagrał w sumie zaledwie 10 minut, a dopiero przedwczoraj zagrał pierwszy mecz w wyjściowym składzie Empoli. Czy z tego żurku będzie jeszcze smaczne danie?

Szymon Żurkowski należy do grona najciekawszych wonderkidów w polskiej piłce na przestrzeni ostatniej dekady. Szturmem podbił serca kibiców Górnika Zabrze. To właśnie postawa młodego piłkarza, miała spory wpływ na awans zabrzan do ekstraklasy. Również bez niego nie byłoby 4. miejsca w elicie, które zapewniało grę w eliminacjach do Ligi Europy.

Żurkowski swoją grą zachwycał nie tylko w lidze, ale i w kadrze do lat 21. Gdyby nie ”Żurek” nie byłoby niespodziewanego awansu do młodzieżowego Euro, a dodatkowo piłkarz Górnika był liderem środka pola w zwycięskich meczach z Belgią i Włochami podczas turnieju w Italii. Kwestią czasu wydawał się zagraniczny transfer. Już zimą spekulowało się o transferze Żurkowskiego do Anglii (Southampton, Watford), była oferta z tureckiego Galatasaray, a chrapkę na zdolnego środkowego pomocnika miał nawet Juventus.

Ostatecznie Żurkowski trafił do Włoch, ale do Fiorentiny. Klubu, w którym Polacy mają zmienne szczęście. We Florencji nie sprawdzili się Jakub Błaszczykowski i Rafał Wolski, przyzwoicie spisywał się Artur Boruc, a zdecydowanie najlepiej poradził sobie (choć nie bez kłopotów na starcie) Bartłomiej Drągowski. Włodarze “Violi” w styczniu ubiegłego roku wydali na Żurkowskiego 3,7 mln euro, jednak wypożyczyli go od razu do Górnika, by tam spędził rundę wiosenną.

Jesienią Żurkowski nie przebił się do głównego składu Fiorentiny, występując zaledwie w dwóch spotkaniach ligowych (9 minut z Udinese, jedna z Juventusem). Włodarze klubu z Florencji w lutym postanowili wypożyczyć Polaka na pół roku do grającego w Serie B, Empoli. Tam jednak też gra sporadycznie. Do tej pory zagrał w zaledwie trzech spotkaniach, meldując się na boisku przez 134 minuty.

fot: Dariusz Hermiersz/ www.gornikzabrze.pl

Warto wspomnieć, że transfer Żurkowskiego do Fiorentiny został przyklepany zimą poprzedniego roku, jeszcze za czasów poprzedniego właściciela i trenera. W czerwcu 2019 roku amerykański miliarder Rocco Commisso przejął klub z rąk braci Andrei oraz Diego Della Valle. Kilka miesięcy wcześniej z pracą trenera pożegnał się Stefano Pioli, którego zastąpił Vincenzo Montella. Później, pod koniec grudnia Montellę zastąpił Giuseppe Iachini. Jednak ani u jednego jak i drugiego trenera, Żurkowski nie mógł znaleźć uznania.

Na pewno nie pomógł mu w tym fakt, że Fiorentina jest klubem z ambicjami, który chce grać w europejskich pucharach, choć na to nie wskazuje odległa 14. pozycja w tabeli Serie A. Konkurencja w środku pola ”Violi” jest ogromna i klub raczej stawia na zawodników gotowych do gry, a niekoniecznie z dużym potencjałem.

Przed sezonem do klubu trafili doświadczeni w grze na włoskich boiskach Erick Pulgar (126 spotkań w Serie A), Milan Badelj (wypożyczony z Lazio, 150 meczów) czy Alfred Duncan (184 spotkań). Do tego Fiorentina na pozycji środkowego pomocnika ma Marco Benassiego (194 występy w Serie A) czy ogranego na niższych szczeblach rozgrywkowych, Gaetano Castrovilliego. Każdy z nich jest już gotowym produktem i w tym momencie mogą dać na boisku znacznie więcej niż nieopierzony Żurkowski.

Można rzec, że z wszystkich średniaków Serie A Żurkowski trafił najgorzej jak mógł. Może w klubie w którym ambicje nie są tak wielkie jak Genoa, Lecce czy Sassuolo grałby częściej. Aczkolwiek, pamiętajmy o tym, że polscy piłkarze idą tam, gdzie klub sypnie najbardziej groszem. Fiorentina zapłaciła Górnikowi prawie 4 mln euro, a sam piłkarz ma zagwarantowaną pensję 500 tysięcy euro.

O ile w miarę rozumiem czemu Żurkowski nie przebił się do Fiorentiny, tak trochę dziwne jest to co się dzieje w Empoli. Przecież to klub, w którym dobrze odnaleźli się Polacy jak Piotr Zieliński, Łukasz Skorupski czy wcześniej wspomniany Bartłomiej Drągowski. ”Żurek” dostał nawet ”10” na plecach, co świadczyłoby o tym, że Empoli uważa go za ważnego zawodnika. Tak się jednak nie dzieje. Żurkowski dopiero w starciu z Pescarą (1:1) zagrał pierwszy mecz od deski do deski, łapiąc przy okazji żółtą kartkę. Wcześniej albo grzał ławę albo wchodził na ostatnie 20 minut.

Polak zastał na miejscu pracy nowego trenera, Pasquale Marino, który przeformatował ustawienie na grę z trójką w środku pola. Konkurentami ”Żurka” są również wypożyczeni Davide Frattesi i Liam Henderson, doświadczeni Leo Stulac i Filippo Bandinelli czy wychowanek klubu, Stefano Ricci. Choć te nazwiska na ziemię nie powalają, to jednak każdy z nich jest w miarę szybki, dobry technicznie i potrafi grać jeden na jednego. Żurkowski różni się od nich tym, że jest piłkarzem o walorach bardziej fizycznych niż technicznych. Przy świetnych warunkach (185 cm wzrostu) ma bardzo dobrą wydolność i motorykę, potrafi brać rywali na plecy i biec 30 metrów, ale we włoskiej piłce to za mało. Liczy się szybkość podejmowania decyzji i gra na dwa kontakty. A tego aspektu u Żurkowskiego zawsze brakowało, nawet podczas gry w Górniku Zabrze.

To wciąż piłkarz młody, inteligentny, z dobrą techniką użytkową, ale jednak wciąż w stu procentach nie gotowy na najwyższy poziom. Nie widać u Żurkowskiego na razie takich postępów w grze jak choćby u Patryka Dziczka, który na 17 ostatnich spotkań na poziomie Serie B meldował się aż 15 razy w wyjściowej jedenastce w barwach Salernitany. Co ciekawe kolega z reprezentacji młodzieżowej namawiał byłego piłkarza Górnika do przejścia do drużyny z Salerno, ale ten wybrał Empoli, o czym mówił w wywiadzie trener kadry U-21, Czesław Michniewicz.

Agent piłkarza, Jarosław Kołakowski (współwłaściciel Arki Gdynia) przyznał, że pomimo tego, że jego klient otrzymał oferty innych zagranicznych klub to jednak wolał, aby trafił do Empoli. Pozostanie w Italii gdzie mógłby nadal szkolić swój język, uczyć się kultury gry, a przede wszystkim trafić do zespołu, który jest blisko Florencji miało przynieść zamierzony efekt w postaci częstszych występów. Na razie jest słabo, choć może ten mecz z Pescarą będzie zwiastunem regularnej gry Szymona Żurkowskiego.

To wciąż młody (choć wkrótce 23 lata na karku), perspektywiczny piłkarz z niebanalnymi umiejętnościami (być może przyszły reprezentant Polski), który jednak potrzebuje trenera, który zaufa mu od pierwszego dnia. Kogoś takiego jak Marcin Brosz w Zabrzu. Być może faktycznie Włochy nie są idealnym kierunkiem dla tego zawodnika. Może Żurkowski swoim stylem gry bardziej pasuje do gry w Bundeslidze lub na jej zapleczu, Ligue 1 czy lidze holenderskiej.

Jeśli nie przebije się do wyjściowego składu Empoli, trzeba będzie poszukać szczęścia gdzieś indziej. Raczej nie we Fiorentinie, która będzie stawiała na piłkarzy doświadczonych. Jedno jest pewne, nie warto już przekreślać Żurkowskiego. Jest we Włoszech niecały rok i jeszcze wciąż jego sytuacja może się obrócić o 180 stopni. Już raz wszyscy przekreślili Bartka Drągowskiego, wróżąc mu powrót do ekstraklasy, a teraz młody golkiper jest ważnym punktem Fiorentiny. Pamiętajmy, że Szymon Żurkowski to wciąż chłopak z dużymi papierami na granie, a to czy osiągnie sukces zależy głównie od jego pracy. Czy nadaje się do gry w Italii, pokażą najbliższe tygodnie.

Kliknij w zdjęcie aby podyskutować z autorem na twitterze.