Szymon Janczyk: “Życzę Skrze Częstochowa utrzymania”

2021.11.05 Niepolomice
Pilka nozna, Fortuna I liga, sezon 2021/2022
Puszcza Niepolomice - Skra Czestochowa
N/z Pilkarze Skry, radosc po bramce na 1-2, gol, bramka
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2021.11.05 Niepolomice
Football, Polish first league - second level, 2021/22 season
Puszcza Niepolomice - Skra Czestochowa
Pilkarze Skry, radosc po bramce na 1-2, gol, bramka
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus

Skra to największa rewelacja I ligi w tym sezonie. Przez kilka meczów była niepokonana, między innymi dzięki świetnej organizacji w defensywie. Przypomnijmy, że beniaminek z Częstochowy całą rundę grał na wyjazdach, gdyż jego stadion nie spełnia pierwszoligowych wymagań. 

O fenomenie Skry porozmawialiśmy z dziennikarzem Weszło i fanem I ligi, Szymonem Janczykiem. 

Czy gdyby ktoś przed sezonem powiedział ci, że Skra na koniec roku będzie miała trzy punkty straty do strefy barażowej, to uznałbyś go za wariata? 

– Myślę, że takie założenia nie były podparte żadną logiką i to jak budowana była Skra, czyli po kosztach, z oczywistych względów też nie sugerowało tego, w jakim oni mogą być miejscu. Na pewno to, że oni nie są w strefie spadkowej jest już jakąś niespodzianką, więc jeśli ktoś by powiedział, że oni nie będą w strefie spadkowej, no to już to byłoby ciekawą tezą. Natomiast to, gdzie oni są w tym momencie, to jest jedna z największych niespodzianek w ostatnich  latach w I lidze, takich pozytywnych niespodzianek. Nie przypominam sobie, żeby ktoś aż tak pozytywnie zaskoczył jak oni, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, w jakich realiach operują. 

Zgodzisz się, że w Skrze im jest gorzej, tym lepiej? Cała runda grana na wyjazdach, najmniejszy  budżet w lidze, piłkarze i trener bez większego doświadczenia na tym poziomie, a mimo to stała się jedną z rewelacji I ligi. 

– Nie jest tak, że to się wzięło z przypadku. Że jakiś cud do tego doprowadził. Myślę, że umiejętne dobranie trenera do zespołu, trenera, który nie ma doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu drużyny, natomiast jako asystent ma bardzo duże. Pracował na wyższym szczeblu rozgrywkowym, więc nie jest to anonimowa postać. Miał okazję się uczyć od niezłych polskich trenerów. Wydaje mi się, że on po prostu dobrze dobrał styl gry i możliwości do tego, co ma na boisku, bo wiadomo, że będąc takim zespołem jak Skra, nie możesz grać odważnej piłki. Musisz bardziej skupić się na obronie, stałych fragmentach gry, i to na pewno jest jego sukces, ale tak jak mówię – to nie są realia, które pozwalają na spokojną pracę. 

Skąd wziął się w ogóle fenomen Skry? Występując jeszcze w III lidze, czyli nie tak dawno, był to klub półamatorski. Piłkarze wracali z pracy do domu, jedli obiad i jechali na trening. Czy właśnie taka rodzinna atmosfera i brak presji na wynik sprawiły, że Skra dziś gra na zapleczu  Ekstraklasy? 

– To jest zbyt duże uproszczenie, żeby mówić o rodzinnej atmosferze. To klub, który był  budowany w dość ciekawy sposób od samego początku. Może nie mógł się pochwalić wielkimi transferami, ale miał chociażby ciekawych młodzieżowców, potrafił odnaleźć ciekawych zawodników w niższych ligach jak Nocoń czy Wojtyra. W trzeciej i drugiej lidze ich atutem było to, że mieli sztuczną murawę u siebie. Tam się zawsze ciężko grało, bo to boisko ma trochę inne wymiary, jest specyficzne. Sporo drużyn straciło tam punkty. I zawsze ciekawie dobierali trenerów. Teraz jest Jakub Dziółka, a wcześniej potrafili sprowadzić takich szkoleniowców, którzy wiedzieli, jak wykorzystać to, co zespół ma do zaoferowania, więc to był taki lokalny fenomen, który teraz urósł do skali ogólnopolskiej. 

A kogo najbardziej wyróżniłbyś z drużyny? Widziałem, że do jedenastki jesieni I ligi dałeś bramkarza Mateusza Kosa, ale myślę, że trzeba pochwalić całą defensywę Skry, bo przecież stracili tylko 19 bramek – trzeci wynik w całej lidze. 

– Z tej drużyny na pewno defensywna formacja, czyli Mateusz Kos wspomniany przez ciebie. On naprawdę ma kapitalne liczby na tle ligi, zwłaszcza, że jest zawodnikiem w ogóle nieznanym szerszej publiczności. Był rezerwowym w ostatnich latach. Adam Mesjasz jest przykładem bardzo ciekawej ewolucji. Myślę, że trener Gołębiewski miał bardzo duży wpływ na tego zawodnika. Sprawił, że gra odważnie, że się trochę przekształcił w bardziej nowoczesnego obrońcę. Nie mówię, że to będzie jakaś nowa gwiazda, ale po prostu zaliczył ciekawy postęp. Oskar Krzyżak jest fajnym młodzieżowcem. Myślę, że odżył też trochę Mikołaj Kwietniewski z Legii. Mnie się bardzo podoba Sebastian Szymański. Uważam, że to jest piłkarz o sporych umiejętnościach i dużym potencjale, który potrafi coś dać drużynie. Jest chyba najlepszym piłkarzem klasyfikacji kanadyjskiej, więc nie są to puste słowa. No i dodając jeszcze tego największego lidera – Piotr Nocoń to dla mnie taka trochę ikona tej Skry. To fenomen w stylu radomskiego Leandro, czyli takiego, który niezależnie od tego, czy jest w trzeciej, drugiej czy pierwszej lidze, to potrafi zrobić show. Bardzo fajnie ten zawodnik zachowuje się z piłką, stwarza sporo sytuacji, nawet jeśli mówimy, że to jest defensywny zespół. 

A ktoś cię mocno zawiódł? Wydawać by się mogło, że Kamil Wojtyra będzie ciągnął grę ofensywną Skry, a tu niestety zaledwie trzy bramki. Inna sprawa, że 24-latek jest tak naprawdę pierwszym obrońcą drużyny, w której każdy jest mocno zaangażowany w bronienie. Po takiej rundzie raczej nie będzie mógł liczyć na zainteresowanie z lepszych klubów. 

– Myślę, że jego słabsza runda jest spowodowana kontuzją, z którą się długo zmagał. Wojtyra nie przeszedł okresu przygotowawczego w pełni. Później też ten uraz powracał i cały czas mu dokuczał w trakcie rundy, więc nie mógł za dużo pokazać. Na pewno jest to jakieś rozczarowanie, bo wszyscy liczyli, że przełoży formę z drugiej ligi na pierwszą, ale myślę, że tutaj urazy mu przeszkodziły, a nie to, że się nie sprawdził. 

Czy twoim zdaniem Skra Marka Gołębiewskiego, czyli Skra ofensywna, miałaby dziś tyle samo punktów? Czy raczej skończyłoby się jak kiedyś z ŁKS-em w Ekstraklasie? 

– Nie wiem, jak skończyłaby Skra Marka Gołębiewskiego, bo to takie wróżenie z fusów. Na pewno nie grałaby tak samo jak ta Skra. Czy grałaby równie skutecznie? Wiesz, w II lidze też nikt się nie spodziewał, że jak Skra nagle zacznie grać ofensywną, ambitną piłką, to skończy tam, gdzie skończyła. Mimo że Marek Gołębiewski miał trochę słabszą rundę wiosenną, to i tak utrzymywał zespół w czołówce, a po rundzie jesiennej w ogóle był fenomenem ligi. Tak naprawdę ciężko jednoznacznie odbierać szanse na to, że Skra grając w taki sposób też nie zaskoczyłaby rywali w I lidze, ale na pewno to wyrachowanie, przełożenie się na prosty futbol jest po prostu skuteczniejsze, będąc w położeniu, w jakim jest Skra, i że grała cały czas na wyjazdach. 

Spójrzmy na statystyki. 35, 40, 38, 35, 41. Tyle punktów trzeba było zdobyć w ostatnich  sezonach, żeby utrzymać się w I lidze. Skra dziś ma ich 27 i 14 meczów do rozegrania.  Reasumując, „Skrzaty” potrzebują 4-5 wygranych do upragnionego celu. Uda się? 

– Życzę Skrze Częstochowa utrzymania z racji tego, że to jest po prostu fajny zespół. Taki kopciuszek, super historia, fajnie by było, gdyby się udało. Myślę, że ich obecne położenie wskazuje, że tam raczej nie powinno być problemu z utrzymaniem. Oczywiście, jeśli nie zdarzy się jakaś katastrofa, bo to jest inna kwestia, natomiast jakoś nie słyszałem o wielkiej wyprzedaży w tym zespole czy o jakiejś wielkiej rewolucji, więc myślę, że bez problemu zbiorą taką liczbę punktów, żeby może niekoniecznie być w strefie barażowej, ale gdzieś nad kreską na pewno.

Z Szymonem Janczykiem rozmawiał Karol Siemek.

Karol Siemek