Szalony mecz i awans Rakowa! Zagrają o Ligę Konferencji

raków

To było jedno, wielkie szaleństwo pod Sztokholmem. W rewanżowym meczu 3. rundy kwalifikacji Ligi Europy Raków Częstochowa wygrał ze szwedzkim Hammarby 1:0. Jedyną bramkę dla gości przed przerwą zdobył Stratos Svarnas. „Medaliki” awansowały do czwartej rundy, w której zmierzą się z Hajdukiem Split lub Żalgirisem Wilno.

Dawid Kroczek po przerwie spowodowanej przełożeniem ligowego meczu dokonał ciekawych zmian w składzie. Od początku wyszedł Oliwier Kwiatkowski, w jedenastce zabrakło Jeana Carlosa Silvy. Wciąż niedostępny z powodu urazu był Fran Tudor.

Głośno było wokół Marko Bulata. Pomocnik został decyzją sztabu zesłany do klubowych rezerw.

Mecz rozpoczął się zgodnie z oczekiwaniami. To gospodarze utrzymywali się przy piłce, Raków spełniał się z kolei w bronieniu pola karnego. „Medaliki” zagrażały sporadycznie, ale to one miały najgroźniejsze okazje przed zejściem do szatni.

Dwukrotnie przed szansą stanął Mahir Emreli, snajper nie zdołał jednak pokonać bramkarza Hammarby. Gospodarze imponowali w wysokim odbiorze i intensywnym doskoku do przeciwnika. Defensywa Rakowa miała sporo pracy, ale obrońcy grali bardzo solidnie.

Kluczowy moment

Przed przerwą to goście zadali szokujący cios. Publiczność na 3Arenie została nieco przygaszona, piłkę do siatki posłał Stratos Svarnas. Grek odnalazł się najlepiej przy stałym fragmencie. To był dla gospodarzy spory cios.

Od początku drugiej części Raków dalej był konkurencyjny, Hammarby nie potrafiło wypracować sobie klarownej okazji. Frustracja rosła, w jej wyniku doszło do kilku groźnych fauli. Po jednym z nich Amin Boudri obejrzał drugą żółtą kartkę, chwilę później w niebezpieczny sposób faulowany był Vladyslav Kochergin. Wydawało się, że Raków przejmie kontrolę grając w przewadze. Było zgoła inaczej…

Piłkarze trenera Kroczka zupełnie oddali inicjatywę. Hammarby stwarzało sobie bardzo groźne okazje, tylko niefrasobliwość Paulosa Abrahama sprawiła, że wciąż było 0:1. Publiczność momentami była wściekła, starała się jednak napędzać ekipę gospodarzy. Kilkukrotnie świetnie spisywał się Kacper Trelowski, bramkarz w widowiskowym stylu odbił strzał Montadera Madjeda.

Defensywa popełniła kilka prostych błędów, w jednej z akcji Szwedzi zaskoczyli gości długim podaniem. Dawid Kroczek był wściekły, posłał na plac gry Tomasza Pieńkę i Lamina Fadigę. Duet ten wykreował bardzo groźną okazję w 80. minucie. Napastnik Rakowa strzelił jednak nieczysto. Chwilę później próbował indywidualnie zabrać się z piłką, ale jego próba została zablokowana.

Trzęsienie ziemi

Końcówka nie miała ze spokojem nic wspólnego. Hammarby wciąż stwarzało sobie okazje, przy jednej z interwencji Trelowski wpadł z impetem w słupek. Doliczony czas gry był jednym, wielkim szaleństwem.

Gospodarze mieli bardzo dogodną okazję, po której instynktownie bronił Trelowski. Po rzucie rożnym Raków ruszył z kontrą, ponownie bohaterami byli Pieńko i Fadiga. Były gracz Zagłębia mógł strzelić do niemal pustej bramki, ale podał do kolegi.

Bramkarz próbował panicznie wybić piłkę, a sędzia dopatrzył się kopnięcia w nogę napastnika Rakowa. Wskazał na rzut karny, ale po wideoweryfikacji okazało się, że faulu nie było. Nie było także zbyt wiele czasu na wyrównanie, Raków awansował do 4. rundy po szalonym meczu.

Wielkie zamieszanie

Gdyby dla trenera celem było kontrolowane zwycięstwo 1:0 po zrealizowaniu wszystkich założeń, mecz ten należałoby uznać za kompletne zaprzeczenie takiej strategii. Kluczem okazał się cios do szatni i wytrzymanie w pełnej chaosu i wymian ataków drugiej części. Najlepszym obrazem tego spotkania był kulejący Michael Ameyaw, który w 93. minucie wracał za kontrą gospodarzy.

Bardzo solidnie wyglądał blok defensywny, Didi Debohi świetnie wykorzystywał swoje warunki fizyczne. Potrafił także zaskoczyć drugą linię rywala. W reaktywnej grze nieźle spisał się Eric Otieno, potrafił dać oddech kolegom po zrywie na lewej flance.

Hugo Braun