Syndrom “ekstraklasyzacji”

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.06 Lubin
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
KGHM Zaglebie Lubin - Lech Poznan
N/z Jewgienij Baszkirow
Foto Tomasz Folta / PressFocus

2020.06.06 Lubin
Football PKO Ekstraklasa season 2019/2020
KGHM Zaglebie Lubin - Lech Poznan
Jewgienij Baszkirow
Credit: Tomasz Folta / PressFocus

Kibice Ekstraklasy znają ten scenariusz bardzo dobrze. Do ligi przychodzi nowy piłkarz. W pierwszych kilku meczach czaruje swoimi umiejętnościami. Kibice i dziennikarze pieją z zachwytu. Zewsząd słychać głosy, że oto pojawiła się nowa gwiazda. Ktoś, kto wybije się ponad ligową przeciętność.

A po kilku meczach okazuje się, że ów piłkarz stopniowo zaczyna przypominać najgorszą wersję siebie. Jest to w istocie “ekstraklasyzacja” – zrównanie się poziomem z innymi. Wygląda to tak, jakby na boiska Ekstraklasy wtargnęły stwory ze słynnego filmu “Kosmiczny mecz”, i ukradły co niektórym talent.

Świetnym tego przykładem są losy Tomasa Podstawskiego. Podstawski przyszedł do Pogoni ponad dwa lata temu. Mógł się pochwalić chociażby występami w portugalskiej młodzieżówce. Początek miał piorunujący. Z miejsca stał się graczem mającym znaczący wpływ na grę szczecinian. Doszło do tego, że coraz głośniej mówiło się o możliwości powołania Podstawskiego do reprezentacji Polski.

Lecz w pewnym momencie coś pękło. Portugalczyk polskiego pochodzenia z każdym sezonem dostawał od Kosty Runjaicia coraz mniej minut. W tym sezonie Ekstraklasy był na boisku tylko przez 357 minut, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia.

Z zawodnika który kiedyś wyróżniał się boiskową elegancją, umiejętnością czytania gry i dokładnym podaniem zostało bardzo niewiele.

Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Graczem o podobnej charakterystyce (i podobnych problemach) jest Jewgienij Baszkirow z Zagłębia Lubin. Przychodził jako zawodnik, który miał wnieść nieco doświadczenia do środka pola lubinian. Rosjanin miał przecież w CV ponad 80 występów w pierwszej lidze rosyjskiej – a to piechotą nie chodzi.

Z początku wydawało się, że ruch Zagłębia się opłacił. Baszkirow miał naprawdę udane wejście do ligi. Już w swoim trzecim meczu w Ekstraklasie udało mu się zaliczyć asystę. Nie był to może gracz, który miał potencjał na bycie gwiazdą ligi, ale mógł okazać się naprawdę solidnym wzmocnieniem.

Tymczasem jedyne co zostało z tamtego Baszkirowa, to charakterystyczny wąs. Śmiało można powiedzieć, że jego pozycja w Zagłębiu znacznie osłabła. Wystarczy popatrzeć na ostatnie mecz w jakich grał – porażka z Wisłą Płock, Baszkirow nie popisał się zwłaszcza przy drugiej bramce, której autorem był Dawid Kocyła. W przegranym spotkaniu z Wartą zaliczył ”trałkowanie” przy bramce Łukasza Trałki. Szybko Rosjanin z dobrego jak na nasze warunki zawodnika przeistoczył się w przeciętniaka.

Lecz nie jest tak, że “ekstraklasyzacja” dotyka tylko i wyłącznie środkowych pomocników. To nie jest proces który dyskryminuje ze względu na pozycję. Weźmy takiego Marcosa Alvareza. Zimą zeszłego roku podpisał z Cracovią kontrakt obowiązujący od lipca. Wydawało się że zawodnik, który sezon wcześniej strzelił 13 bramek w 2. Bundeslidze powinien wciągnąć ligę nosem.

Fot. Cracovia

Debiut miał wymarzony. Przeciwko Pogoni Szczecin był zwyczajnie najlepszy na boisku. Zanotował bramkę i asystę, tym samym zapewniając Cracovii zwycięstwo Jak się okazało, był to jego najlepszy występ w barwach “Pasów”. Dość powiedzieć, że gol strzelony Portowcom w pierwszej kolejce sezonu był do tej pory jego ostatnią bramką w Ekstraklasie. Im dalej w las, tym ciemniej.

Patrząc na historie Podstawskiego, Baszkirowa czy też Alvareza do głowy przychodzi jedno pytanie. Dlaczego tak się dzieje?

POWÓD NR 1: WINĘ ZA SPADEK FORMY PONOSI RÓWNIEŻ TRENER

To tyczy się głównie Marcosa Alvareza, a co za tym idzie Michała Probierza. Nie dziwi mnie, że Alvarez zaliczył taką zniżkę formy. Został wsadzony w ramy taktyczne Probierza, a to jest najgorsze, co mogło mu się stać.

Styl gry prezentowany przez podopiecznych Probierza jest brzydki i siermiężny. Czasem mam wrażenie, że trener Cracovii zakazał swoim zawodnikom jakichkolwiek ruchów w stronę bramki przeciwnika. Poza stałymi fragmentami nie widać żadnych schematów gry ofensywnej.

Ewidentnie nie są to warunki dla takiego zawodnika jak Alvarez. On jest w stanie być kluczowym elementem ofensywy Cracovii, tylko trzeba wokół niego w umiejętny sposób zbudować grę. To, co dzieje się z Cracovią, ciężko jest na ten moment nazwać grą.

Dlatego też tak ważne jest posiadanie odpowiedniego trenera, który jest w stanie wykorzystać potencjał danego piłkarza.

POWÓD NR 2: NISKA INTENSYWNOŚĆ TRENINGÓW

Na ten problem najczęściej zwracają uwagę piłkarze, którzy wyjeżdżają z Ekstraklasy na zachód. Jest w tym co mówią trochę racji – rzeczywiście jakość treningu u nas różni się trochę od tej z lepszych lig.

Wystarczy spojrzeć na fakt, że u nas robienie dwóch sesji treningowych jednego dnia dalej jest traktowane jak pewnego rodzaju nowość. Za granicą to jest codzienność.

Co ważne, to nie jest różnica która istnieje tylko na najwyższym poziomie. Nawet grający obecnie w Serie B Piotr Parzyszek stwierdził w wywiadzie, że treningi Waldemara Fornalika są “zbyt lekkie”. A przecież Fornalik uchodzi za jednego z lepszych trenerów w Polsce.

Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Można zatem przypuszczać, że ta różnica w intensywności treningu z czasem staje się istotnym czynnikiem spadku formy.

Jeśli ciężko trenujesz, daje to efekty na boisku. Jeśli trenujesz lżej, twoje umiejętności na tym tracą.

POWÓD NR 3: ZAWODNICY DRUŻYNY PRZECIWNEJ ZACZYNAJĄ SIĘ PRZYGOTOWYWAĆ

Te 2-3 pierwsze mecze, podczas których dany zawodnik zdaje się brylować, mogą być pewnego rodzaju “elementem zaskoczenia”. Ciężko się przygotować na kogoś, o kim nie wie się tak dużo. W miarę występów zwiększa się poziom wiedzy nt. danego zawodnika, jego lepsza i słabsza noga, jego mocne i słabe strony, nawyki itd.

Gdy ma się taką wiedzę do dyspozycji, znacznie łatwiej jest zneutralizować atuty piłkarza wyróżniającego się.

Jeśli zawodnik przychodzi do Ekstraklasy, istnieje olbrzymia szansa że ma jakieś wady. Kwestią czasu jest jej zdiagnozowanie. Niektórzy, tak jak na przykład Cillian Sheridan, nie są zbyt szybcy. Innym z kolei słabsza noga służy co najwyżej do wsiadania do tramwaju. Właściwe rozpoznanie brakującego elementu w grze piłkarza jest już zadaniem dla sztabu analityków, trenerów i samych piłkarzy.

Mało jest w Ekstraklasie zawodników którzy są w stanie utrzymać dobrą, równą formę przez cały czas. Takich, którzy potrafią uchronić się przed “ekstraklasyzacją”. Każdy taki zawodnik, jak Pedro Tiba, Carlitos czy Vadis Odjidja-Ofoe jest na wagę złota. To tacy zawodnicy podnoszą jakość tej ligi i sprawiają, że chce się ją oglądać.

Szkoda tylko, że takich piłkarzy można policzyć na palcach jednej ręki.

Stanisław Pisarzewski