Świetne wieści dla Jagiellonii Białystok. Liderzy zostają na dłużej

fot. Hugo Braun

Łącznie w barwach Jagiellonii uzbierali 704 występy i na tym licznik jeszcze długo się nie zatrzyma. Taras Romanczuk i Jesus Imaz, czyli niekwestionowane legendy Białostoczan, stanowiący trzon zespołu Adriana Siemieńca przedłużyli swoje kontrakty do końca sezonu 2027/2028 z opcją prolongaty o kolejny rok. Pierwszy na stadion przy ulicy Słonecznej trafił w sezonie 2014/2015, a drugi w rundzie wiosennej kampanii 2018/2019.

Poza okazałą liczbą występów Romanczuk i Imaz świętowali z „Dumą Podlasia” liczne sukcesy, mając niepodważalny wkład w okres, który można określić złotą erą w dziejach białostockiego klubu. Jeszcze przed transferem Imaza „Jaga” zdobyła trzy medale – brązowy w 2015 roku oraz srebrny w 2017 i 2018 roku. Do tego dołożyła oczywiście Superpuchar Polski oraz historyczne mistrzostwo Polski w sezonie 2023/2024 i od tamtej pory nie schodzi z ligowego podium, gdyż kolejne dwie kampanie zakończyła na trzeciej lokacie. Przełożyło się to też na dwie udane kampanie w Lidze Konferencji – ćwierćfinał oraz fazę play-off.

Przed obecnym sezonem toczyły się jednak poważne dyskusje czy Jagiellonia będzie w stanie utrzymać swój status ścisłej ligowej czołówki i etatowego polskiego pucharowicza. Choć na tak wczesnym etapie sezonu trudno ferować wyroki, z kronikarskiego obowiązku należy wspomnieć, że podopieczni Adriana Siemieńca zaczęli nowe rozgrywki od dwóch ligowych zwycięstw oraz porażki w weekend 0:2 z Widzewem Łódź. Natomiast jutro Jagiellonia będzie broniła jednobramkowej zaliczki w ramach dwumeczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy ze szkockim Rangers FC. W perspektywie gry na trzy fronty przedłużenie umów z tak dwoma ważnymi zawodnikami i liderami zespołu również poza boiskiem należy uznać za świetne wieści. Choć być może zarówno Romanczuk, jak i Imaz nie będą już tak regularnie prezentować maksymalnie wysokiej formy, ich obecność w zespole powinna być gwarantem ciągłości budowanej od kilku lat drużyny i tożsamości klubu.

fot. Hugo Braun

Igor Dziedzic