Raków sprawił idealny prezent swoim kibicom na stulecie klubu. Częstochowski klub po emocjonującej końcówce pokonał Arkę Gdynia 2:1, choć do pewnego momentu wydawało się, że to I-ligowiec po raz kolejny zgarnie trofeum. Znakomite zmiany dokonane przez Marka Papszuna, że Raków odnotował największe osiągnięcie w historii swego istnienia. Zwycięstwo częstochowian również sprawiło, że czwarte miejsce w lidze będzie premiowane grą w 1. rundzie eliminacji Conference League.
Może i dzisiejszy finał nie był tak prestiżowy jak poprzednie, gdzie mieliśmy drużyny z ligowego topu, efektowne oprawy, czy wypełniony po brzegi Stadion Narodowy, ale filozofia Rakowa i doświadczenie Arki w finałach Pucharu Polski dawały nadzieję na dobre widowisko.
Obie ekipy były bardzo skoncentrowane na początku meczu. Już w 3. minucie powinna paść pierwsza bramka. Żebrowski otrzymał długie podanie w okolice „szesnastki”, ale jego strzał minimalnie przeszedł obok słupka. W następnych minutach to podopieczni Marka Papszuna przejęli inicjatywę, ale nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Gorąco pod bramką Arki zrobiło się w 20. minucie. Tudor bardzo przytomnie dośrodkował na piąty metr, gdzie niekryty był Cebula, ale jego strzał jedynie musnął boczną siatkę. Pod koniec pierwszej połowy bardzo obiecująco wyglądała akcja Arki. Żebrowski otrzymał mocne podanie i gdy wydało się, że były zawodnik KKS-u Kalisz nie utrzyma piłki w boisku, ten zdołał jeszcze ofiarnie podać w okolice piątego metra, ale na jego nieszczęście nie było tam nikogo z jego drużyny. Pierwsze 45. minut delikatnie mówiąc mimo silnego wiatru w Lublinie nie porwało. Raków miał zdecydowaną przewagę, ale Arka była bardziej konkretna.
Raków bardzo agresywnie wyszedł na drugą połowę. Po strzale Lopeza zawodnicy z Częstochowy domagali się rzutu karnego, gdyż byli przekonani, że jeden ze stoperów Arki dotknął piłki ręką. Jak mogliśmy ujrzeć na powtórce, ręka Marcjanika była przylepiona wzdłuż ciała, więc nie było podstaw do podyktowania „jedenastki”. Dziesięć minut później, po raz kolejny mieliśmy przyjemność oglądać Kamila Piątkowskiego w rozegraniu. Reprezentant Polski posłał doskonałe podanie w stronę Niewulisa, a ten zamiast strzelać poszukał podaniem Gutkovskisa. Bez efektu.
W 57. minucie mecz wreszcie się nam otworzył. I to z jakim skutkiem! Fenomenalną akcją w środku pola popisał się Hiszpański, który bez problemu minął kilku graczy Rakowa, potem podał na lewe skrzydło do Żebrowskiego, a ten próbując dośrodkować do Rosołka trafił do bramki! Źle lot piłki oszacował Holec, który był wyraźnie zaskoczony, że piłka wpadła do bramki. Obrona Częstochowy padła po klasycznym jak na polskie standardy ,,centrostrzale”.
#RCZARK co tu sie stanęło?😂😂 @PZPNPuchar pic.twitter.com/hEe49esTri
— zaspany_34🇵🇱 (@zaspany_34) May 2, 2021
Wyraźnie nie spodobało się to częstochowianom, którzy rzucili się do odrabiania strat. Ostrzeliwanie bramki Krzepisza na niewiele się zdało, bo 21-latek był dziś dobrze dysponowany. W 71. minucie mogło być już 2:0. Żebrowski wykończył akcję strzałem, z którym bez problemu powinien sobie poradzić, lecz Słowak niespodziewanie „wypluł” piłkę z czego powinien skorzystać Rosołek, ale jego dobitka trafiła wprost w twarz Holeca. Kluczowym momentem meczu były zmiany przeprowadzone przez Marka Papszuna. W 80. minucie za Cebulę wszedł Schwarz, a za Arsenicia Tijanić. I już minutę później te zmiany przyniosły pozytywny efekt.
W 81. minucie po złym podaniu Rosołka poszła kontra dla Rakowa. Dogranie z prawej strony wybili stoperzy gdynian, ale piłkę przejął Ivi Lopez, który bardzo mocnym strzałem doprowadził do wyrównania! Raków za wszelką cenę dążył do uniknięcia dogrywki. Tuż po zdobyciu bramki Szelągowski wszedł za Ledermana i jak znów się okazało, Papszun miał ,,nosa”. Ivi Lopez znakomicie zewnętrzną częścią stopy podał do wychodzącego na wolne pole Szelągowskego, który najprawdopodobniej chciał podawać do Tijanicia, a ten bez problemów skierował piłkę do pustej bramki. Gol Słoweńca wywołał radość całej częstochowskiej drużyny, a Arka bez wiary dograła ten mecz, pogrążona dwoma straconymi golami w końcówce spotkania.
Puchar Polski po raz pierwszy w historii dla Rakowa Częstochowa. Piękna nagroda na 100-lecie klubu. Drużyna spod Jasnej Góry nie zagrała może wielkiego meczu, ale zupełnie zasłużenie może się cieszyć z tego triumfu. Arka zaś na pewno nie zagrała słabego spotkania, ale było widać, że ma mniej jakości niż Raków. Teraz przed I-ligowcem czeka walka o powrót do Ekstraklasy, a Raków będzie walczyć o wicemistrzostwo Polski, a potem rzecz jasna o pokazanie się w Europie.
STAŁO SIĘ TO! 🏆🔴🔵
— Fortuna Puchar Polski (@PZPNPuchar) May 2, 2021
Bawcie się @Rakow1921! 😅 pic.twitter.com/EBzzgqpzLx
🔥🔥🔥 pic.twitter.com/fWFm7dD5UD
— Michał Świerczewski (@MichalS1978) May 2, 2021
Raków Częstochowa – Arka Gdynia 2:1 (0:0)
Bramki: 81. Lopez, 89. Tijanić – 57. Żebrowski
Kartki: Kasperkiewicz, Marcus
Raków Częstochowa: Holec – Piątkowski, Niewulis, Arsenić (80. Tijanić), Tudor, Spała (46. Poletanović), Lederman (85. Szelągowski), Kun, Ivi Lopez, Gutkovskis (68. Arak), Cebula (80. Schwarz)
Arka Gdynia: Krzepisz – Kasperkiewicz, Marcjanik, Memić, Deja, Danch, Hiszpański (58. Siemaszko), Letniowski (46. Da Silva), Valcarce (58. Skóra), Żebrowski (80. Sasin), Rosołek
Sędzia: Paweł Gil