Sobota z Ekstraklasą — nudy i kolejna kompromitacja Śląska

Share on facebook
Share on twitter
2022.02.19 Wroclaw
Pilka nozna 
PKO Ekstraklasa
Slask Wroclaw - Piast Gliwice
N/z Kamil Wilczek bramka gol radosc na 3-1
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2022.02.19 Wroclaw
Football 
Polish PKO Ekstraklasa 
Slask Wroclaw - Piast Gliwice
Kamil Wilczek bramka gol radosc na 3-1
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Dawno nie mieliśmy aż tak nudnego dnia z Ekstraklasą. W Białymstoku oddano zaledwie trzy celne strzały na bramkę. We Wrocławiu Śląsk po raz kolejny się skompromitował. Z kolei w meczu ostatniej z przedostatnią drużyną w tabeli było tak, jak się można było spodziewać — dużo walki i kartek, a mało jakości i sytuacji bramkowych. Czas na podsumowanie ligowej soboty!

Nudne popołudnie w Białymstoku. Jagiellonia dzieli się punktami z Cracovią

Jagiellonia Białystok — Cracovia 0:0

W pierwszym sobotnim meczu spotkały się ze sobą dwie drużyny ze środka tabeli. Jagiellonia przed trwającą kolejką zajmowała dziesiąte, a Cracovia ósme miejsce w tabeli. W stolicy Podlasia odbyło się niezbyt atrakcyjne piłkarsko spotkanie dwóch przeciętnych drużyn. W całym meczu oddano 29 strzałów, ale tylko 3 z nich były celne. Najaktywniejszym piłkarzem tego spotkania był pomocnik Pasów — Michał Rakoczy. 19-latek zmarnował dwie bardzo dobre okazje. Raz uderzając w boczną siatkę, a raz strzelając obok bramki, gdy znalazł się w sytuacji sam na sam ze Zlatanem Alomeroviciem. No i ciężko coś więcej o tym meczu powiedzieć. Można pochwalić defensywy obu zespołów, a szczególnie Cracovii, która już drugi mecz z rzędu nie straciła gola.

Wydaje się, że im bliżej będzie końca sezonu, tym coraz będziemy oglądać takich nudnych spotkań. Wykrystalizuje się środek tabeli, któremu nie będzie groził spadek ani walka o europejskie puchary i takim oto sposobem tym drużynom remisy będą pasować.

Verdascowanie we Wrocławiu. Piast wygrywa drugi mecz z rzędu!

Śląsk Wrocław — Piast Gliwice  1:3

Śląsk Wrocław w tym momencie jest jedną z trzech najgorszych drużyn w Ekstraklasie. Sobotni mecz z Piastem był kolejnym tego dowodem. To, w jaki sposób bramki tracili wrocławianie, zakrawało na żenadę. Co jedna to większa kompromitacja. Przy pierwszej bramce sam na siódmym metrze stał Damian Kądzior. Mierzący zaledwie 1,75 m wzrostu zawodnik strzelił gola głową. Co robili obrońcy Śląska, że nie zainteresowali się przeciwnikiem we własnym polu karnym? Nie wiadomo. Drugiego gola piłkarze Jacka Magiery strzelili sobie sami. A właściwie nie zawodnicy, a jeden piłkarz — Patryk Janasik. Wahadłowy Śląska próbował wybić piłkę dośrodkowaną w pole karne, ale zrobił to tak nieumiejętnie, że wbił ją sobie do własnej bramki, trafiając w samo okienko. Gdyby był w takie samej sytuacji pod bramką rywala, w życiu by mu się to nie udało.

Trzeci gol dla Piasta to festiwal kompromitacji WKS-u. Pomijając to dlaczego wszyscy piłkarze Śląska poszli atakować i zaledwie jeden piłkarz asekurował własną bramkę, to co zrobił w tej sytuacji Diogo Verdasca jest najbardziej zdumiewające. Kamil Wilczek przerzucił nad nim piłkę, a on co? Nie umie się obrócić w pełnym biegu? I zamiast wstać od razu, jak upadł, to leży i dobiega dopiero, jak Wilczek cieszy się już z gola. Od momentu jego upadku do strzału napastnika Piasta minęło 9 sekund. To było kilkanaście metrów. Gdyby pozbierał się od razu, zdążyłby jeszcze pomóc swoim kolegom w zatrzymaniu napastnika Piasta. Przy obrońcach Śląska w tej akcji Kamil Wilczek wyglądał jak Leo Messi za najlepszych lat.

Czy trzeba chwalić Piasta za ten mecz? Pewnie tak, ale nie było to aż tak bardzo dobre spotkanie w ich wykonaniu. Oddali zaledwie dwa celne strzały i strzelili trzy gole. Oczywiście głównie dzięki nieudolności Śląska w defensywie. Drużyna trenera Waldemara Fornalika wygrała ten mecz najmniejszym nakładem sił. Cofając się w drugiej połowie i przyjmując prezenty, jakie dawał im rywal. Jednak po tym starciu jest też zła informacja dla Piasta. Tak łatwo, jak ze Śląskiem już w tej lidze nie będzie.

Żenująca gra Legii w Niecieczy

To był historyczny mecz dla Legii Warszawa! Po raz pierwszy w swojej historii nie przegrali na kameralnym stadionie w Niecieczy. Co więcej, wreszcie zremisowali mecz w tym sezonie Ekstraklasy! A jak gra się o utrzymanie to powinno się umieć zremisować. W skrócie — pasmo sukcesów.

A tak na poważnie? To był strasznie słaby mecz. Jeszcze gorszy od tego w Białymstoku. Legia kolejny raz potwierdziła, że może spaść z tej ligi. Jedyne ciekawe sytuacje kreował Josué, głównie po stałych fragmentach gry. Jak przystało na starcie drużyn walczących o utrzymanie, trzeba było pokazać, że się walczy. W sumie sędzia pokazał aż 9 żółtych kartek, w tym 7 dla piłkarzy Legii. Była też czerwona kartka. Jednakże może najpierw sekwencja zdarzeń. 63. minuta — Rafa Lopes wchodzi na boisko. W 68. minucie dostaje żółtą kartkę. Z kolei w 73. minucie dostaje drugą żółtą kartkę i wylatuje z boiska. W historii futbolu widywano lepsze zmiany.

Bruk-Bet przez prawie dwadzieścia minut grał w przewadze. Można się dziwić, że nie spróbował mocniej przycisnąć Legii. W końcu to Termalica jest na ostatnim miejscu w tabeli, a w przypadku zwycięstwa zrównałaby się z Legią punktami.

Podsumowując. Ten mecz wyglądał jak spotkanie dwóch spadkowiczów. Dobrze, że TVP Sport poszło po rozum do głowy i zrezygnowało z transmisji tego spotkania. Dzisiaj w Gdańsku w hicie kolejki powinno dziać się o wiele więcej.

Filip Krakowczyk