fbpx

Sobota nie podbił Niemiec, a czy Piątek da radę? Oceniamy pierwsze półrocze

Share on facebook
Share on twitter
Krzysztof Piatek 1:0    celebration   1:0   
/ Geisterspiel Corona / Sport / Football / DFL Bundesliga  /  2019/2020 / 13.06.2020 / Hertha BSC Berlin vs. SG Eintracht Frankfurt SGE / DFL regulations prohibit any use of photographs as image sequences and/or quasi-video. /       
pixathlon

13.06.2020 Berlin
Pilka Nozna Liga Niemiecka 1. Bundesliga
Hertha BSC - Eintracht Frankfurt
Foto Pixathlon / Sipa / PressFocus 
POLAND ONLY!!

Niektórzy twierdzą, że Bundesliga zakończyła się już 27 czerwca, a inni wciąż sugerują, że te rozgrywki trwają. W końcu do rozegrania został jeszcze baraż, który rozstrzygnie czy w najwyższej lidze pozostanie Werder Brema, czy też zawita w niej Heidenheim. Bezsprzecznie wszyscy są jednak pewni, że w tym sezonie Krzysztof Piątek już nie zagra. Hertha Berlin ulokowała się na dziesiątej pozycji i ma prawo spoglądać w przyszłość z dużą dozą spokoju.

Ja jednak nie o tym. Wiadomo – pełen podziw dla działaczy DFL, którzy pomimo pandemii koronawirusa, zdążyli na tyle przeorganizować rozgrywki, że wszystko skończyło się bezpiecznie, a ponadto rozgrywki dobiegły finiszu tuż przed rozpoczęciem okienka transferowego. Dzięki temu masa zawodników nie musiała podpisywać różnorakich aneksów, które pozwalałyby grać w danym zespole jeszcze w wakacje. To interesujący temat na publikację, ale ta dzisiejsza będzie o czymś innym. Przejdźmy do podsumowania sezonu najbardziej obiecującego polskiego snajpera.

Calciostart

Piątek po kilku sezonach w polskiej Ekstraklasie, w barwach Zagłębia Lubin i Cracovii, trafił do włoskiej Genui. Tam radził sobie wyśmienicie, a wręcz jeszcze lepiej niż na rodzimych terenach, więc po pół roku wykupił go duży klub – AC Milan. Tym samym „Rossoneri” musieli zapłacić za niego 35 milionów euro, co uczyniło go najdroższym Polakiem w historii.

W Milanie start miał dobry. Nikt mi nie wmówi, że dziewięć trafień w 18 meczach to zły wynik, tym bardziej gdy ktoś gra pierwszy sezon poza mierną Ekstraklasą. Łącznie uzbierał aż 22 gole, dzięki czemu uplasował się na trzeciej lokacie w klasyfikacji strzelców w danym sezonie w Serie A. Przed nim znaleźli się tylko: świetny napastnik Atalanty Bergamo, Duvan Zapata (23) oraz stary wyjadacz, Fabio Quagliarella (28). Ten sezon był o tyle udany, że nikt w Genui nie dorównywał mu poziomem i Piątek sam sobie musiał wszystko wypracować, a w Milanie nie wyglądało to o wiele lepiej. Tamtejsi gracze również nie znajdowali się w najlepszych formach, a Polak stał się ulubieńcem kibiców.

Nowy sezon – nowy Piątek. 25-latek nie był już w stanie utrzymać impetu z poprzednich rozgrywek i zawodził na każdej linii frontu. Strzelał głównie z rzutów karnych, czyli trochę taki casus z Krakowa, ale wówczas nazdobywał tych bramek znacznie więcej. W pierwszym półroczu 2019/20, słynny „Pio” trafił do siatki tylko czterokrotnie w tylu samo spotkaniach, co w zeszłym sezonie. Milan sprowadził do siebie doświadczoną gwiazdę, Zlatana Ibrahimovicia, który z automatu otrzymał miejsce w podstawowej „jedenastce”. Do tego coraz większy gaz łapał Ante Rebic, a Rafael Leao, którego forma była pewnego rodzaju sinusoidą, także miewał na tyle duże przebłyski, że Piątek w pewnym momencie gwałtownie spadł w hierarchii i został po prostu tak zwanym czwartym „garniturem”.

Krok w tył?

Pamiętam, gdy kłóciłem się pewnego dnia na Twitterze z dziennikarzem obeznanym w tematyce włoskiego futbolu nt. różnic pomiędzy Milanem, a Herthą. Wówczas broniłem berlińczyków, twierdząc że w tym projekcie po prostu drzemie potencjał, a Milan od wielu lat nie wie, co ze sobą począć. Po jakimś czasie przyznałem mu rację – Milan to wciąż wyższa półka od Herthy. Ale odkąd do drużyny dołączył Bruno Labbadia, widać coraz większe promyczki nadziei, pozwalające z optymizmem spoglądać w przyszłość. O tym później.

Gdy doszło do tego transferu (Piątek do Herthy) wielu ludzi osłupiało z szoku. Ja się natomiast niebywale ucieszyłem. Akurat zamówiłem bilet na mecz z FSV Mainz, a to było trzecie spotkanie Piątka z niebiesko-białym trykotem. Co prawda, goście rozgromili gospodarzy aż 3:0, ale zobaczyć Polaka na boisku za granicą, to zawsze przyjemność.

Przechodząc do sedna: „Pio” miał z początku ogromne problemy z zaaklimatyzowaniem się w zespole. Co prawda, dobrze wszedł do drużyny, poprzez trafienie w pełnowymiarowym debiucie z Schalke 04. Napastnik szału nie zrobił, ale wykonał to, co do niego należało. Strzelił cennego gola, choć mimo wszystko trzeba przyznać, że golkiper wpuścił kolokwialną „szmatę”. Co jednak w statystykach, to w statystykach, więc wydawało się, że dobry start zapewni mu łatwiejszą resztę sezonu.

Otóż, nic bardziej mylnego. Piątek na przełamanie posuchy w Bundeslidze czekał aż cztery spotkania, w których notorycznie zawodził. Czy to nie był widoczny, czy to miał problemy w kluczowych momentach. Przede wszystkim przyjęcie u niego kulało. Piątek to napastnik, który musi mieć odpalony tryb gazu, musi być w treningu, musi cały czas zasuwać. Z techniką użytkową nie jest mu po drodze, a że Hertha za kadencji Jurgena Klinsmanna murowała własną bramkę i posyłała tylko długie piłki na napastnika, to Polak miał ogromne problemy z opanowaniem takowego stylu gry.

Koniec końców, Piątek, który miał być zbawicielem Herthy za kadencji Klinsmanna i tymczasowego szkoleniowca Alexandra Nouriego do siatki trafił tylko jednokrotnie po pięciu starciach.

Z Labbadią na dno szczyt?

Hertha poszukiwała odpowiedniego kandydata, który w końcu konkretnie zabrałby się za zespół i zrobiłby porządek z bandą niepoukładanych leniuchów. Do drużyny dołączył Bruno Labbadia i przygotował na tyle solidnie swoją ekipę, że na „dzień dobry” berlińczycy pokonali silny Hoffenheim aż 3:0.

Początek współpracy Piątka z Labbadią nie układał się jednak pomyślnie. Napastnik w wywiadzie z Tomaszem Ćwiąkałą w ramach „Face to face” na antenie CANAL+Sport bardzo chwalił sobie treningi u Niemca i jasno podkreślił, że czuje się wyśmienicie.

To dawało do myślenia, że przed Piątkiem coraz jaśniejsze dni, a tymczasem Polak początkowo swoje szanse dostawał tylko z ławki rezerwowych. Pojawiał się przez pierwsze pięć meczów na murawie, tylko po to, żeby wnieść świeżość i dać odpocząć staremu, Vedadowi Ibiseviciowi. Bośniak początkowo strzelał jak na zawołanie, więc sytuacja Piątka wydawała się coraz gorsza.

W dwóch ostatnich spotkaniach, w których musiał wstawać z ławki, strzelił jednak dwie bramki. Wpierw kluczową z RB Leipzig, co uratowało Hercie remis. Potem z FC Augsburg, gdzie trafił na 2:0 i zapewnił komfort psychiczny swojej drużynie do ostatniego gwizdka.

To był przełom i to zaważyło na tym, że Piątek następne mecze rozpoczynał od pierwszych minut. Wówczas prezentował się solidnie, strzelając jednego gola oraz notując taką samą liczbę asyst w czterech meczach. Pod koniec rozgrywek Piątek był testowany na pozycji numer „10”, co totalnie do niego nie pasuje, ale zdawał egzamin i dobrze współpracował z Ibiseviciem.

Co tu dużo mówić… Nie ma co wyciągać zbyt pochopnych wniosków po kilku niezłych meczach, ale też nie można przedwcześnie stawiać na nim krzyżyka. Przyszłość „Pio” w Hercie zapowiada się bardzo dobrze, ale z pewnością jest to zależne od tego, jakiego transferu dokonają berlińczycy w letnim okresie i czy Polak będzie w stanie poradzić sobie z nowym konkurentem. 25-latek raczej Niemiec nie zwojuje, podobnie jak Robert Lewandowski, ale z pewnością poradzi sobie co najmniej dwukrotnie lepiej, aniżeli Waldemar Sobota.

Kliknij w zdjęcie autora, by podyskutować z nim na temat Piątka