Słodko-gorzki czwartek w wykonaniu polskich drużyn. Raków gra dalej, Śląsk poza pucharami

Share on facebook
Share on twitter
2021.07.29 Bielsko Biala
Pilka nozna Liga Konferencji Europy 2021/2022
Rakow Czestochowa - Suduva Mariampol
N/z Vladan Kovacevic
Foto Rafal Rusek / PressFocus

2021.07.29 Bielsko Biala
Football UEFA Europa Conference League season 2021/2022
Rakow Czestochowa - Suduva Mariampol
Vladan Kovacevic
Credit: Rafal Rusek / PressFocus

Przed czwartkowymi spotkaniami większość ekspertów spodziewała się, że w IV rundzie eliminacji do Ligi Konferencji zobaczymy co najmniej jedną polską drużynę. Tą ekipą miał być Śląsk Wrocław, który wygrał u siebie z Hapoelem Beer Szewa 2:1. Piłka bywa jednak przewrotna i często sprawia psikusy. ,,Trójkolorowi” dostali bęcki od czwartej drużyny izraelskiej ekstraklasy (0:4) i pożegnali się z Europą. O awans do fazy grupowej nowych rozgrywek wciąż może marzyć Raków Częstochowa, który po dogrywce pokonał na wyjeździe faworyzowany Rubin Kazań 1:0. Bohaterem ponownie Vladan Kovacević, który w decydującym momencie meczu obronił rzut karny na wagę IV rundy eliminacji.

Nie ma to jak świetny bramkarz

Naprawdę konia z rzędu temu, który obstawiał, że Raków awansuje do kolejnej fazy rozgrywek. W trzech dotychczasowych spotkaniach, przez 300 minut, częstochowianie nie potrafili zdobyć bramki. Razili nieskutecznością nawet w starciach ze słabiutką, litewską Suduvą. Dlatego nikt nie oczekiwał, że Raków jest w stanie wyeliminować Rubin, z silnej ligi rosyjskiej.

Pierwsza połowa była wyrównana, choć szalał na boisku niczym diabeł tasmański, Khvicha Khvaratskelia. Obrońcy Rakowa mieli spory problem z Gruzinem, podobnie jak z Koreańczykiem, Hwangiem. Rubinowi brakowało jednak konkretów. Drugie 45 minut gry lepiej rozpoczął Raków, ale wyśmienite okazje zmarnowali Marcin Cebula i Ivi Lopez. Rubin rzucił się do ataku pod koniec drugiej połowy. Najgroźniejszą sytuację gospodarze stworzyli po rzucie rożnym, ale na szczęście dla defensywy ,,Medalików”, Haksabanović trafił tylko w słupek.

Dogrywka to już czyste szaleństwo ze strony wszystkich stron, a nawet arbitra. W 102. minucie piłkarze Rakowa domagali się rzutu karnego, po tym jak jeden z obrońców sfaulował Szelągowskiego, ale sędzia nawet nie zareagował. Ławka trenerska kipiała od złości, a trener Papszun załapał nawet żółtko. Chcąc ożywić grę swojej drużyny dokonał kilku zmian, które okazały się kluczowe dla losów spotkania. Zarówno Vladislavs Gutkovskis, Dominik Wydra, jak i Wiktor Długosz wnieśli dużo jakości na boisku, która przełożyła się na historycznego gola Rakowa w pucharach. Najpierw po dwóch faulach na Długoszu, w 106. minucie z powodu drugiej żółtej kartki z murawy wyleciał Samoshnikov. Pięć minut później Raków wykorzystał grę w przewadze – Wydra podał na prawym skrzydle do Długosza, młodzieżowiec pięknie wrzucił futbolówkę na głowę Gutkovskisa, a Łotysz uszczęślił oglądających przed telewizorami częstochowskich kibiców.

Ostatnie minuty ze strony Rakowa to była już po prostu obrona Częstochowy, zakończona pomyślnie, choć w 120. minucie wszystko wskazywało na serię jedenastek. Fatalnie sędziujący arbiter z Węgier, Tamas Bognar wskazał na 11. metr po wątpliwym faulu Wydry na Uremoviciu. Marek Papszun i jego asystenci wybuchli złością, kibice Rakowa modlili się przed telewizorami, a trener Rubina, Leonid Słucki w międzyczasie zdecydował się na ryzykowny gambit. Tuż przed spodziewaną serią karnych, rezerwowy golkiper Miedwiediew zmienił Diupina. I co? Strategia się opłaciła, bo Rosjanin nie puścił żadnego gola, a to tylko dlatego, że… do serii rzutów karnych nie doszło. Vladan Kovacević po raz kolejny wcielił się w superbohatera i w świetnym stylu obronił strzał Haksabanovicia. Bośniak wyrasta na najlepszy transfer w tym okienku ekstraklasy. Najpierw zapewnił Rakowowi Superpuchar Polski, później dzięki świetnym paradom z Suduvą awans do III rundy el. LKE, a teraz po jego interwencji częstochowianie zagrają w czwartej rundzie z KAA Gent.

Źródło: TVP Sport

Rubin nieoczekiwanie odpadł z III rundy eliminacji, a Raków dzięki ambitnej grze i świetnym zmianom trenera Papszuna, jest o dwa mecze od fazy grupowej Ligi Konferencji. A jeszcze pięć lat temu częstochowianie grali w II lidze. Bajkowa przygoda ,,Medalików” trwa dalej.

Raków Częstochowa – Rubin Kazań – 1:0 (po dogrywce), w dwumeczu 1:0

Bramki: Gutkovskis 111′

,,Boisko jest po prostu za szybkie”

Nasz tekst o silnej, pucharowej mentalności Śląska Wrocław można oficjalnie wrzucić do zakładki ,,artykuły napisane kilka chwil przed tragedią”. ,,Trójkolorowi” przed rewanżowym starciem wydawali się w komfortowej sytucji. U siebie wygrali z Hapoelem 2:1, i choć wiedzieliśmy, że na wyjeździe czeka ich trudniejsze zadanie, to nikt w najskrytszych koszmarach nie podejrzewał, że skończy się to tak katastrofalnie. Obrońcy Śląska rozdawali gospodarzom prezent za prezentem, a pierwszy w Świętego Mikołaja wcielił się Szymon Lewkot, który w 2. minucie tak nieudolnie podał do Matusa Putnocky’ego, że Ansah bez problemu załadował piłkę do siatki. Pięć minut później głupio futbolówkę traci Rafał Makowski, zawodnicy Hapoelu rozpoczynają kontraatak, który skutecznie kończy Safuri. Po siedmiu minutach Śląsk stracił wszystko co wypracował we Wrocławiu. Komentujący spotkanie Andrzej Niedzielan głupio tłumaczył, że najbardziej winne sytuacji…jest boisko, które jest za szybkie dla podopiecznych Jacka Magiery.

Kłopoty nie omijały wrocławian, bo w 20. minucie groźnego urazu kolana doznał Patryk Janasik, który musiał przedwcześnie opuścić boisko. Jedynego prawego wahadłowego w kadrze Śląska zastąpił na tej pozycji Bartłomiej Pawłowski, który w żadnym wypadku wahadłowym nie jest i nigdy nie będzie, ze względu na słabą grę w obronie. Śląsk przetrwał ataki ofensywne Hapoelu do końca pierwszej połowy i na drugą część gry wyszedł zmotywowany. Świetne okazje zmarnowali jednak Praszelik i Pich. Niewykorzystane sytuacje brutalnie się zemściły w 54. minucie, ponownie za sprawą Ansaha, który wykorzystał serię pomyłek w wykonaniu wrocławian. Hapoel zadał jeszcze jeden cios w 82. minucie, kiedy Shviro wykończył kontratak, po (nie zgadniecie) kolejnym błędzie obrony WKS-u.

Śląsk zagrał koszmarne spotkanie w defensywie, a w ofensywie był tylko o ciupinkę lepszy. Złośliwi mogą nawet stwierdzić, że z powodu kiepskiej gry piłkarzy Magiery, na chwilę zawiesiła się transmisja w Polsat Sport i przez chwilę widzieliśmy obrazki z meczu Vitesse Arnhem.

Za Jacka Magiery Śląsk w 16 rozegranych spotkaniach, tylko trzykrotnie zachował czyste konto. Ta statystyka pokazuje, że WKS ma spore kłopoty w tyłach, ale też nie jest tak, że ta obrona na co dzień popełnia tak szkolne błędy jak dziś. Nie wiemy co wydarzyło się przed pierwszym gwizdkiem, ale Śląsk wyglądał na zespół, który zapomniał wyjść z szatni. Zagubiony, zdeprymowany, kompletnie nie przypominający tak świetnie grającej ekipy tydzień temu. A szkoda, bo szansa na historyczny awans do fazy grupowej Ligi Konferencji była w zasięgu.

Hapoel Beer Szewa – Śląsk Wrocław 4:0 (2:0), w dwumeczu 5-2

Bramki: Ansah 2’, 54’, Safuri 7′, Shviro 82′