Serafin Szota po meczu z Wieczystą: Śląsk potrzebował kogoś takiego, jak Patryk Sokołowski

Gdy Śląsk Wrocław w 2020 roku po udanej kampanii ligowej pełnej zwycięstw stanął na podium Ekstraklasy, mało znana komukolwiek Wieczysta kończyła sezon w krakowskiej klasie okręgowej. Los tak chciał, że pięć lat później te same zespoły spotkały się na piłkarskim szlaku…inaugurując sezon 25/26 Betlclic 1. ligi.

Śląsk, którego celem jest jak najszybszy powrót do polskiej futbolowej elity, na start pierwszoligowych zmagań zremisował z krakowskim beniaminkiem (1:1), potykając się metr przed metą. Podopieczni Ante Šimundžy do czwartej minuty doliczonego czasu gry prowadzili po trafieniu Patryka Sokołowskiego, a trzech punktów pozbawił ich Goku, nie myląc się z rzutu karnego.

[…] Wielu zawodników odeszło, sporo też przyszło, a czasu na zgranie się nie było aż tak dużo, przez co niedociągnięcia mogły być widoczne, doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Ze swojej strony, mogę powiedzieć, że ta drużyna na pewno zmierza w dobrym kierunku – mówił po spotkaniu świeżo upieczony kapitan wrocławian – Serafin Szota, z którym rozmawialiśmy.

Niedługo po końcowym gwizdku, kapitan Śląska podsumował powitanie z pierwszą ligą, doceniając siłę Wieczystej, która – jak mówił – zaprezentowała się na miarę ekstraklasowej drużyny.

-Z pewnością, wykorzystując wypracowane sobie sytuacje, bylibyśmy teraz w lepszych nastrojach, ale nie zamierzam też spisywać tego meczu na straty. Mieliśmy świadomość, jaką kadrą dysponuje Wieczysta, która pokazała się z bardzo dobrej strony. Bez dwóch zdań nasz dzisiejszy rywal w żaden sposób nie odstawał jakością od ekstraklasowych zespołów. Chociażby z tego powodu szanuję ten punkt, natomiast mamy też nad czym pracować.

Śląsk na zwycięstwo w meczu z Wieczystą, szczególnie feralną końcówką, po prostu sobie nie zasłużył. Pewnym wytłumaczeniem wyrwanych z rąk Trójkolorowych trzech punktów może być letnia rewolucja kadrowa i wynikający z niej brak zgrania, co faktycznie momentami dawało się w grze wrocławian we znaki. Stoper Śląska zwrócił uwagę na te problemy, dodając, że zespół podąża w odpowiednim kierunku, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu.

-Niewątpliwie strata trzech w punktów w doliczonym czasie gry to zawsze mocny cios, ale spójrzmy na to też z perspektywy tego, że tak naprawdę wkroczyliśmy dopiero w inną rzeczywistość, z zupełnie odmienionym zespołem. Wielu zawodników odeszło, sporo też przyszło, a czasu na zgranie się nie było aż tak dużo, przez co niedociągnięcia mogły być widoczne – doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Ze swojej strony, mogę powiedzieć, że ta drużyna na pewno zmierza w dobrym kierunku, z dnia na dzień robi postęp i ja to zauważam. Mogę zapewnić, że z każdym spotkaniem będzie tylko lepiej – mówił Szota.

Zostając przy ruchach kadrowych, zapytaliśmy Serafina o Patryka Sokołowskiego, który oprócz zdobycia bramki otwierającej mecz, kapitalnie kreował grę w środku, coś na wzór kontuzjowanego Petra Schwarza.

-Po urazie Petra, taki zawodnik jak Patryk był nam bardzo potrzebny. Dziś pokazał się z kapitalnej strony, wniósł masę jakości. Warto podkreślić, że „Soki” odgrywa też bardzo ważną rolę w szatni, to piłkarz z dużym doświadczeniem, a przede wszystkim świetny człowiek – kogoś takiego było nam trzeba.

26- latek zapytany o to, na czym Śląsk szczególnie musi się skupić po spotkaniu z Wieczystą, wskazywał dwie główne bolączki pierwszoligowej odsłony wrocławian.

-Na gorąco bez wątpienia rzuca mi się wspomniana skuteczność, ale też nieodpowiednie ustawienie – szczególnie od 75 minuty. W końcówce niepotrzebnie cofnęliśmy się aż tak nisko, a Wieczysta odpowiednio to wykorzystała. Oczywiście aspektów wymagających poprawy jest pewnie znacznie więcej, ja też jeszcze obejrzę sobie ten mecz z odtworzenia, by przed starciem ze Stalą choć po części się ich wyzbyć.

Na koniec, Szota docenił niezawodność kibiców, którzy tuż po spadku na zaplecze Ekstraklasy zapełnili liczącą 42 tysiące miejsc Tarczyński Arenę niemal w połowie.

To jest niesamowite, jak duża jest siła tego klubu, tych kibiców. Wiadomo w jak nieciekawym momencie się znaleźliśmy, a mimo wszystko możemy liczyć na tak liczne wsparcie z trybun. To też pokazuje, że mimo spadku i sportowej porażki oni w nas wierzą. Naszym obowiązkiem jest więc tych ludzi nie zawieść i po sezonie cieszyć się wspólnie z awansu do Ekstraklasy, zasługują na to – podsumował.

Szymon Gawrycki Tkacz