Sensacja w Turynie, poczucie ulgi w Budapeszcie. Podsumowanie 1/8 finału Ligi Mistrzów (cz. 1)

Share on facebook
Share on twitter
(210310) -- TURIN, March 10, 2021 (Xinhua) -- Porto's Sergio Oliveira (L) celebrates during the UEFA Champions League round of 16 second leg football match between FC Juventus and Porto in Turin, Italy, March 9, 2021. (Photo by Federico Tardito/Xinhua)

09.03.2021 Turyn
Pilka nozna 
Liga Mistrzow
Juventus FC - FC Porto
FOTO Federico Tardito / Xinhua / PressFocus

POLAND ONLY!!

Za nami pierwsze rozstrzygnięcia w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Najbardziej elitarne klubowe rozgrywki w Europie jak zwykle nas nie zawiodły i dostarczyły nam masę emocji oraz niespodziewane rezulaty. Czas na podsumowanie pierwszych czterech rewanżowych spotkań.

Juventus i Liga Mistrzów? Wyjątkowo niedobrana para

Pierwsze spotkanie na Estádio do Dragão zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:1, choć piłkarze z Turynu mogli wyjechać z Portugalii z gorszym rezultatem gdyby nie Federico Chiesa. Włoski skrzydłowy w końcówce zdobył bramkę, która sprawiła, że Stara Dama była ciągle w grze. Spotkanie na Alianz Stadium lepiej rozpoczęli piłkarze FC Porto, co było dość niespodziewanie patrząc na wynik pierwszego meczu. Naciski na bramkę Wojtka Szczęsnego przyniosły skutek, gdyż po faulu Meriha Demirala w polu karnym sędzia Bjorn Kuipers wskazał na jedenasty metr. Rzut karny na bramkę zamienił Sergio Oliveira i od 19. minuty FC Porto objęło prowadzenie.

Później Juve nie potrafiło znaleźć sposobu na rywala i do przerwy prowadzili goście. Na początku drugiej połowy sprawy w swoje ręce wziął Federico Chiesa, który w 49. minucie zdobył wyrównującą bramką. Chwilę poźniej dwie szybkie żółte kartki dostał Mehdi Taremi, za co wyleciał z boiska. Gdyby wydawać się mogło, że gorzej być nie może, to Chiesa błysnął po raz drugi i zdobył gola po dośrodkowaniu Juana Cuadrado. Te bramki dodały Juve wiatru w żagle, próbowali oni strzelić jeszcze jedną bramkę, aby uniknąć dogrywki, lecz FC Porto dzielnie się broniło. Świetnie spisywał się golkiper ,,Smoków”, Agustín Marchesín, a akcje rywali zatrzymywał doświadczony Pepe.

W dogrywce działo się całkiem sporo, choć na największe emocje trzeba było czekać aż do 115. minuty, gdzie Sergio Oliveira został sfaulowany około 25-30 metrów od bramki rywala. Poszkodowany sam ustawił piłkę i… trafił. Strzał niski, pod murem zaskoczył Szczęsnego. Przy bramce nie popisał się mur złożony z zawodników Juventusu. FC Porto strzeliło bramkę, która mocno ich zbliżyła do upragnionego awansu, ale na odpowiedź turyńczyków nie trzeba było długo czekać. Już dwie minuty poźniej bramkę zdobywa Adrien Rabiot po wrzutce z rzutu rożnego.

W ostatnich minutach mieliśmy rozpaczliwe ataki podopiecznych Andrei Pirlo, lecz one nie przyniosły skutku. Sensacja stała się faktem – FC PORTO W ĆWIERĆFINALE LIGI MISTRZÓW. Juventus po raz kolejny odpada z teoretycznie słabszym rywalem, jednak nie należy deprecjonować ekipy z Portugalii. FC Porto pokazało charakter i zasłużenie awansowało do 1/4 finału.

Juventus Turyn 3:2 FC Porto
Chiesa 49′, 63′, Rabiot 117′ – Oliveira 19′(k.) , 115′

Niesamowity Norweg prowadzi BVB do awansu

Borussia przystępowała do rewanżu z wyjazdowym zwycięstwem 3:2, co nieco ułatwiało im zadanie w rewanżu. Sevilla mocno rozpoczęła spotkanie i tylko dobra interwencja Marwina Hitza uratowała Borussię od straty gola. Pomimo dobrej gry gości to ekipa Terzica zdobyła jako pierwsza bramkę, wszystko za sprawą niezawodnego Erlinga Haalanda.

Druga połowa rozpoczęła się od sporego zamieszania. Po pięknej akcji BVB, kolejnego gola strzelił Haaland. Radość Norwega nie trwała długo, gdyż sędzia Cuneyt Cakir po analizie VAR odwołał bramkę i podyktował jedenastkę, gdyż dwie minuty wcześniej Kounde faulował w polu karnym Haalanda. Norweg podbiegł do jedenastki, ale spudłował. Po chwili jednak karny zostaje powtórzony, gdyż bramkarz Sevilli Bono zbyt wcześnie wyskoczył z bramki. Haaland za drugim razem się nie pomylił i zdobył dziesiątą bramkę w tym sezonie Champions League. W 14. występie w Lidze Mistrzów zdobył 20. trafienie, bijąc tym samym wcześniejszy rekord Harry’ego Kane’a o 10 występów.

Gdy każdy myślał, że jest już po meczu i nic ciekawego nie nie wydarzy, to Sevilla nas pozytywnie zaskoczyła walcząc do końca i pokazując charakter. Najpierw w 69. minucie Youssef El Nesyri strzelił z rzutu karnego, a w doliczonym czasie gry zdobył bramkę dającą wyrównanie. Sevilli zabrakło czasu na strzelenie kolejnej bramki i mecz zakończył się remisem oraz awansem Borussi Dortmund. Edin Terzic, tymczasowy szkoleniowiec BVB, który niedawno miał być zwolniony osiąga pierwszy ćwierćfinał dla Borussi od 2017 roku.

Borussia Dortmund – Sevilla 2:2 (1:0)
E. Haaland 35′, 54′ (k.) – Y. En-Nesyri 69′ (k.) 90+6

Nie było remontady, choć wcale nie było od niej tak daleko

W pierwszym spotkaniu na Camp Nou Paryżanie zdominowali Barcę i pewnie wygrali 4:1. Rewanż na Parc des Princes to miała być tylko formalność i chyba nikt nie liczył na powtórkę słynnej już remontady z 2017 roku. Gospodarze przystępowali do meczu bez Neymara, który pauzuje z powodu kontuzji (a urodziny jego siostry nie mają nic z tym wspólnego). Spotkanie rozpoczęło się od ataków Dumy Katalonii, widać było, że pomimo ogromnych strat goście nie zamierzali składać broni i postanowili walczyć. Niestety, próbując odrobić straty należy pamiętać, aby samemu nie tracić bramek. O tym zapomniał Clement Lenglet, który w w polu karnym sfaulował Mauro Icardiego. Do jedenastki podszedł Kylian Mbappe, który pewnie pokonał Ter Stegena. Barca jednak nie podłamała się. Szybko po stracie bramki ,,rakietę” odpalił Leo Messi:

Messi zdobył bramkę nie z tej ziemi i pokazał, że dalej jest kosmitą. Argentyńczyk ewidentnie miał już dość marnowania sytuacji przez Dembele i wziął sprawy w swoje ręce. Barca nie zamierzała zwalniać tempa. Kolejne minuty, to kolejne ataki ekipy Koemana. I w doliczonym czasie gry pierwszej połowy faulowany w polu karnym przez Kurzawę zostaje Griezmann. Do piłki podchodzi Leo Messi i… marnuje rzut karny. Świetną interwencją popisał się wybornie grający tego wieczoru Keylor Navas. Do przerwy na tablicy świetlnej widniał tylko remis, a Barcelona powinna była prowadzić i to co najmniej z przewagą dwóch trafień.

Druga połowa to lepsza gra Paryżan. Widać, że w przerwie Pochettino poukładał drużynę i ,,Duma Katalonii” mimo, że wciąż atakowała to nie potrafiła znaleźć sposobu na rywali. Świetnie w defensywie gości spisywał się Marquinhos, który kasował akcje rywali.

Z każdą minutą wiara katalończyków w odrobienie strat malała, aż do końca spotkania gdy marzenia o awansie zniknęły bezpowrotnie. I szkoda tej nieskuteczności, bo remontada była możliwa. Ale jak na boisku masz Dembele zamiast Neymara, czy Griezmanna zamiast Suareza, to comeback jest dużo trudniejszy. A jako ciekawostkę można podać, że to pierwszy raz od sezonu 2004/2005 gdy w ćwierćfinale zabraknie Messiego i Ronaldo. Czyżby to koniec pewnej ery? Czas pokaże.

PSG – Barcelona 1:1 (1:1)
Mbappe 31′ – Messi 37′

Słabi w lidze, mocni w Europie

Liverpool wygrał na boisku rywala (a właściwie to w Budapeszcie) 2:0. Wydawało się że mecz na własnym boisku( a nie czekaj, rewanż też jest w Budapeszcie) będzie już formalnością. Jednak The Reds ostatnio są w nie najlepszej formie, a RB Lipsk to groźna drużyna, wciąż walcząca o mistrzostwo Niemiec z Bayernem, więc mecz zapowiadał się interesująco. I było ciekawie.

Liverpool jako pierwszy stworzył sobie okazje do zdobycia gola, swoje okazje miał Salah czy Jota. RB Lipsk również pokazywał się z niezłej strony, ale brakującym ogniwem był brak typowego napastnika. Trener ,,Byków”, Julian Nagelsmann wprowadził w przerwie Sorlotha. I właśnie Norweg miał pierwszą dogodną sytuację w drugiej połowie. Poźniej jednak goście nie mieli już pomysłu na bandę Kloppa. W 71. minucie do bramki trafił Mohamed Salah, a cztery minuty poźniej rywala dobił Sadio Mane. Lipsk podobnie jak w pierwszym meczu po stracie pierwszego gola, szybko stracił także drugiego.

W kolejnych minutach podopieczni Nagelsmanna próbowali coś zdziałać, ale bez większego skutku. Liverpool gra dalej, a Lipsk żegna się z Champions League na poziomie 1/8 finału. Liverpool, który już wypadł z walki o zwycięstwo w Premier League, może skupić się na dobrym wyniku w LM, zaś Lipsk może skupić się na walce o tytuł w Bundeslidze. Co ciekawe, brak gry w kolejnej fazie rozgrywek może im tylko pomóc, jak np. Interowi, który odpadł w z gry w Europie, a obecnie w Serie A zmierza po tytuł. Szkoda tylko, że ekipa z Niemiec nie podjęła większej walki z będącym w sporym kryzysie Liverpoolem.

Liverpool 2:0 RB Lipsk
(M. Salah 71′, S. Mane 74′)

Terminarz pozostałych spotkań rewanżowych 1/8 finału Ligi Mistrzów:

16.03 (wtorek) 21:00 – Real Madryt – Atalanta (w pierwszym meczu 1:0)

16.03 (wtorek) 21:00 – Manchester City – Borussia Moenchengladbach (2:0)

17.03 (środa) 21:00 – Bayern Monachium – Lazio (4:1)

17.03 (środa) 21:00 – Chelsea – Atletico Madryt (1:0)

Jakub Mirosławski