Czwartkowy wieczór miał nam przynieść odpowiedź na to, czy Raków po zwycięstwie 2:1 w Częstochowie, będzie w stanie podtrzymać swoją dobrą dyspozycję i po raz pierwszy w historii wywalczyć sobie awans do europejskich pucharów. W Czechach nie było łatwo. Wszyscy przecież wiemy jak silną drużyną jest Slavia. Wicemistrzowie Polski przekonali się o tym w najbardziej bolesny sposób – tracąc bramkę w ostatniej minucie dogrywki.
Cała Praga żyła meczem od samego rana. Czesi wiedzieli, że muszą rzucić na szalę, wszystko co mają, by odwrócić losy tego dwumeczu. Slavia miała szansę już w pierwszych minutach, gdy w szesnastce Rakowa znalazł się Usor, ale i polski zespół nie pozostał dłużny, gdy po chwili po dośrodkowaniu Iviego na bramkę Mandousa uderzał głową Rundić. Kolejne minuty aż do końcówki pierwszego kwadransu obnażały pewność Rakowa, a podopieczni Papszuna byli przez gospodarzy mocno spychani do defensywy. A gdy nawet wychodzili z własnej połowy, tak jak na przykład Musiolik, popełniali proste błędy, jak złe przyjęcie czy też zbyt dalekie wypuszczenie futbolówki.
Coś jakby drgnęło w poczynaniach polskiej drużyny po upływie dwudziestej minuty. Wicemistrzowie Polski w końcu zaatakowali większą liczbą zawodników. Ładnie poklepał na skraju szesnastki Bartosz Nowak z Ivim Lopezem, a Hiszpan po tej swoistego rodzaju „częstochowskiej tiki-tace” trafił w bramkarza Slavii, a po chwili w słupek. Znów jednak Slavia wróciła do posiadania i kontrolowała to spotkanie. Zespół ze stolicy Czech jednak nie szukał szybkiej gry na jeden kontakt, a dość często uciekał się do wrzutek. Częstochowianie z kolei byli groźni po stałych fragmentach i tak blisko bramki po atomowym uderzeniu w 28. minucie był Walerian Gwilia.
Im bliżej przerwy, tym bardziej Raków zyskiwał pewność siebie. Polska drużyna grała nieco bardziej inteligentnie, utrzymywała nerwy na wodzy, nie dawała się sprowokować rozsierdzonym Czechom. Od czasu do czasu też udawało się podopiecznym Marka Papszuna przedostać się w pobliże pola karnego Slavii. Gospodarze starali się momentalnie oddalać zagrożenie i transportować piłkę jak najszybciej się da pod bramkę Kovacevicia, aczkolwiek do przerwy na Fortuna Arenie w Pradze kibice nie obejrzeli żadnego gola.
Czterdzieści pięć minut plus czas doliczony dzieliło Raków od fazy grupowej Ligi Konferencji. Tu już nie było miejsca na kalkulacje, tu trzeba było dowieźć tę jedną bramkę przewagi do samego końca. Fenomalną sytuację Raków wypracował sobie w 49. minucie. Prawym skrzydłem mknął świeży, wypoczęty Wdowiak. Podał do kolejnego ze zmienników, a więc Gutkovskisa, ale Łotysz w ostatniej chwili został zablokowany. Wicemistrzowie Polski nie zrażali się tym i dalej bardzo dobrze pracowali w obronie, czy to głęboko cofnięci czy w wysokim pressingu.
Slavia wprowadziła kilka zmian, zaś znów kapitalną robotę zrobiła para Gutkovskis – Wdowiak. Łotysz zastawił się w środku pola, wziął na plecy obrońcę i posłał kapitalną piłkę do prawego skrzydłowego Rakowa. Ten minął Mandousa i mając przed sobą pustą bramkę z ostrego kąta trafił tylko w boczną siatkę. To mogło uciszyć stadion w Pradze i postawić pod ścianą Czechów, ale w dalszym ciągu walka trwała. Slavia ją nawiązała i te wszystkie niewykorzystane okazje Rakowa zemściły się w 62. minucie meczu. Fenomalną piłkę na uwolnienie na prawą flankę posłał Petr Sevcik. Dopadł do niej Ivan Schranz, a akcję strzałem w górny róg zwieńczył 20-letni Nigeryjczyk, Moses Usor.
Gotowali się gospodarze, zaś Rakowowi po tej bramce leciutko uszło powietrze. Ciężko grało się z tak zmotywowanymi Czechami. Zespół z Częstochowy oddał pole do popisu i sprawiał wrażenie, jakby przestraszył się siły Slavii. Czesi napierali, jeszcze w regulaminowym czasie wykorzystali limit zmian. Grali o pełną pulę i robili wszystko, by rozstrzygnąć losy tego spotkania jeszcze przed upływem dziewięćdziesiątej minuty. Na szczęście dla Rakowa ta sztuka podopiecznym Jindricha Trpisovsky’ego się nie udała i do wyłonienia uczestnika fazy grupowej Ligi Konferencji Europy 2022/23 była potrzebna dogrywka.
To nie koniec piłkarskich emocji w stolicy Czech! Przed nami dogrywka ⚔️🛡️
— Raków Częstochowa 🏆🥈 (@Rakow1921) August 25, 2022
—
90' ⏱️ #SLARCZ 1⃣:0⃣ pic.twitter.com/kIP8Q6gWTF
Dwie połowy po piętnaście minut. Ogromny wysiłek dla zawodników obu drużyn, jednak patrząc z perspektywy Rakowa – chyba jednak większy dla zespołu z Polski, który nie jest zwyczajnie przygotowany motorycznie do rozegrania 120 minut. Prażanie nacierali, z każdą minutą coraz mocniej. Zawodnicy Papszuna oddychali rękawkami i gołym okiem widać było, że Czesi zdecydowanie przeważali pod względem kondycyjnym. Wybieganie, wyszkolenie techniczne, doping kibiców, gra u siebie – to wszystko stało za Slavią.
Pierwsza odsłona dogrywki nie przyniosła goli. Niektórzy z zawodników mieli w nogach wybiegane ponad sto minut, a inni nieco mniej. Kwadrans dzielił kibiców od konkursu rzutów karnych. Slavia jednak nie szykowała się na jedenastki. Ona chciała jeszcze wyprowadzić nokautujący cios, po którym częstochowianie już by się nie podnieśli. To samo oczywiście miał na celu Raków. Jednak to gospodarze, niestety, w ostatniej minucie dogrywki znaleźli patent na podmęczonych częstochowian. Bohaterem Czechów okazał się Ivan Schranz, zupełnie odpuszczony przez Frana Tudora do spółki z Kovaceviciem, który pod koniec zmagał się także z problemami mięśniowymi.
To niezwykle smutne przeżycie dla wszystkich sympatyków polskiej piłki. De facto brak słów, by opisać to, jak teraz muszą czuć się zawodnicy Rakowa. Do fazy play-off przeszli jak burza, nie tracąc ani jednej bramki. Pogrom Astany, łatwa przeprawa ze Spartakiem Trnawa… Teraz, drugi rok z rzędu, stojąc u bram Ligi Konferencji Europy – znów zostają wyproszeni. Wcześniej był to Gent, a teraz Slavia. Patrząc tak na to wszystko oraz mając na uwadze to, że Raków był również bardzo blisko mistrzostwa Polski w zeszłym sezonie – możemy z jednej strony tylko współczuć, z drugiej natomiast pamiętać i podkreślać, jak horendalnej wielkości progres poczynił ten zespół w ostatnich latach. Liczmy więc na powrót Medalików do gry w Europie za pewien czas.
Gol w ostatnich sekundach daje awans Slavii. Drużyno dziękujemy za walkę ⚔️🔴🔵
— Raków Częstochowa 🏆🥈 (@Rakow1921) August 25, 2022
JESTEŚMY Z WAS DUMNI ❗️👊🏼
—
120' ⏱️ #SLARCZ 2⃣:0⃣ pic.twitter.com/6K0jhz22Os
Slavia Praga – Raków Częstochowa 2:0 pd. (1:0, 0:0)
Bramki: Usor 62′, Schranz 120+2′
Slavia: Mandous – Jurasek (80. Dorley), Eduardo Santos, Ousou, Doudera (56. Schranz) – Holes, Sevcik (94. Tiehi), Usor (77. Provod), Traore, Masopust (56. Lingr) – Tecl (56. Olayinka)
Trener: Jindrich Trpisovsky
Raków: Kovacević – Svarnas (112. Racovitan), Arsenić, Rundić – Tudor, Papanikolaou (111. Berggren), Gwilia (90+1. Czyż), Kun (96. Kochergin) – Nowak (46. Wdowiak), Musiolik (46. Gutkovskis), Ivi
Trener: Marek Papszun
Żółte kartki: Sevcik, Dorley, Provod, Olayinka – Rundić, Arsenić, Tudor, Wdowiak, Ivi
Piotr Sornat