Po kilku dniach przerwy reprezentacji Polski przystąpiła do meczu z podrażnioną po wysokiej porażce w poprzednim meczu Belgią. Na nasze nieszczęście klęska z Holandią wyzwoliła w drużynie czerwonych diabłów siły wprost z samych piekieł. Belgowie dali nam prawdziwą lekcję ofensywnej gry i konstruowania akcji, bardzo wyraźnie pokonując naszą reprezentację. Czy jednak Polacy grali, na tyle słabo aby stracić aż sześć bramek?
Reprezentacja Polski rozpoczęła kolejny już mecz z ustawieniem z czwórką z tyłu. Linia obrony była niemalże identyczna do tej z meczu z Walią, jedynie Robert Gumny wstąpił do składu w miejsce Bartosza Bereszyńskiego. Idąc wyżej w składzie, Czesław Michniewicz na bokach wybrał do gry Jakuba Kamińskiego oraz Sebastiana Szymańskiego, ustawiając ich odpowiednio na prawej i lewej flance w roli klasycznych skrzydłowych. W środku pola tercet stanowili Grzegorz Krychowiak i ustawieni nieco wyżej przed nim Piotr Zieliński i Szymon Żurkowski.
Belgowie natomiast wyszli na to spotkanie w ustawieniu 3-4-3 z Mitchyim Batshuayim zastępującym kontuzjowanego Romelu Lukaku na dziewiątce. Kevin De Bruyne na papierze przypisany był do gry jako jeden z trójki z napastników, jednak podczas meczu ustawienie gwiazdora reprezentacji było bardzo elastyczne i mobilne, co oczywiście sprawiło polskiej defensywie wiele problemów.
Głęboki początek i jeden przebłysk
Już na samym początku meczu Belgowie bardzo wyraźnie pokazali, kto ma zamiar ten mecz wygrać. W przeciągu zaledwie pięciu minut stworzyli sobie niemal dwie stuprocentowe okazje. Polacy bardzo szybko po tym zareagowali, zmieniając dotychczasowy sposób obrony. Nominalni skrzydłowi dostali polecenie aby zejść formację niżej i pomóc bocznym obrońcom, gdy piłka będzie po ich stronach. Wspomniana modyfikacja skutecznie przystopowała bardzo groźne zapędy Belgów i wprowadziła większy spokój w grze Biało-Czerwonych.

Takie nastawienie miało niestety również negatywne skutki. Spowodowało ono, że już w zasadzie od pierwszych minut w naszych akcjach obronnych brało udział dziewięciu graczy z pola. Z wyjątkiem Lewandowskiego, wszyscy grali za linią piłki. Nie dość, że zaangażowanie większej liczby graczy do pracy w obronie kosztowało drużynę więcej sił, do tego również głębokie ustawienie uniemożliwiło wytworzenie jakiegokolwiek kontrataku czy bardziej dynamicznego przejścia z piłką wyżej. Więc byliśmy dobrze zabezpieczeni, ale i niegroźni dla przeciwnika.
Zmieniło się to, gdy udało się piłkę jakimkolwiek sposobem dostarczyć piłkę bliżej bramki przeciwnika. Jest to bardzo częsta zależność w meczach polskiej reprezentacji i ogólnie w futbolu, że najtrudniejsza jest właśnie ta progresja piłki z linii obrony, przez pomoc, aż do ataku. Bo jeżeli piłka już znajdzie się blisko pola karnego przeciwnika, to wtedy potrafimy być groźni i niebezpieczni, ale nie zawsze potrafimy ją tam przetransportować. W pierwszej połowie udało się nam to zrobić i po wyrzucie z autu świetną akcję przeprowadzili Piotr Zieliński i Sebastian Szymański, po czym doskonałym opanowaniem piłki i wykończeniem popisał się nie kto inny jak Robert Lewandowski.
Gdy Polakom udało się czasami wyżej odeprzeć ataki Czerwonych Diabłów, w średniej obronie stosowaliśmy blok 4-5-1, bardzo podobny do tego który prawie przez cały sezon w Realu Madryt stosował Carlo Ancelotti.

Niestety w tych fragmentach nie radziliśmy sobie zbyt dobrze, pomocnicy Belgii sprawiali nam dużo kłopotów ustawiając się między linią pomocy a linią obrony. Mieli oni tam dużo miejsca, gdyż nasi obrońcy nie chcieli ryzykować wyjścia z formacji i próby odebrania piłki.
Pomysł na atak
Oczywiście większość tego spotkania Biało-Czerwoni grali w zazwyczaj niskiej obronie, bez posiadania piłki. Zdarzały się jednak momenty, kiedy to i my mogliśmy chwilę rozegrać piłkę i spróbować zaatakować rywala. Wtenczas Polacy kilkukrotnie stosowali ciekawy wariant podczas fazy konstruowania ataku. Podopieczni Czesława Michniewicza grali z tak zwanym pominięciem drugiej linii, czyli gracze środka pola i ataku ustawiali się wyżej, pomiędzy szyki obronne rywala.

Wysoko grający piłkarze ofensywni absorbowali uwagę całej piątki belgijskich obrońców nie pozwalając im na wyjście na agresywniejsze wyjście z formacji, tym samym zwiększały się odległości między obrońcami a pomocnikami reprezentacji Belgii. Gdy udało nam już się zblokować ostatnią linię Belgów bliżej ich własnej bramki, wtedy bardzo często jeden z naszych zawodników (najczęściej Żurkowski) odrywał się od kolegów i schodził piętro niżej, a następnie dynamicznym wbiegnięciem z piłką atakował wolną przestrzeń.
Kratery w formacjach
Na drugą połowę Polacy wyszli ze zdecydowanie bardziej odważnym nastawieniem, aby podejść troszkę wyżej i więcej grać piłką. Na samym początku plan ten nawet udało się zrealizować i Biało-Czerwoni agresywniej walczyli w środku pola, kilka razy odbierając piłkę Belgom. Problem pojawił się niestety, kiedy to my chcieliśmy rozegrać piłkę troszeczkę wyżej niż to miało miejsce w pierwszej części meczu. Przeciwnicy bardzo często odbierali nam piłkę, jeszcze na naszej połowie, poprzez doskonałą grę na wyprzedzenie. Polacy nie mieli do końca jak na to zareagować, ponieważ nieprzyzwyczajona do nieco wyższej gry nasza linia obrony, zostawała głęboko, tworząc tym samym ogrom miejsca na stworzenie i napędzenie belgijskiego kontrataku. Poprzez właśnie takie straty i brak odpowiedniej reakcji na ich występowanie Polacy stracili aż dwie bramki.
Sytuacja przy golu na 2:1 dla Belgii

Sytuacja przy bramce na 3:1

Wnioski
Patrząc na suchy wynik, wygląda to naprawdę fatalnie. Nie był to jednak, niemożliwie jak słaby mecz w wykonaniu reprezentacji Polski. Do pewnego momentu gra w obronie funkcjonowała dobrze. W szczególności pierwszą połowę można uznać na plus. W drugiej połowie natomiast, nastąpił efekt tak zwanej kuli śnieżnej, czyli każdy kolejny błąd Biało-Czerwonych generował kolejny o wiele bardziej groźny i w końcu pojawiło się ich nieprzyzwoicie dużo. To właśnie kumulacja błędów i brak sił w późniejszych fazach meczu sprawiły, że wynik wygląda tak jak wygląda. Zatem, co musi poprawić reprezentacja Polski przed meczem z Holandią? Najbardziej szwankującym elementem gry w tym meczu zdecydowanie była reakcja i zachowanie po stracie piłki. Trener Czesław Michniewicz będzie musiał popracować z zawodnikami właśnie nad fazą przejściową z ataku do obrony, aby taki wynik prędko się już nie powtórzył.