Rozkręcili się, chłopcy… z Poznania

Share on facebook
Share on twitter
2020.08.27 Poznan
Pilka nozna 1 Runda Eliminacji Liga Europy
Lech Poznan - FK Valmiera
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2020.08.27 Poznan
Football UEFA Europe League 1st Qualifying Round
Lech Poznan -  FK Valmiera
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus

Lech zrobił to, co powinien zrobić – przeszedł dalej gniotąc Valmierę. 3:0 wygląda nieźle, ale gra pozostawiała wiele do życzenia. Nie każda drużyna będzie wyczekiwać 90 minut, dopóki lechici nie wbiegną z piłką do bramki. Poznaniacy rozruszali się dopiero w ostatnich 30 minutach. Czy poważne zespoły będą tyle bezczynnie czekać?

Efektywna gra, perfekcyjna dośrodkowania, dynamiczne poruszanie się po boisku i inne komplementy, na które gospodarze tym meczem sobie nie zasłużyli. Przed spotkaniem nie było raczej większych dyskusji o tym, kto przejdzie. Wiadomo, eurokompromitacje polskie kluby mają we krwi, ale jednak Lech jakościowo wyglądał na tyle dobrze, że niezbyt doświadczona pucharowo łotewska drużyna podejdzie do starcia z dużym respektem. Tak też się stało, chłopacy znad Bałtyku muszą się jeszcze trochę nauczyć. Poznaniacy mogą spać spokojnie, społeczność kibicowska póki co da im spokój i nie zrobi z nich obiektu do żartów. Póki co.

Od pierwszej minuty Lech nie różnił się niczym od tej drużyny, którą widzimy w Ekstraklasie. Fajna gra dla oka, ładne akcje, dominacja, a oprócz tego zero konkretów. Valmiera nie dawała żadnych argumentów, grała gorzej niż Odra Opole w spotkaniu z Kolejorzem w Pucharze Polski. Poznaniacy zamknęli oponentów na ich połowie, samemu okopując przestrzeń przed polem karnym. Coś niby się działo, w 8. minucie Ramirez soczyście przyłożył z rzutu wolnego, Jóźwiak w 10. minucie uderzył nad poprzeczkę po dobrym wejściu i podaniu Puchacza, ale najlepsza okazja pojawiła się w 33. minucie. Najpierw Kamiński podał do Daniego Ramireza, Hiszpan piętką znalazł Tibę. Strzał kapitana Lecha obronił ostatecznie plecami obrońca, potem próbował Ramirez, ale przestrzelił nad bramką. W końcówce z dystansu huknął jeszcze Moder, niestety bramkarz był na posterunku. Oprócz skuteczności brakowało też dynamiki. Wiadomo, Łotysze nie są zespołem najwyższej półki, nawet nie widać było u nich większej chęci odebrania piłki, jednak jakoś przez ten autobus trzeba się żwawo przebić, a nie liczyć jedynie na rajdy Puchacza czy przebłyski Ramireza. Kolejorz przez te 45 minut nie potrafił przyzwyczaić się do taktyki przeciwnika, przez co ich murowanie byłoby godne pochwały od Kasi Dowbor.

Druga połowa przez większość czasu była dokładną kalką poprzedniej. Moder sobie kopał z dystansu gdzie popadnie, Puchacz testował siłę dośrodkowań dośrodkowując w stronę bocznych band reklamowych, ot taka zabawa na piątkowej lekcji WF-u. Kolejorz się nie spieszył, czekał aż Łotysze wyjdą do nich z pressingiem (spoiler: nie wyszli). Co tu dużo mówić, przeklęta Valmiera nie chciała grać w piłkę z Polakami, ehh…

Nagle w 59. minucie, kopanina pod polem karnym, halucynacje z powodu łotewskiego głodu dają się we znaki, piłkę znikąd dostaje Moder. Co Moder robi? Co on może zrobić innego niż walnąć z dystansu. Przeciwnik zostaje uderzony piłką, następuje rykoszet, futbolówka odbija się po murawie aż do słupka, tam zgarnia ją Mikael Ishak i w końcu otwiera wynik spotkania. Farfocel czystej wody. Symulacja popsuta, 78. minuta, Diagné traci piłkę na rzecz Pedro Tiby, podanie do Ishaka, a ten automatycznie silnym uderzeniem wykańcza akcję. Zapędzili się Polacy, tuż potem Czerwiński zauroczony asystą Praszelika z ostatniej kolejki Ekstraklasy podaje do Gumnego, ale strzał ostatecznie broni bramkarz Valmiery. Dzieła zniszczenia w 88. minucie dokonał młody Filip Szymczak. Jóźwiak odebrał futbolówkę przy bocznej linii, w pełnym biegu dograł do młodzieżowca, a ten nie dał szans golkiperowi. 3:0, Poznań dzisiaj nie zaśnie.

Nie będę zbytnio narzekał na zwycięstwo polskiej drużyny 3:0 w europejskich pucharach, rzadko się to dzieje, niestety. Niemniej, styl pozostawiał dużo do życzenia. Czasem bolały zęby od nieumiejętności przebicia się przez łotewski autobus, brakowało pomysłów i zamiast tego podawano sobie piłeczkę w obrębie pola karnego. Za wszelką cenę chciano wbiec do tej bramki, ale jak to zrobić, kiedy nawet nie ma na to miejsca. Brakowało w grze dynamiki, jakiegoś rozruszania akcji. Cieszy to, że nieźle wypadli napastnicy, jednak szkoda, że musieli tyle czekać na jakieś konkretne piłki.

Kolejorz wyglądał na zdziwionych faktem braku pressingu ze strony przeciwnika. Na siłę chciał wyrywać poszczególnych oponentów ze zwartych szyków obronnych, aby zrobić sobie lukę do wbiegnięcia lub podania. Widzę w polskim zespole ogrom potencjału, bo tak ładnej piłki nikt w Ekstraklasie nie gra. Lech może się podobać nawet na tle silnych drużyn, ale co z tego, jeśli nie wynikną z tego żadne konkrety? Trener Żuraw musi znaleźć rozwiązania na to, aby Ishak był lepiej zaopatrywany w podania, bo inaczej marnie to będzie wyglądać. Kto na plus oprócz Szweda? Gumny i Czerwiński – ta dwójka starała się rekompensować mierne popisy Jóźwiaka oraz Puchacza.

Lech Poznań 3:0 Valmiera FC

Bramki: Mikael Ishak 59, 78, Filip Szymczak 88

Lech Poznań: Filip Bednarek – Robert Gumny, Ľubomír Šatka, Đorđe Crnomarković, Tymoteusz Puchacz – Jakub Kamiński (63, Alan Czerwiński), Jakub Moder, Pedro Tiba (80, Filip Marchwiński), Dani Ramírez, Kamil Jóźwiak – Mikael Ishak (84, Filip Szymczak).

Valmiera FC: Rūdolfs Soloha – Mykoła Musolitin, Olaide Badmus, Julien Célestine, Pape Yaré Fall – Alvis Jaunzems (83, Daniils Skopenko), Krišs Kārkliņš, Mohamed Victor Diagné, Luka Silagadze (46, Motaz Zaddem), Jorge Teixeira (77, Djibril Guèye) – Tolu Arokodare.

Sędzia: Ondřej Pechanec (Czechy)

Stadion: Stadion Poznań

Mateusz Grądzki