Remis obosieczny. Czy Legia ucieknie spod topora?

2021.11.27 Czestochowa
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2021/2022
Rakow Czestochowa - KGHM Zaglebie Lubin
N/z Awaria oswietlenia brak pradu Marek Papszun (Trener Head Coach)
Foto Tomasz Folta / PressFocus

2021.11.27 Czestochowa
Football PKO Ekstraklasa season 2021/2022
Rakow Czestochowa - KGHM Zaglebie Lubin
Awaria oswietlenia brak pradu Marek Papszun (Trener Head Coach)
Credit: Tomasz Folta / PressFocus

Bieżąca kampania Ekstraklasy coraz odważniejszymi krokami zbliża się do decydującej fazy w kontekście walki o ligowy byt. Ratująca od początku wiosny dramatyczną sytuację Legia Warszawa w premierowych trzech spotkaniach zdobyła dwa punkty. Wojskowi mimo obiecującej pierwszej połowy starcia z GKS-em Katowice nie zdołali odnieść zwycięstwa, tym samym pobili niechlubny rekord ligowych spotkań bez wygranej z rzędu. Mówi się, że remis jest największym wrogiem walczących o utrzymanie – czy Legia padnie jego ofiarą? 

Plan na ten sezon dla stołecznej ekipy był prosty – mistrzostwo albo nic. Jeszcze we wrześniu Michał Żewłakow otwarcie mówił, że brak tytułu będzie katastrofą. Wówczas na ławce trenerskiej Legii zasiadał Edward Iordanescu, pod którego wodzą ekipa z Warszawy solidnie weszła w ligowy sezon. W pierwszych trzech meczach sięgnęła po siedem oczek. Przyszły hitowe transfery, udało się zakwalifikować do Ligi Konferencji. Resztę tej historii doskonale znamy – pod koniec roku bezradny Inaki Astiz przedłużał serię spotkań bez wygranej, zakopując Legię w strefie spadkowej.

Uwierzyć w proces

Wejście trenera z nowymi zasadami zazwyczaj wymaga sporo cierpliwości. Marek Papszun od początku sprawiał wrażenie świadomego z czym będzie musiał się zmierzyć. Pierwsze minuty starcia z Koroną nosiły znamiona rewolucji, finał był jednak bardzo jesienny. W kolejnym spotkaniu z Arką Colak uratował jeden punkcik, co biorąc pod uwagę domowe wyniki Gdynian było dość obiecujące. Nadszedł jednak mecz z nietykalnym wiosną GKS-em i to gospodarze byli faworytem.

Starcia Marka Papszuna z Rafałem Górakiem to gwarancja emocji w taktycznym boju. Pierwsza część była przyjemna dla postronnego widza, a akcja bramkowa Legii zasłużyła na gromkie brawa. Przede wszystkim imponowało zachowanie Kacpra Urbańskiego, który nawiązał do swoich niekonwencjonalnych dryblingów sprzed kilkunastu miesięcy. Były gracz Monzy utrzymał się na nogach mimo nacisku rywali i świetnie oddał futbolówkę, którą po szybkim rozegraniu Strączek wyciągał z bramki. 

W ogólnym ujęciu Urbańskiemu zabrakło jednak tego, co dotychczas pozbawiło go możliwości przebicia się w wielkim futbolu – powtarzalności. Obecna kampania w wykonaniu 21-latka to gigantyczne rozczarowanie, o czym po starciu z GieKSą wpominał trener. – Od Kacpra oczekuję więcej, on sam oczekuje od siebie więcej. Ciężko pracuje, aby to pokazać. Wierzę, że ten jego talent rozkwitnie w Legii. Dzisiaj miał przebłyski, ale potrzebujemy więcej konkretów od zawodników ofensywnych w trzeciej tercji. – mówił Marek Papszun. 

Wychowanek Lechii okrzyknięty został wygranym zimowego obozu. W hiszpańskich sparingach grał błyskotliwie, dotąd jednak w bardzo niewielkim stopniu przełożył to na starcia Ekstraklasy.

Wstydliwa powtarzalność

31 lipca 2025 roku Paweł Gołaszewski napisał o legendzie, która głosi że Legia kiedyś przestanie tracić bramki po stałych fragmentach. Wpis wraca co tydzień, Legia dotąd w tym aspekcie wyrządziła sobie bardzo wiele krzywdy.

W meczu przy Nowej Bukowej miało być inaczej. Przy jednym z rzutów rożnych GKS-u widać było, jak bardzo skupieni na obronie są gracze Legii. „Wojskowi” byli ustawieni całą jedenastką we własnej szesnastce, strategia działała aż do doliczonego czasu gry. Wówczas obudził się największy demon ekipy Papszuna. Z rzutu wolnego dograł Nowak, a zupełnie zgubiony Galan wpakował piłkę do bramki Tobiasza. Spójrzmy na stracone tej wiosny przez Legię bramki: 

0:1 vs Korona – dośrodkowanie, ponowienie ataku po stałym fragmencie, dramatyczne krycie.

1:2 vs Korona – dośrodkowanie nieprzecięte przez trzech śpiących zawodników, ponownie napastnik zupełnie zgubiony.

0:1 vs Arka – dośrodkowanie z rzutu rożnego, zawodnik zupełnie zgubiony na drugim metrze. 

0:2 vs Arka – kontratak po stałym fragmencie Legii.

1:1 vs GKS – dośrodkowanie z rzutu wolnego, zawodnik zupełnie zgubiony. 

Ciężko uwierzyć, że tak wygląda zestawienie ekipy Marka Papszuna. Szkoleniowiec dobitnie wskazał na niedociągnięcia po meczu: – Tracimy bramki po stałych fragmentach. Popełniamy infantylne błędy. Mamy koniec pierwszej połowy. Wybroniliśmy się po rzucie rożnym, ale faulujemy w banalnej sytuacji. Piłkarze nie mogą zachowywać się w taki sposób. Muszą czuć sytuację, czuć moment. Wiedzieliśmy, że Bartek Nowak jest w życiowej formie i co nie kopnie, to jest to gol lub asysta. Dośrodkowanie i strzał to już konsekwencja tego zagrania. Musimy dalej pracować i uszczelnić defensywę przy stałych fragmentach. 

Były trener Rakowa upodobał sobie określenie „infantylne”, które do zachowań piłkarzy Legii tej wiosny pasuje jak ulał. „Wojskowi” jeszcze przed wyrównującym golem mieli furę szczęścia, najpierw niefrasobliwie zachował się Pankov, później w zimowy sen zapadł Kapuadi. W obu sytuacjach czujny był Kacper Tobiasz, który interweniował w ostatniej instancji. Występ stopera z Demokratycznej Republiki Konga był kompromitujący, w wielu sytuacjach był znacznie spóźniony.

Arbiter pomógł Legii?

Wokół starcia między Szkurinem a Tobiaszem pojawiły się spore kontrowersje. W całym meczu miały miejsce jeszcze dwie wątpliwe sytuacje – zagranie ręką Kuna i faul Pankova. We wszystkich sędzia Sylwestrzak podejmował boiskowe decyzje na korzyść gości, co w kontekście przepisów dotyczących VAR-u ma spore znaczenie. Tylko raz został zaproszony do monitora, w sytuacji brutalnego faulu Pankova. Trudno uzasadnić poprzestanie na napomnieniu, młody arbiter niespodziewanie utrzymał jednak swoją decyzję. Noga Serba zgięła się w wyniku kontaktu z rywalem, atakujący nie odpuścił ani na sekundę. 

Choć druga część była senna, to jednak GKS miał kilka groźnych okazji. Legia cudem nie straciła bramki po strzałach Galana. xG po strzale drugiej próby wyniosło 0.80. Zupełnie nic nie wskazywało na to, że to goście ruszą po drugiego gola. Meldunek Rajovicia był taki, jak ostatnie mecze Duńczyka od pierwszej minuty – denny. Niezły sygnał dał paradoksalnie Chodyna, raz sprytnie ruszył Żewłakow. Ponownie jednak kibice z Warszawy potwornie się zawiedli, czego wyraz dali po meczu. Śpiewane groźby należy jednoznacznie potępić, co po gwizdku uczynił Bartosz Kapustka. Biorąc pod uwagę wydarzenia w LTC z końcówki 2021 roku, potencjalna relegacja może zakończyć się skandalem większym niż ten, który w piątek miał miejsce w Radomiu. 

Ciągła walka

W ostatnich kilkunastu miesiącach Legii najciężej gra się z rywalem, którym jest upływający czas. Inna sprawa, że często genezą trudnej sytuacji bywa wcześniejsze postępowanie pionu sportowego czy właściciela.

Na boisku momentami widać było znamiona pracy Marka Papszuna, heroiczne blokowanie strzałów to element, w którym Raków był polskim pionierem. Akcja bramkowa mogła dać sporo optymizmu – to mistrzowskie wykorzystanie atutów ustawienia 1-3-4-2-1. „Wojskowi” objęli prowadzenie po raz pierwszy od 28 września 2025 roku, kiedy ostatnio cieszyli się z wygranej. Przy Nowej Bukowej nadeszła jednak bramka wyrównująca, a później goście pogrążali się w akceptacji jednego punktu.

Gdyby Legia była w czołowej piątce, punkt przywieziony z Katowic po meczu z GKS-em będącym w świetnej formie byłby akceptowalny. Obecna sytuacja ekipy Papszuna jest jednak dramatyczna, 2 punkty w pierwszych trzech meczach wyglądają niepoważnie. Wzmocnień także nie ma wielu, ostatnio sprowadzony Rafał Adamski nie podniósł się w piątkowy wieczór z ławki. 24-latek będzie potrzebował kilku tygodni, by dostosować się do sztywnych pryncypiów trenera Papszuna. Colak nie do końca wykorzystał szansę, wielokrotnie jednak celnie zgrywał piłkę plecami do bramki. Wziął udział w akcji bramkowej.

Rywale nie próżnują, Widzew rozegrał spotkanie, po którym można spodziewać się wielu udanych gier do końca kampanii. Efekty pracy Marka Papszuna pojawiają się powoli, z meczu na mecz. Czasu jednak jest coraz mniej. Remisy często pogrążają walczących o utrzymanie, prawdopodobieństwo relegacji Legii tylko wzrosło. Do końca sezonu pozostało 13 finałów, o czym po meczu mówił Bartosz Kapustka. W wypowiedziach osób związanych z Legią przemycane są hasła, które wskazują na świadomość tego, że spadek wcale nie jest czymś odległym. Kolejne spotkania będą równie, a być może nawet bardziej wymagające. 

Hugo Braun