Takiego wyniku nie wyśnili nawet najbardziej zagorzali fani Kolejorza. Mistrz Polski był o kilka klas lepszy od swojego dzisiejszego rywala i nie dał mu żadnych szans. Lech Poznań odniósł największe zwycięstwo w historii swoich występów w europejskich pucharach, pokonując w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy FC Thun 7:0.
Ten mecz miał być dla Lecha ostatecznym dowodem na to, że jakiekolwiek problemy, które na początku tego sezonu trapiły mistrza Polski, już dawno zniknęły. Podopieczni Nielsa Frederiksena w sierpniu kroczyli tylko po zwycięskiej ścieżce, a rozbicie KÍ Klaksvik na ich terenie, którego żaden zespół w europejskich pucharach nie zdobył od 3 lat pokazało mental zespołu. Mimo tego, żaden kibic w Poznaniu nie zadowoliłby się kolejnym sezonem w Lidze Konferencji – wszyscy w stolicy Wielkopolski byli głodni kolejnego kroku i wskoczenia poziom wyżej. Do tego trzeba było jednak pokonać FC Thun.
Mistrzowie Szwajcarii byli drużyną zgoła zagadkową. Tytuł zapewnił im fenomenalny sezon zasadniczy, a do grupy mistrzowskiej wchodzili z 14 punktami przewagi. To o tyle imponujące, że w ostatniej rundzie do zdobycia było ich maksimum… 15. Od tego czasu przegrali w lidze z Young Boys Berno 3:8 i 0:6, w obu przypadkach na własnym stadionie. Z jednej strony do 74. minuty rewanżu z Dinamem Zagrzeb mieli dwubramkową przewagę w dwumeczu, a z drugiej – trudno było przy Bułgarskiej o bardziej nieprzewidywalną drużynę.
Manita do przerwy. Lech demoluje Thun
Mecz ledwo się zaczął, a kilkadziesiąt tysięcy poznańskich serc podskoczyło ich właścicielom do gardeł. Po rzucie rożnym dla gości powtórzone dośrodkowanie wylądowało na głowie niepilnowanego Marca Gutbuba, który doszedł do główki w polu bramkowym. Mateusz Lis przyjął strzał Szwajcara na ciało, a piłkę, która niebezpiecznie potoczyła się w kierunku bramki, wybił z linii Radosław Murawski. Nikt za to nie wybił z linii uderzenia Patrika Wålemarka kilka minut później. Akcję zapoczątkował Mateusz Lis, który świetnym wykopem zagrał do Allahyara Sayyadmanesha. Irańczyk przedłużył to zagranie głową, a szwedzki skrzydłowy wygrał pojedynek z Michaelem Heule, popędził sam na bramkę Niklasa Steffena i plasowanym strzałem lewą nogą umieścił piłkę tuż przy słupku. Lech bardzo szybko mógł zadać drugi cios, gdy po kornerze główkował Mateusz Skrzypczak, ale obrońca Kolejorza nieznacznie chybił.
Mimo nerwowego początku Lech kontrolował spotkanie i był głodny kolejnych bramek. Bardzo dobrze i aktywnie z kontrą wyszła dwójka Joel Pereira-Patrik Wålemark, a po wrzutce tego pierwszego nad bramką uderzył Pablo Rodriguez. Hiszpan zrehabilitował się dwie minuty później, gdy fenomenalnie wypuścił grającego dziś na 9 Sayyadmanesha. Irańczyk wyszedł sam na sam ze Steffenem i do asysty dołożył też bramkę. Mimo tego, defensywa gospodarzy musiała pozostać czujna. Aktywny w ataku gości był Gutbub, który po raz kolejny oddał groźny strzał, ale na posterunku był Lis. To, co stało się chwilę później, wprawiło cały stadion, a może nawet całą Wielkopolskę w euforię.
Kawał pięknego futbolu pokazała trójka Gurgul-Sayyadmanesh-Palma. Bardzo dobra klepka na małej przestrzeni zaprosiła do pressingu wysoko ustawioną linię defensywy Thun, za którą perfekcyjnie wbiegł Michał Gurgul. Wspaniałe długie podanie zagrał do niego Honduranin, a 20-letni obrońca w punkt obsłużył Wålemarka, który skompletował dublet. Po chwili było już 4:0 – bardzo dobre rozegranie rzutu wolnego zostawiło gości w blokach startowych, dzięki czemu Antoni Kozubal znalazł w polu karnym niepilnowanego Mateusza Skrzypczaka. Wychowanek Kolejorza popisał się świetnym jak na stopera wykończeniem, pokonując Steffena po raz czwarty. Ale to nie był koniec strzelania w pierwszej połowie – tuż przed przerwą Pablo Rodriguez znalazł wolne pole na kilkanaście metrów przed bramką i posłał tam piłkę, a w to miejsce wbiegł Radosław Murawski i plasowanym strzałem zdobył swojego pierwszego gola po powrocie po kontuzji. Jedyne, co mogło martwić kibiców Lecha, to zejście Patrika Wålemarka, który opuścił murawę już w 37 minucie.
Pobite rekordy, zanotowane debiuty
Czy 5 bramek to dużo, czy mało? Jak pokazali piłkarze Lecha Poznań – dla nich za mało. Od samego początku drugiej połowy atakowali, a fenomenalny dziś w rozegraniu Luis Palma wystawił świetną piłkę Antoniemu Kozubalowi. Strzał Polaka z linii pola karnego zatrzymał jednak Niklas Steffen. Ta obrona nie starczyła na długo, bo Szwajcar po chwili musiał po raz szósty wyciągać piłkę z siatki. Zmiennik Wålemarka, Daniel Håkans postanowił przeprowadzić indywidualny rajd przez pół boiska. Gdy Fin znalazł się na 20 metrze od bramki rywala postanowił uderzyć, a piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców, myląc Steffena i wpadając do bramki.
Po szóstej bramce tempo meczu wyraźnie spadło, jednak nie można powiedzieć, że podcięła ona skrzydła gościom. Aktywny pod bramką Mateusza Lisa był wprowadzony w przerwie meczu Furkan Dursun. Najpierw zaliczył celny strzał, a później pokonał golkipera Lecha, sprytnym dotknięciem wykorzystując dobre dogranie Toma Strannegårda. Umiarkowana radość przyjezdnych kibiców została po chwili stłumiona, gdy po analizie VAR okazało się, że Dursun był na minimalnym spalonym.
Nie był to jednak koniec strzelania tego wieczoru. Kolejną świetną asystą popisał się Michał Gurgul, który wypuścił podaniem… Roberta Gumnego, który znalazł się na szpicy. Prawy obrońca Kolejorza cudowanie przelobował Niklasa Steffena, zdobywając siódmego gola. To oznaczało jedno – rekordowe zwycięstwo w historii występów Lecha Poznań w Europie. Poprzedni rekord, wygraną 6:0, Kolejorz ustanowił w starciu ze… Szwajcarami, a dokładniej Grasshoppers Zurych. Na koniec warto nadmienić, że w barwach mistrzów Polski zadebiutowało dwóch piłkarzy – Gustav Berggren oraz Wojciech Szymczak.
Lech Poznań – FC Thun 7:0 (5:0)
Bramki: Wålemark 10′, 25′, Sayyadmanesh 20′, Skrzypczak 31′, Murawski 45′, Håkans 47′, Gumny 79′
Lech: Lis – Gurgul, Skrzypczak, Mońka, Pereira – Murawski, Kozubal (Delikat 80′) – Palma (Berggren 64′), Rodriguez (Gumny 64′), Wålemark (Håkans 37′) – Sayyadmanesh (Szymczak 80′)
Thun: Steffen – Heule (Stannegård 46′), Burki, Bamert, Fehr – Matoshi, Zoukit (Saiz 46′), Roth, Reichmuth (Burgy 57′) – Labeau (Dahler 82′), Gutbub (Dursun 45+1′)
Żółte kartki: Murawski 87′ – Reichmuth 50′, Stannegård 70′
Sędzia: Sebastian Gishamer (Austria).
Patryk Chyła